Nowy numer 3/2021 Archiwum

Strażak biega nie tylko po to, by gasić pożary

We wspomnienie św. Floriana prezentujemy pomysł i podejście do życia Sławomira Kowalczyka z Ochotniczej Straży Pożarnej w Łukowicach Brzeskich.

Strażacy to grupa zawodowa ciesząca się ogromnym zaufaniem i szacunkiem społecznym. Ich niebezpieczna i pełna poświęceń praca zostaje doceniana przez społeczeństwo. Według Głównego Urzędu Statystycznego ponad 90 procent badanych Polaków wskazało strażaków jako ludzi godnych zaufania oraz cechujących się wysoką etyką zawodową.

Strażaków można zobaczyć w akcji nie tylko podczas gaszenia pożarów, czy różnego rodzaju akcji ratunkowych. Charakterystyczne umundurowanie widać także np. w różnego rodzaju imprezach sportowych jak biegi czy na szlaku górskim. A to za sprawą Sławomira Kowalczyka z Łukowic Brzeskich.

Członka Ochotniczej Straży Pożarnej  w charakterystycznym stroju można zobaczyć na bieżni, w górach, czy na przykład w....  w najwyższym budynku na Dolnym Śląsku - Sky Tower. To tam właśnie zaczęła się cała przygoda z propagowaniem oddawania szpiku.

Najpierw wszedł w pełnym umundurowaniu po schodach na ostatnie piętro Sky Towera. Potem postanowił wejść wyżej. Zdobył więc górę Ślężę i Wielką Sowę. I to nie wystarczyło. Przeniósł się w Karkonosze i wdrapał się na Śnieżkę. Uczestniczył też w kilkunastu imprezach biegowych. Po co ten cały wysiłek?

- Robię to, by zachęcać do rejestrowania się w fundacji DKMS i oddawania szpiku kostnego. Sam przekazałem krwiotwórcze komórki macierzyste 25 lutego 2019 roku. Społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy z tego, jak łatwo można w ten sposób pomóc innym. Rażą mnie mity, które krążą w powszechnym obiegu: o wielkim bólu przy oddawaniu szpiku, wbijaniu igieł w kręgosłup, rzekomych komplikacjach, niepełnosprawnościach, które powoduje - mówi Sławomir Kowalczyk.

Sam chce obalać te stereotypy, które przez lata narosły, a które powtarzali przy nim także jego znajomi, zadając niepoważne pytania, co go po prostu irytowało. Stąd podjął akcję uświadamiającą. Rozdaje ulotki podczas biegów i górskich wycieczek, a jego strój wzbudza zdziwienie i zainteresowanie. Przez to może zaciekawiać tematem, który leży mu na sercu.

- Nie narzucam się i nie zmuszam, ale po prostu zachęcam - przyznaje 49-latek.

Dla niego liczy się każdy mijany człowiek, który może zostać potencjalnym dawcą i uratować komuś życie. W planach ma zdobycie wszystkich szczytów Karkonoszy w nietypowym jak na turystę stroju.

- Noszę bojowe umundurowanie strażackie używane przy pożarach, np. w budynkach czy samochodach. W butli znajduje się sprężone powietrze, z którego korzystam. Oddycha się trudniej, ale ten ogromny wysiłek ofiarowuję całej sprawie i szczytnemu celowi. Widzę, że ten sposób się sprawdza, bo ludzie zaczepiają mnie, pytają, o co chodzi, chętnie biorą materiały edukacyjne o szpiku. Ja też wcześniej byłem karmiony mitami w tej kwestii - opowiada mieszkaniec Łukowic Brzeskich.

Dla 75 proc. chorych na nowotwory krwi szansą na powrót do pełnego zdrowia jest właśnie przeszczepienie krwiotwórczych komórek macierzystych. Dawcą może zostać każdy zdrowy człowiek pomiędzy 18. a 55. rokiem życia, który waży minimum 50 kg.

Istnieją dwa sposoby pobrania komórek - z krwi obwodowej (80 proc. przypadków u dawców) i z talerza kości biodrowej.

- Pamiętam, jak siedziałem w strażnicy i cieszyłem się, że syreny nie wyją, że panuje spokój, ale poczułem wtedy, że trzeba zrobić coś więcej, niż tylko działać w OSP. I tak zacząłem czytać o fundacji DKMS, zapisałem się, oddałem szpik. A teraz? Teraz chcę zwracać uwagę na to, jak niewiele trzeba, by uratować komuś życie - podsumowuje Sławomir Kowalczyk.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama