Nowy numer 39/2020 Archiwum

Kiedy Bóg spełnia twoje marzenia

Od dzieciństwa pragnęła wyjechać do Afryki, by pomagać dzieciom. Niedługo znów wyleci na misje do Etiopii.

Pamięta dobrze, gdy jako uczennica szkoły podstawowej oglądała na religii zdjęcia młodych Europejczyków wśród gromadki uśmiechniętych nastoletnich Afrykanów. Wówczas w jej sercu zrodziło się pragnienie wyjazdu do Afryki. Nikomu o tym nie mówiła, ale Pan Bóg już wiedział, że chce spełnić to marzenie.

Cisza i wielki pokój

Jak mrugnięcie okiem mijały kolejne lata. Dorosła Roksana po maturze pojechała na obóz wakacyjny. Tam ksiądz poprosił uczestników, by zapisali na kartkach swoje marzenia. – Wśród nich wymieniłam takie najbardziej przyziemne, jak mieć proste zęby czy zrobić prawo jazdy. Pamiętam, że na szóstym miejscu umieściłam wyjazd na misje do Afryki. Wtedy w to kompletnie nie wierzyłam. To była dla mnie abstrakcja, coś nierealnego – wspomina dzisiaj wrocławianka. I tak niczym drugie mrugnięcie okiem przeleciał jej okres studiów. W końcu podjęła swoją pierwszą pracę i temat misji ponownie wrócił. – Dowiedziałam się, że moja koleżanka wybiera się na wolontariat misyjny do Etiopii. Napisałam do niej, wyrażając podziw, i jednocześnie podpytywałam, z kim jedzie i jak to zorganizowała. Na koniec rozmowy napisałam do niej nieśmiało: „Czy ja mogłabym do ciebie dołączyć?”. Odpowiedziała, że zapyta w sztabie. I na tydzień zapadła cisza. Wtedy czułam wielki pokój serca. Złożyłam to w ręce Pana Boga, jednocześnie modląc się o dobry wyjazd dla koleżanki – opowiada Roksana. Po tygodniu przyszła odpowiedź. Wrocławianka mogła dołączyć do grupy w ostatniej chwili. Od razu też pojawiły się wątpliwości, czy będzie w stanie regularnie dojeżdżać z Wrocławia do Warszawy na spotkania formacyjne. – Dla mnie to nie stanowiło problemu. Byłam tak zdeterminowana, że chciałam się od razu przeprowadzić do stolicy. Pierwsze spotkanie odbyło się dzień po moich urodzinach, więc potraktowałam je jako początek wspaniałego prezentu od Pana Boga.

Gimnastyka przy tablicy

Do pierwszego wyjazdu do Etiopii przygotowywała się przez 8 miesięcy. Wyjechała w sierpniu 2017 roku na miesiąc do wioski położonej 2000 m n.p.m. Wśród wolontariuszy należała do sekcji edukacyjnej, która miała uczyć matematyki, języka angielskiego oraz informatyki. – Pamiętam, że bardzo dużo się przygotowywaliśmy do tej misji. Stworzyliśmy dokładne plany nauczania, które po przyjeździe nijak się miały do rzeczywistości – stwierdza Roksana. Już na pierwszej lekcji szybko zrozumiała, że będzie uczyć matematyki na poziomie szkoły podstawowej. Grupa liczyła 16 osób w wieku 10–15 lat. W klasie znajdowały się jedynie tablica, kreda i ławki. A uczniowie niestety niewiele rozumieli, gdy mówiła do nich po angielsku. – Trochę próbowałam zwracać się do nich w ich języku, po amharsku. Znałam parę słów. Najlepiej komunikowałam się jednak mową ciała. Ile ja się tam napokazywałam i nagimnastykowałam. W desperacji tłumaczyłam im czasem nawet po polsku. (śmiech) – wspomina wrocławianka. Co ciekawe młodzi Etiopczycy bardzo lubili klasówki. – Uwielbiali, gdy się podpisywałam na ich kartkach. One automatycznie stawały się dla nich bardzo cenne. To pokazuje, jakie mieli do nas podejście – tłumaczy R. Barska.

Krótki, ale bezcenny czas

Dzisiaj widzi, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Jej wyjazd do Afryki, tak bardzo upragniony od lat, był także Jego pragnieniem, dlatego On do tego doprowadził. Teraz Roksana kolejny raz szykuje się do podróży misyjnej do Etiopii. Chce wrócić do tego samego miejsca, ale już na dłużej, bo na trzy miesiące. – Za pierwszym razem spełniłam swoje marzenie. Później pomyślałam sobie, że mam „odhaczone”, więc musiałam wzbudzić jeszcze głębszą motywację. Dwa miesiące biłam się z myślami, czy jechać. Teraz postrzegam to bardziej jako misję niż coś osobistego, tylko dla siebie – opisuje 27-latka. Tym razem wolontariat misyjny wymaga jeszcze większego poświęcenia, ponieważ trzymiesięczny pobyt w Afryce przyczynił się do rezygnacji z pracy. – Miałam ambiwalentne uczucia. Trudno jest wszystko rzucić, ale tęsknię i chcę tam wracać. Wiem, że mogę realnie pomóc. Zastanawiałam się jeszcze, czy tak krótki wyjazd ma sens. Co ja mogę zmienić w życiu tych ludzi w takim okresie? Niedawno usłyszałam odpowiedź: „Na to, co ty przez miesiąc z nimi zrobisz, oni potrzebują całego roku”. Mam nadzieję że przez ten czas chociaż w jednym z moich uczniów uda się śrozpalić w sercu pragnienie rozwoju, chęć do nauki, która da szansę na lepszą przyszłość, na przeżycie – podsumowuje R. Barska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama