Nowy numer 2/2021 Archiwum

Pójdź za Mną, z pędzlem i farbami

On pierwszy malował świat wokół niej – komponował barwy drzew na stokach Rudaw Janowickich, rozwieszał mgły i ozdabiał drogi jesionami. Dziś u boku swego Mistrza siostra tworzy obrazy, kaligrafuje. Czasem odnowi rzeźbę czy… naprawi obuwie.

Siostra Maria Felicyta Iwona Szewczyk – wrocławska elżbietanka i malarka oraz konserwator zabytków – przyszła na świat w Kamiennej Górze, a wzrastała w pobliskim Ogorzelcu. Uroki Rudaw Janowickich splatały się tu w jedno z pięknem dolnośląskich kościołów. Kiedy razem z mamą odwiedziła bazylikę Wniebowzięcia NMP w Krzeszowie, wydarzyło się coś ważnego. Widok wspaniałych dzieł malarskich, wykonanych – jak usłyszała od mamy – za pomocą naturalnych pigmentów, zachwycił ją. – W moim sercu zrodziło się pragnienie, by malować dla Pana Boga – wspomina. Tej decyzji, podjętej u stóp arcydzieł Willmanna, pozostała wierna.

Debiut w szufladzie

Pierwsza ważna praca artystyczna Iwony, dostrzeżona przez otoczenie, powstała w nietypowym miejscu. – Kiedyś mama zostawiła mnie samą w domu, a ja dorwałam się do mebla, w którym trzymała swoje kosmetyki. Na dnie szuflady stworzyłam wtedy abstrakcyjny obraz, wykonany z użyciem kredek do oczu – wspomina. Mądra mama, zamiast się denerwować, doceniła twórczość córki i zaczęła kupować jej papier oraz kredki. Zachęciła, by zajęła się kaligrafią. – Otrzymałam pióro ze stalówką i atrament – mówi. – To było cenne doświadczenie. Do dziś fascynuję się kaligrafowaniem. To bardzo odprężająca, uspokajająca czynność. Czasem siostry proszą mnie o pomoc w ładnym napisaniu jakiejś dedykacji, okolicznościowego tekstu. Robię to z wielką przyjemnością. Iwona od dziecka przelewała na papier swoje emocje, przeżycia, a zarazem śledziła dzieła Stwórcy. Wspomina niepowtarzalne widoki mgieł i chmur w górskich okolicach, krajobrazy oglądane na wsi, przy pasieniu krów. – W moim otoczeniu było też mnóstwo pięknych kościołów. Spotykając się z Bogiem, modliłam się również sztuką, którą miałam na wyciągnięcie ręki – mówi. Kiedyś narysowała portret koleżanki. Dostrzegła go jedna z nauczycielek. Była zachwycona. Dziewczynka zrozumiała, że może swoimi rysunkami sprawiać radość innym, że mogą być komuś potrzebne. Pewnego razu w Kamiennej Górze spotkała elżbietankę, s. Rozalię Szulc z Opawy. Dźwigała ciężkie zakupy. Dziewczyna podeszła, by jej pomóc. Nawiązały znajomość, której owocem był wspólny wyjazd do Wrocławia, na dzień skupienia u elżbietanek. Długo się nie wahała. Tuż po ukończeniu szkoły podstawowej, mając 15 lat (istniała wtedy taka możliwość), została przyjęta do postulatu. Razem ze swoją pasją.

W pracowni Króla

Już jako elżbietańska kandydatka uczyła się w liceum plastycznym, pełnym oryginalnych „dusz artystycznych” – u których zresztą spotkała się z wielką życzliwością. Po maturze przyjęto ją do nowicjatu. Iwona została siostrą Felicytą. Po pierwszych ślubach uczyła się w studium katechetycznym, a potem przełożeni skierowali ją na studia w Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. – Moją specjalnością stało się malarstwo – wspomina. – Zetknęłam się z różnymi technikami, poznałam historię sztuki. Z jednej strony liturgia, życie zakonne, z drugiej strony rozwój artystyczny – to wszystko nawzajem się wspierało i uzupełniało. Należałam wtedy do naszego elżbietańskiego chóru. W moim malarstwie zaczęły się pojawiać motywy muzyczne. Powstawały obrazy, które nosiły tytuły konkretnych utworów. Jak przyjęto elżbietankę w gronie studentów ASP? – Jeden z kolegów myślał najpierw, że się przebrałam, że habit to taki mój image artystyczny – mówi. – Strój zakonny budził zdziwienie, ale nie spotkałam się z negatywnymi reakcjami. Czasem prowokował kogoś do podjęcia w rozmowie tematu związanego z wiarą. Mogła podzielić się choćby swoim spojrzeniem na ludzkie ciało. W proces kształcenia młodych artystów wpisany jest kontakt z nagością, rysowanie aktów z natury. – Ciało człowieka jest dobre i święte. Tak patrzyłam na ludzi, którzy nam pozowali. Rozmawiałam o tym czasem z modelami – wspomina.

Szewskie pasje, liturgia i święci

Tymczasem współsiostry miały dla Felicyty konkretne zadania. – W naszych domach pozostało trochę pamiątek związanych z początkami zgromadzenia, przedmiotami liczącymi już czasem ok. 170 lat, które potrzebują zabezpieczenia – tłumaczy. – Siostry dawały mi do naprawy różne obrazy, rzeźby. Zdarzało się, że nie umiałam sobie z tym poradzić. Pomyślałam, że warto by było dokształcić się w tym kierunku. Moja prośba została uwzględniona i zostałam wysłana do Torunia, gdzie studiowałam konserwację zabytków na UMK. Zdobyłam wiele przydatnych umiejętności. Bardzo cenne było poznanie technik malowania dawnych mistrzów – wykorzystuję je również w swoich pracach. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych prac s. Felicyty to portret beatyfikacyjny założycielki Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, bł. Marii Luizy Merkert. – Była wspominana jako osoba pełna dobroci, ciepła, a zarazem roztropności, obdarzona zmysłem praktycznym. Tak starałam się ją ukazać – wyjaśnia siostra. – Przedstawiłam na obrazie autentyczne wydarzenie: scenę, kiedy błogosławiona oddaje ubogiej kobiecie swoje buty. Mogłaby być patronką szewców czy obuwników. Ten epizod zaciekawił mnie – może dlatego, że nazywam się „Szewczyk”. Siostra wspomina, jak jej tato dokonywał napraw rozmaitych przedmiotów – sama też zaczerpnęła z jego praktycznych umiejętności. Potrafi odnowić dzieło sztuki, ale w razie potrzeby także buty. Jej dziełem jest zbiorowy obraz męczenniczek elżbietańskich, których proces beatyfikacyjny trwa. Obecnie pracuje nad portretami poszczególnych sióstr z tej grupy. – Spośród 10 elżbietanek zamordowanych w 1945 r. mamy fotografie czterech. Sześciu pozostałym musiałam stworzyć wizerunki – opowiada. – Wiadomo, jak wyglądał strój elżbietański w tamtym czasie. Malując twarz danej siostry, próbuję natomiast odgadnąć jej osobowość. Biorę pod uwagę to, czym się zajmowała, jak była wspominana. Jeśli siostra była np. dyrektorką szkoły, to zakładam, że mogła mieć stanowczy charakter, widoczny też w rysach twarzy.

Alejami do światła

Obraz ze św. Jadwigą i sarenką prowadzi widza na leśną drogę. Praca ukazuje w istocie aleję grabową we Wleńskim Gródku i nawiązuje do opowiadania związanego z tą okolicą. Księżna bardzo chciała zbudować świątynię obok zamku męża, nie miała już jednak na ten cel funduszy. Rozwiązanie pojawiło się dzięki przygarniętej przez Jadwigę sarence znalezionej w lesie. Zwierzę wskazało miejsce, gdzie ukryte były złote monety. Niezwykłe są pastele s. Felicyty z cyklu „Missa sine cantu” („Msza bez śpiewu”). – Inspiracją dla tego cyklu była msza gregoriańska „Lux et Origo”, którą śpiewałyśmy w chórze. Starałam się przełożyć ten temat na język malarstwa – mówi. Cykl otwiera obraz „Introit”, który jakby prowadzi widza przez utworzoną z drzew nawę ku światłu. – Spotykają się przyroda i wnętrze kościoła. Podczas Eucharystii cały wszechświat oddaje Bogu cześć. Liturgia ma swój wymiar kosmiczny – tłumaczy. – A aleja drzew to mój ulubiony motyw. Będąc dzieckiem, słyszałam opowieści dotyczące śmierci klinicznej. Pewna osoba mówiła o wizji takiej alei drzew, której kres był wypełniony światłem. Wywarło to na mnie ogromne wrażenie. Pamiętam zresztą górskie drogi w Rudawach Janowickich obsadzone drzewami, często jesionami. Siostra wyjaśnia, że w tym obrazie znajduje się ukryty znak krzyża. – Linia horyzontu to belka pozioma, drzewa – linia pionowa. Droga biegnie ku światłu – mówi. Jak promienie przenikają przez ciemne gałęzie, tak światło Chrystusa przenika każdy mrok. Aleje elżbietańskiej malarki prowadzą delikatnie ku Jego tajemnicy. Prace s. M. Felicyty zobaczysz m.in. na furcie klasztoru elżbietanek we Wrocławiu (malarstwo ścienne), w kościołach w Krzelowie i w Chlebowie k. Gubina (w obu obrazy św. Rity). W klasztorze sióstr w Nysie znajduje się obraz beatyfikacyjny bł. Marii Merkert. Siostra jest autorką projektu i modelu Custodium Ciała Pańskiego dla kościoła św. Antoniego w Sokółce, a także relikwiarza założycielki elżbietanek. Jej obrazy znajdują się na Litwie i w Rzymie. Ilustruje książki i projektuje znaki graficzne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama