GN 2/2021 Archiwum

Niech trwa tęsknota

– Kontaktujesz się z kimś przez ekran komórki i mikrofon, bo nie możesz inaczej? Wspaniale. Wszystko po to, by podtrzymać oczekiwanie na rzeczywiste spotkanie twarzą w twarz – wyjaśnia bp Andrzej Siemieniewski.

Agata Combik: Komunia św. duchowa, duchowe jednanie się z Bogiem – zanim możliwa będzie sakramentalna spowiedź. To są skarby cenne także poza pandemią. Czy jednak skoncentrowanie się na „tylko” duchowych i wirtualnych doświadczeniach nie stanowi pewnej… pułapki?

Bp Andrzej Siemieniewski: Wyobraźmy sobie rodzinę, w której mama wyjeżdża na miesiąc do pracy za granicę. Przez ten miesiąc mąż, dzieci mogą przynajmniej przez internet, przez ekran komórki zobaczyć jej twarz, porozmawiać.

Byłoby bardzo dziwne, gdyby stwierdzili: „Wystarczy nam taki duchowy kontakt przez ekran komórki, właściwie już nie tęsknimy za twoim powrotem”. Czulibyśmy, że kontakty wirtualne nie spełniły swojej roli. One mają podtrzymać tęsknotę za spotkaniem twarzą w twarz. Podobnie przeżywanie liturgii za pomocą internetu ma podtrzymać tęsknotę za liturgią przeżywaną osobiście. Przewodniczyłem jakiś czas temu pielgrzymce Ruchu Rodzin Nazaretańskich. To była pielgrzymka na Jasną Górę, ale… z Mszą św. w katedrze wrocławskiej (w której mogło wziąć udział 5 osób), z katechezą online. Uczestnicy brali udział w tym spotkaniu w swoich domach. Oczywiście jednak mając nadzieję, że doczekają rzeczywistej wizyty na Jasnej Górze, tęskniąc za nią.

Wiele parafii w czasie epidemii udoskonaliło różne formy przekazu, poprzez kanały YouTube czy w innej formie. Powstaje pytanie, czy kontynuować przekaz w takim wymiarze. Czy to nie będzie odciągać od osobistego udziału w liturgii? Wirtualny udział w wydarzeniach bywa wygodniejszy…

To są pytania realistyczne. Widzimy czasem w autobusie czy pociągu młodych ludzi, którzy – choć są między sobą, w zasięgu wzroku, głosu – korzystają z komunikatorów społecznościowych, żeby ze sobą rozmawiać. Tymczasem takie komunikatory miały być jakby zastępstwem na czas, kiedy nie możemy spotkać się realnie, porozumiewać się, będąc obok siebie. Media społecznościowe mogą uzupełniać formację, stanowić zachętę, przekazywać zawiadomienia, ale jeżeli medium zajmuje miejsce naturalnej komunikacji, to jest to jego nadużycie. Ostatnio otrzymałem e-mail od wspólnoty Hallelu Jah z informacją, że od niedzieli 3 maja będzie się ona spotykać na Mszy św. w kościele NMP na Piasku, który jest duży i wszystkich pomieści. Taką też informację zamieszczono na profilu FB i na stronie internetowej. Dzięki temu dotarła do wielu osób. Byłoby jednak niewłaściwe, gdyby jakaś wspólnota stwierdziła, że skoro możliwa jest transmisja na Facebooku, to niepotrzebny jest jej osobisty udział w Mszy Świętej niedzielnej.

W Halelu Jah w ramach projektu „Słowo Blisko Ciebie” zrodził się pomysł na lekturę słowa Bożego transmitowaną z domów kolejnych rodzin. Może tego rodzaju inicjatywy mogłyby trwać nie tylko podczas epidemii?

Tak, to jest ciekawy pomysł. Trudno byłoby fizycznie nieustannie odwiedzać większą grupą kolejne rodziny. Jeśli jednak zostajemy zaproszeni, by poprzez media społecznościowe uczestniczyć w głośnej lekturze słowa Bożego, w modlitwie, to czemu nie… Pewnie dobrym pomysłem jest również, stworzona niedawno, możliwość nieustannego śledzenia przez kanał YouTube prezbiterium katedry, z widokiem na ołtarz. To pozwala trwać w duchowej łączności z sercem diecezji. Wielkim sukcesem okazała się też transmisja adoracji Najświętszego Sakramentu z Niepokalanowa prowadzona przez EWTN.

Niektórzy nie rozumieją takich transmisji, pytając na przykład, jak można klękać przed ekranem...

A jeśli ktoś podczas rozmowy telefonicznej wypowiada czułe słowa – czy on to mówi do ekranu lub mikrofonu? Chodzi przecież o osobę, która to słyszy. Jeśli klękam przy ekranie, to nie przed nim, lecz przed Tym, Kogo ten ekran pokazuje. Trzeba zauważyć, że jeśli chodzi o sposób przeżywania liturgii w czasie najsurowszych obostrzeń, to większość wiernych do wyboru miała albo skorzystanie z transmisji, albo… nic. Odwołam się tu do sytuacji, jaka panowała na terenie Związku Radzieckiego w latach 70., 80. XX wieku. Brakowało tam księży, ludzie gromadzili się więc w kościele, kładli na ołtarzu ornat i stułę, czytali modlitwy i w ten sposób przeżywali nabożeństwo niedzielne. Oczywiście, że byłoby lepiej, gdyby im ksiądz Mszę św. odprawił, ale księdza nie było. Podobnie w przypadku epidemii – wiele osób mogło tylko wirtualnie łączyć się z liturgią. To była sytuacja wymuszona. W podobnej znajdują się zawsze ludzie ciężko chorzy. Rzecz w tym, byśmy tęsknili w takich sytuacjach za liturgią prawdziwą, w której uczestniczymy na miejscu. Bo liturgia to spotkanie.• 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama