Nowy numer 49/2020 Archiwum

Kochaj bliźniego swego

Nie jest to kolejna instytucja charytatywna – choć ramy prawne, w których funkcjonuje, pozwalają przeprowadzać wiele celowych akcji – ale przede wszystkim wspólnota.

Stowarzyszenie Apostołowie Miłosierdzia działa formalnie już dwa lata. – Chcemy nieść światu prawdę o Bożym Miłosierdziu, doświadczać go, ale również wprowadzać je w życie. Z jednej strony jest więc formacja, a z drugiej konkretne podejmowane przez nas dzieła – mówi ks. Bartosz Trojanowski, moderator generalny.

W realu i w sieci

Wyrazem wspólnotowości są spotkania formacyjne, które odbywają się w każdy trzeci piątek miesiąca o 18.30 „pod czwórką” na Ostrowie Tumskim. – One są takim naszym świętem. Wtedy nasza wspólnota się urzeczywistnia – wyjaśnia ks. Bartosz. Zwraca uwagę, że w tym czasie jest Eucharystia z rozważaniem słowa Bożego, adoracja Najświętszego Sakramentu i modlitwa Koronką do Miłosierdzia Bożego oraz konferencja na wyznaczony temat i modlitwa nieszporami. Na koniec oczywiście jest też miejsce na agapę, podczas której uczestnicy mają szansę bliżej się poznać oraz zaplanować działania. – We wstępnej formacji tematy są jasno sprecyzowane na kolejnych dziewięć miesięcy. Omawiane są: rachunek sumienia, spowiedź, rozważanie Pisma Świętego, Eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu, uczynki miłosierdzia względem ciała i względem duszy oraz kerygmat miłosierdzia. Wydawać się może, że spotkanie raz w miesiącu, mimo swej intensywności, to trochę mało, by budować wspólnotę. – Od razu zakładaliśmy, że Apostołowie Miłosierdzia muszą podjąć w swym życiu autoformację. Każdy z nas przez ten miesiąc pracuje indywidualnie i sam decyduje o obszarach duchowego rozwoju. Czymś, co nas łączy w tym czasie, jest modlitwa, a o wsparcie w konkretnych intencjach prosimy się wzajemnie, wykorzystując… media społecznościowe.

Wciąż na początku

Ksiądz Bartosz Trojanowski przyznaje, że Apostołowie Miłosierdzia wciąż są na etapie weryfikacji zaangażowania swoich członków. Dopiero po czasie okaże się jaka jest wytrwałość w podjętych zobowiązaniach. – Po pierwszej formacji wstępnej członkami wspólnoty zostało 12 osób świeckich. Teraz prowadzimy nowy nabór do Apostołów. Zachęcamy, by podjęli formację wstępną. Propozycja jest otwarta i jedynym warunkiem jest chęć nie tylko działalności charytatywnej, ale także troski o własny rozwój duchowy – wyjaśnia. Apostołowie Miłosierdzia spotykają się od niedawna w nowym miejscu. – Bardzo chcieliśmy zakotwiczyć na Ostrowie Tumskim. Udało się i od tego roku zapraszamy do Centrum Duszpasterskiego Archidiecezji Wrocławskiej na ul. Katedralną 4 – dodaje. W spotkaniach uczestniczy aktualnie od kilkunastu do nawet ponad 30 osób. – Nasza wspólnota wciąż rośnie i wciąż budzi się świadomość wśród członków, że każdy z nas na mocy sakramentu chrztu świętego jest powołany do bycia apostołem Chrystusa poprzez codzienne funkcjonowanie w tym świecie. Nasz patron św. Jan Paweł II nauczał, że nie możemy rozdzielać naszego życia na duchowe, zawodowe czy rodzinne. Wszystkie te elementy stanowią nas samych i musimy nasze powołanie realizować na wszystkich tych płaszczyznach.

Obdarowywanie potrzebujących

Mimo stosunkowo krótkiego czasu działalności stowarzyszenie przeprowadziło już kilka „miłosiernych” akcji. Jedną z nich był „Duchowy prezent dla metropolity”. Każdego dnia jedna osoba modli się w intencji pasterza archidiecezji wrocławskiej o potrzebne siły w jego codziennej posłudze. – Metropolita wrocławski ponosi odpowiedzialność za zbawienie dusz powierzonych mu wierzących, dlatego powinien być wspierany modlitwą – tłumaczył w ubiegłym roku ks. Trojanowski (więcej informacji na www.wroclaw.gosc.pl). Kolejnym dziełem miłosierdzia Apostołów jest wsparcie dla noszącego wdzięczną nazwę „Betlejem” sierocińca w Kamerunie. – Jeździmy po całej archidiecezji wrocławskiej i w kościołach dajemy świadectwo o naszej wspólnocie. Wtedy też zbieramy pieniądze na ten cel – wyjaśnia. Dzięki nim jest możliwe opłacenie wyżywienia dla prawie 100 podopiecznych w wieku do 3 lat. Innym beneficjentem pomocy są absolwenci stolarskiej szkoły zawodowej na Madagaskarze. – Potrzebują wyprawki, by po zakończeniu nauki mogli wrócić do swoich miejscowości z narzędziami. Wtedy będą mogli wykorzystać nabyte umiejętności w środowiskach, z których pochodzą. Kolejną ubiegłoroczną inicjatywą była akcja „Dziecięca kartka pomaga”. Do konkursu na stworzenie projektu kartki bożonarodzeniowej i wielkanocnej stanęło kilkadziesiąt dzieci z całej Polski. Najlepsze, wybrane przez jury, zostały wydrukowane i rozprowadzone w wielu parafiach. Obecnie trwa edycja wielkanocna. – Efekt jest dwukierunkowy. Dzieci dają swój talent, by pomagać innym, a z drugiej strony korzyść jest konkretna. Z pozyskanych już środków zakupimy wózek inwalidzki dla potrzebującej dziewczynki – opowiada.

Razem możemy więcej

W związku z coraz liczniejszymi aktywnościami stowarzyszenie od 1 marca ruszyło z naborem do Centrum Wolontariatu „Miłosierni”. – To jest propozycja dla kogoś, kto chciałby zrobić coś dobrego, ale na przykład działa w innej wspólnocie albo nie jest zainteresowany aspektem formacyjnym, który my oferujemy. Zwracamy się również do członków i prowadzących różnorakie kółka wolontariackie – tłumaczy ksiądz moderator. Wyjaśnia, że ideą jest, by zebrać ludzi gotowych pomagać pod jednym szyldem. – Musimy sobie zdawać sprawę, że jeśli jest nas dużo, to możemy więcej dobrego zrobić, niż gdybyśmy zsumowali to dobro, które wynika z dzieł podejmowanych indywidualnie lub w mniejszych grupach. W ramach centrum będą też szkolenia dla wolontariuszy – zapowiada. Podkreśla przy tym, że nie chodzi o to, by mniejsze grupy odrywać od dotychczasowych aktywności, ale o zbudowanie siatki kontaktów do ludzi gotowych realizować wspólnie szczytne cele. – Zawsze najważniejszy jest czas. Bo to współcześnie surowiec bardzo drogi i niepodlegający recyklingowi. Jeśli wiele osób poświęci odrobinę czasu innym, to mając dużą grupę wolontariuszy, będziemy mieli również dużo czasu – dodaje.

Dla Frania

Dziełom miłosierdzia na pewno sprzyja okres Wielkiego Postu. Również Apostołowie Miłosierdzia mają kilka konkretnych propozycji. W ostatnim czasie zaangażowali się w zbieranie prawie 10 milionów złotych na leczenie Frania z Namysłowa. – Nasz syn skończył niedawno roczek. Przez pierwsze trzy miesiące jego życia nic nie wskazywało, że coś z jego zdrowiem jest nie tak. Jednak wkrótce jego mięśnie zaczęły słabnąć. Nie podnosił główki, nie ruszał rączką. Pełna obaw zaczęłam szukać przyczyny – wspomina Magdalena, mama chłopca. Po kolejnych kilkunastu tygodniach i kolejnych badaniach lekarze postawili diagnozę. – Rdzeniowy zanik mięśni typu 1 odbiera mi dziecko kawałek po kawałku. Odbiera mu możliwość ruchu, zabija odporność, wyłącza funkcje życiowe – wyjaśnia. Niestety, choroba została wykryta między 8 a 9 miesiącem, bardzo późno. Tradycyjnymi, refundowanymi środkami nie da się Franka wyleczyć. One zatrzymują na jakiś czas postęp choroby, ale nie dają nadziei na wyleczenie. – Kiedy dowiedziałam się o terapii genowej, przez chwilę wyobrażałam sobie Frania jako zdrowego chłopca, który dzień za dniem rozwija się jak jego rówieśnicy. Tylko przez chwilę, bo dotarło do mnie, jaka jest cena ratowania mojego dziecka… Życie Frania zostało wycenione na ponad 9 milionów złotych. To najdroższa terapia na świecie! – mówi mama. W akcję zbierania środków zaangażowało się już prawie 100 tys. ludzi. Na portalu siepomaga.pl licznik pod koniec lutego wskazywał 2/3 zebranych pieniędzy. Wciąż jednak brakuje ponad 3 milionów złotych. – Chcemy też pomóc w tej trudnej dla rodziny sytuacji. Na ten cel zostaną przekazane środki z kontynuowanej sprzedaży kartek świątecznych w parafiach. Ale mamy też inną propozycję… – dodaje ks. Bartosz Trojanowski.

„Wrobiłem cię w jajo”

Rozpoczynająca się właśnie akcja ma charakter internetowego wyzwania. Ksiądz Trojanowski podkreśla przy tym, że ma ona żartobliwą i niecodzienną formę, jednak być może dzięki temu zyska ponadprzeciętną popularność i pozwoli na zebranie znaczącej kwoty. – Tytuł, który wybraliśmy, na pewno zwraca uwagę, i wierzymy, że między innymi przez to stanie się wiralem, który dotrze do bardzo wielu nowych odbiorców – zaznacza ks. Bartosz. Zasady są bardzo proste. Podejmująca wyzwanie osoba zobowiązuje się do wpłaty co najmniej 5 zł na leczenie Frania lub, jeśli tego nie zrobi, do… zjedzenia surowego jajka. Ten, kto wpłaci pieniądze, „wyzywa” do rozstrzygnięcia podobnego dylematu dwóch swoich znajomych, natomiast osoba, która woli surowe jajko, jest proszona o wyzwanie 5 swoich znajomych. – Chcielibyśmy, by smakosze jajek umieścili filmik dokumentujący w mediach społecznościowych. Wierzymy też, że wykonania zadania, niezależnie od wyboru wyzwanego, będą pilnować wyzywający – dodaje ksiądz moderator. Szczegóły i link do „challenge’u” można znaleźć w wydarzeniu „Wrobiłem cię w jajo” na Facebooku. Więcej informacji o Apostołach Miłosierdzia można znaleźć na www.apostolowie-milosierdzia.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama