Nowy numer 39/2020 Archiwum

Wrocław. Pamięci Czechów, którzy walczyli z nazizmem

Na murze wrocławskiego Zakładu Karnego nr 1 przy ul. Kleczkowskiej odsłonięto tablicę poświęconą Czechom, którzy walczyli z nazizmem i stracili życie w dawnym niemieckim więzieniu Strafgefängnis Breslau.

Uroczystość rozpoczęła się od polsko-czeskiego seminarium w sali konferencyjnej więzienia przy ul. Kleczkowskiej. Wzięły w niej udział głównie rodziny tych, którzy zostali zgładzeni i zamęczeni przez niemieckich oprawców w więzieniu w Breslau podczas II wojny światowej. Było ich prawie tysiąc.

Na początku głos zabrała Markéta Pánková, dyrektor Narodowego Muzeum Pedagogicznego w Pradze i autorka książek o historii najnowszej Czech. Podkreśliła, że po stronie czeskiej brakuje większego zaangażowania w opiekę nad miejscami, gdzie w czasie II wojny światowej ginęli Czesi.

- Nie chodzi przy tym o wznoszenie pomników, których koszty idą w setki milionów koron czeskich. Zależy nam przede wszystkim na oddaniu hołdu i uczczenie pamięci osób, które na to zasłużyły - stwierdziła M. Pánková.

Jak dodała, powtarzanie prawd powszechnie znanych nie było tutaj celem. Chodzi o przypomnienie, co przyniosła ze sobą wojna i jakie były jej skutki. - A współcześnie nie brak osób przeinaczających fakty i czyniących z ofiar oprawców - oświadczyła Czeszka.

Większość przybyłych na uroczystości Czechów straciła bliskich w Strafgefängnis Breslau. Losy rodziny Markéty Pánkovej również wiązały się z wrocławskim więzieniem.

- To tutaj zginął mój dziadek Antonin Vrba. Został aresztowany przez gestapo w 1942 r. we własnym warsztacie krawieckim. Mój ojciec Zdenek Vrba także tu przebywał. Obaj byli działaczami ruchu oporu przeciwko nazizmowi - opowiadała dyrektor Narodowego Muzeum Pedagogicznego w Pradze.

Naszym czeskim braciom antyfaszystom

W czasie seminarium dr Andrzej Olejniczak z wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej przedstawił najnowsze odkrycie, które spotkało naukowców IPN-u w Bolesławcu podczas pracy nad zupełnie innym tematem naukowym.

- W teczce, która dotyczyła policji niemieckiej miasta Bunzlau z lat 1939-1945, odnaleźliśmy kilkadziesiąt dokumentów, m.in. akty oskarżenia przeciwko kilkudziesięciu obywatelom protektoratu Czech i Moraw działających w ruchu oporu. Zachowały się także odręczne notatki z przebiegu obrad senatu we Wrocławiu, podczas których wydawano wyroki - stwierdził dr Olejniczak.

Najciekawsze zdecydowanie okazały się właśnie odręczne zapiski nieznanego Niemca, prawnika, który uczestniczył w posiedzeniach i śledził wyroki. Notatki zawierają m.in. krzyże przy nazwiskach, co oznacza wydanie kary śmierci. Znajdowały się w jedynej teczce z niemieckiego starostwa bolesławieckiego, która przetrwała.

- To jest świeże znalezisko, jeszcze nie "wgryźliśmy się" w nie dobrze, ale zauważyliśmy, że ten Niemiec musiał chyba nudzić się podczas posiedzeń, ponieważ swoje zapiski ozdabiał karykaturami, twarzami, sentencjami łacińskimi.  Nie wiemy, do kogo należały te notatki, i trafiliśmy na nie zupełnie przypadkowo. Być może głęboka analiza znawcy prawa III Rzeszy mogłaby nam coś więcej wyjaśnić - mówi dr Olejniczak.

Na podstawie zaskakującego znaleziska oraz przy pomocy czeskiej literatury udało się odtworzyć życiorysy kilku osób, które były skazane na karę śmierci lub karę wiezienia przy ul. Kleczkowskiej. Przedstawił je dr Dariusz Dąbrowski z wrocławskiego IPN-u.

- To na przykład Theodor Ondráček - kolejarz, legionista czechosłowacki z okresu I wojny światowej, członek podziemnej organizacji Morawska Równość, skazany na śmierć za dystrybucję ulotek i przygotowywanie powstania antyniemieckiego. Został rozstrzelany - referował dr Dąbrowski.

Podkreślił, że z tej małej grupy zidentyfikowanych Czechów z niemieckich notatek można powiedzieć, że byli to przedstawiciele całego przekroju opozycji na terenie protektoratu Czech i Moraw - żołnierze, działacze polityczni, a także zwykli ludzie z różnymi poglądami politycznymi - zarówno prawicowi, jak i lewicowi. Wszyscy po prostu nie zgadzali na terror nazistowski.

Głos podczas seminarium zabrał również prof. Jaroslav Pánek, jeden z najwybitniejszych historyków Czech. - Ta uroczystość ma nie tylko pewne konsekwencje, ale ma kontekst historyczny, geopolityczny i mentalny. Stosunki międzynarodowe nie były, nie są i nie będą zawsze pozytywne. Ale stosunek polsko-czeski od II wojny światowej jest o wiele lepszy niż wcześniej. Tego nie było w I poł. XX wieku - podkreślił prof. Pánek.

Zaznaczył, że Śląsk od średniowiecza należał do Niemiec, a po części do Czech, a dzisiaj to ziemia polska i bezpieczna jak nigdy. - Śląsk był zawsze obszarem konfliktów mocarstw europejskich, a teraz tego nie mamy. Jeszcze 80 lat temu Wrocław stanowił jedno z centrów nazizmu europejskiego. A dzisiaj jest to miasto spotkań międzynarodowych i tak widzę rolę Śląska i Polski - podsumował ceniony historyk.

- Spłacamy ten dług pamięci i wytyczamy nowy kierunek, pozwalając, by to miejsce stało się symbolem łączności polsko-czeskiej w wymiarze czystko ludzkim i duchowym. Jednoczymy w tym miejscu po raz kolejny dwa narody. Chciałbym, żeby te stosunki wciąż się zacieśniały - mówił dr Andrzej Drogoń, dyrektor wrocławskiego IPN-u.

Zachęcał Czechów, by przybywali do Wrocławia jak najczęściej, nie tylko przy okazji uroczystości. To bardzo ważne w kontekście ich rodzinnych historii.

- Niech przyjeżdżają tutaj wnuki i prawnuki zgładzonych przez nazistowski reżim, aby ten łańcuch pokoleniowy pozwalał nam tworzyć prawdziwy wymiar tożsamości - tłumaczy dr Drogoń.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama