Nowy numer 43/2020 Archiwum

Uwolnić krasnale

Święty Brat Albert Chmielowski zagościł niedawno w pracowni Lyudmyly Rubaszewskiej-Urbanskiej. To stąd wyruszy do różnych placówek towarzystwa pomocy noszącego jego imię.

Artystka zaprzyjaźniła się ze świętym opiekunem bezdomnych niedawno. Założyła w ubiegłym roku pracownię rzeźbiarską, ale od lat jej głównym zajęciem i pasją jest malarstwo.

Kwitnące obrazy

– Przyjechałam tu z Ukrainy 18 lat temu. Przedtem w Stanisławowie studiowałam malarstwo i grafikę. Moi przodkowie byli Polakami, dziadek walczył pod wodzą Józefa Piłsudskiego. Po II wojnie światowej wielu moich krewnych wyjechało do Polski. Ja zamieszkałam w Obornikach, tutaj wyszłam za mąż – mówi. Maluje to, co widzi: krajobrazy, portrety, martwe natury, potrafi świetnie kopiować dzieła mistrzów. – Moim ulubionym tematem są kwiaty – tłumaczy. – Najchętniej maluję bzy, ale także irysy, niezapominajki, bratki i wiele innych. Obrazy olejne, akwarele, prace w akrylu, grafiki – w większości pełne są słońca i pogodnych barw. Tu bociany, tam bujna zieleń parku, pędzące konie, bukiety. Nikt by się nie domyślił, że wiele z nich powstawało w czasie, gdy malarka zmagać się musiała z wieloma trudnościami. W jej pracowni pośród kwiatów i farb widać Biblię. – Tak, czytam ją. Towarzyszy mi od ponad 30 lat – mówi.

Święty wśród skrzatów

Pani Lyudmyla wraz z jednym z synów zaangażowała się w prowadzenie warsztatów dla osób niepełnosprawnych – między innymi we współpracy z Wrocławskim Sejmikiem Osób Niepełnosprawnych. Pokazuje im w czasie zajęć, jak wykonywać piękne przedmioty, jak cieszyć się sztuką. Planowała także szerszą współpracę z osobami bezdomnymi. – Zastanawialiśmy się nad wspólnymi stoiskami, sprzedażą przedmiotów, z której część zysku wspierałaby potrzebujących. Myśleliśmy, że w naszej rzeźbiarskiej pracowni będą mogli znaleźć zatrudnienie ludzie, którzy nie mają pracy – wyjaśnia. Niestety, epidemia przekreśliła na razie wiele planów, ale współpraca z Towarzystwem Pomocy św. Brata Alberta trwa. Jego patron, z chlebem w dłoniach, spogląda na wchodzących z mnóstwa figurek. Obok… stoi cała armia krasnali wrocławskich. – Robimy też np. koty, statuetki – nagrody w zawodach sportowych – wykonujemy rzeźby w betonie – na przykład wielkie buty, które mogą służyć jako skarbonki, pojemniki na doniczki. Przeprowadzamy renowacje różnych przedmiotów, mebli – wyjaśnia artystka. Pani Lyudmyla każdej z postaci poświęca wiele uwagi. Są starannie wykonane z gipsu ceramicznego i bardzo wytrzymałe. Skrzaty w najróżniejszych formach – figurki, magnesy – miały wyruszyć w świat jako pamiątka dla turystów, w normalnym czasie tłumnie wypełniających Wrocław. Niestety, koronawirus skutecznie zatrzymał krasnale na półkach. Czy pracownia przetrwa? Może św. Brat Albert pomoże wypuścić w świat kolorową gromadę skrzatów. Dane do kontaktu z pracownią Lyudmyly Rubaszewskiej-Urbanskiej można znaleźć na www.walso.art.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama