Nowy numer 22/2020 Archiwum

Liczyło się każde życie

Magdalena Knedler o służebnicy Bożej Stanisławie Leszczyńskiej, położnej.

Maciej Rajfur: W piekle obozu koncentracyjnego ocaliła tysiące dzieci. Wielokrotnie ryzykowała życie, przeciwstawiając się rozkazom Josefa Mengele. Odebrała w Auschwitz ponad 3000 porodów, podczas których nie umarło żadne dziecko i żadna kobieta. Skąd pomysł na książkę o bohaterskiej położnej? Czy ktoś zainspirował Panią tą postacią?

Magdalena Knedler: W ubiegłym roku wyszła moja książka „Moje przyjaciółki z Ravensbrück” o kobietach w niemieckim obozie koncentracyjnym Ravensbrück, gdzie najliczniejszą grupą więźniarek były właśnie Polki. Nie ukrywam więc, że ta tematyka zawsze mnie interesowała. Gdy skończyłam tamtą powieść, w wydawnictwie zapytano mnie, czy znam postać Stanisławy Leszczyńskiej. Potwierdziłam, bo wiele słyszałam o niej wcześniej. Moja mama, która jest pielęgniarką, także mi o niej opowiadała. Wówczas zaproponowano mi, żebym napisała o niej książkę.

Czy może powstawać beletrystyka o obozach zagłady, kiedy dysponujemy relacjami świadków i literaturą faktu?

Sukces „Tatuażysty z Auschwitz” pokazuje, że ludzie chcą takie książki czytać, bo – ze względów emocjonalnych – nie każdy jest w stanie przetrawić niezwykle mocną literaturę faktu czy relacje więźniów. Niestety, wspomniany „Tatuażysta” skaził trochę myślenie o obozie koncentracyjnym, pokazując go jako miejsce, w którym, gdy ktoś ma trochę sprytu, to bez problemu sobie poradzi. Absolutnie tak nie było. Dlatego myślałam o tym w kontekście „Położnej z Auschwitz”. Chciałam, by wyszło jak najrzetelniej i najprawdziwiej. Mój pomysł zatem był prosty: jak najbardziej trzymać się faktów, a warstwę fikcyjną ograniczyć do minimum.

Na czym polega pisanie takiej książki, gdzie trzeba zajrzeć, co przeczytać, kogo zapytać?

Między innymi czytałam relacje więźniów, ale to nie wystarczy, ponieważ należy je zawsze konfrontować z dokumentacją obozową i literaturą faktu. Oni spisywali swoje wspomnienia po jakimś czasie, nie weryfikując tego w żaden sposób. Stąd biorą się nieścisłości i nieprawidłowości. „Położna z Auschwitz” przeszła przez redakcję merytoryczną Teresy Wontor-Cichy z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, która poprawiła parę faktów. Proszę sobie wyobrazić, że jedna z nieścisłości wyszła na podstawie akt procesu na Montelupich załogi Auschwitz. Chodzi o zeznania składane przed sądem! Okazało się między innymi, że podczas pacyfikacji buntu Sonderkommanda nie używano dział przeciwpancernych, jak mówili więźniowie.

Kiedy autor może wypełnić pewne luki swoją własną wyobraźnią? Jak bardzo używała Pani tej możliwości?

Wydaje mi się, że przy temacie związanym z Auschwitz nie wypada. W mojej książce pojawia się element fikcji, np. w postaci jednej z bohaterek, ale ona nie opowiada swojej własnej, wymyślonej przeze mnie historii, lecz rzeczywiste losy pewnej grupy, w tym wypadku więźniarek Birkeau i położnych. To, co mówi, rzeczywiście się wydarzyło. Zatem wszystkie wydarzenia, które opisałam, miały miejsce, choć oczywiście zostały przeze mnie filtrowane i ubrane w fabułę. Nic nie dodawałam. Dla mnie ważne było, by nie poddawać niczego nadmiernej fabularyzacji, szczególnie jeśli miałam możliwość wglądu w archiwa.

Przeżycie takiego koszmaru jak obóz koncentracyjny nie pozostaje bez wpływu na dalsze życie. Jak było w przypadku Stanisławy Leszczyńskiej?

Akurat ona poradziła sobie z tym dobrze. Miała proste i skuteczne podejście do cierpienia: przyjmowała je z wielką pokorą, o czym świadczy choćby jej słynne i dla wielu kontrowersyjne zdanie wypowiedziane do dziennikarza w wywiadzie udzielonym 20 lat po pobycie w obozie: „Proszę mi nie współczuć, bo ja codziennie Bogu dziękuję, że mogłam być w Oświęcimiu”. Ona się cieszyła, że mogła znaleźć się w tak okropnym miejscu, by pomóc kobietom i ich dzieciom skazywanym na śmierć, czyli zrobić coś dobrego.

Co Panią, jako autorkę, najbardziej ujmuje w osobie Stanisławy Leszczyńskiej?

Na pewno jej odwaga. Sprzeciwiła się rozkazowi Mengele, za co groziła jej i jej córce śmierć. Położna wykazała się wielkim bohaterstwem, ale także miała wspaniałe podejście do ludzi. Nigdy nie dzieliła ich na kategorie ze względu na rasy czy wyznanie. Choć była bardzo głęboko wierzącą katoliczką, to przed wojną przyjaźniła się z żydówkami. Wielką osobistą tragedią stało się dla niej przesiedlenie w inne miejsce z powodu utworzenia w mieście getta. Oddzielono ją murem od przyjaciół. Poza tym nigdy nie potępiała Niemców, jako ogółu, za spowodowanie wojny. Do niemieckich domów w czasie okupacji również przychodziła odbierać porody. Dla niej ważne było każde życie, nawet to, które mogło się za chwilę zakończyć.

maciej.rajfur@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama