Nowy numer 48/2020 Archiwum

Santiago tuż za progiem

W tym roku wielu miłośników pielgrzymich wędrówek nie wyrusza na dalekie europejskie szlaki. Zaczynają dostrzegać muszle na sąsiedniej ulicy, na słupie koło domu, na kamieniu za miastem. Może czas odkryć polskie Camino?

Czy eukaliptusowe lasy w Hiszpanii są na pewno piękniejsze niż Las Mokrzański pod Wrocławiem, z hałaśliwą kukułką i całym „ptasim radiem”, a galicyjskie świątynie przewyższają kościół w Małujowicach, ze słynnymi polichromiami przypominającymi średniowieczny komiks? Wielu pątników szczerze przyzna: puste polskie drogi, wśród nadodrzańskich łąk i pól, nie ustępują niczym szlakom przemierzanym przez tysiące pielgrzymów na zachodzie Europy.

Wypchnął mnie z domu

– W 2016 r. wpadła mi w rękę książka, która miała na okładce napis „Jaki jest sens pielgrzymowania do Santiago?” – wspomina Leokadia Kowalczyk. – To była najgrubsza książka na półce, a ja byłam w sanatorium. Coś trzeba było robić, skorzystałam więc z niej. Potem ks. Tomasz Gospodaryk, kapelan Dróg św. Jakuba w archidiecezji wrocławskiej, zaczął organizować pielgrzymkowe wyjazdy z naszej parafii pw. Najświętszego Imienia Jezus we Wrocławiu. Zawsze uczestniczyli w nich ludzie, którzy już byli na Camino, wspominali o szlaku. Zaczęłam się nim coraz bardziej interesować. W kościele uniwersyteckim we Wrocławiu w każdą 3. sobotę miesiąca o 16.00 odprawiane są Msze św. w intencji „caminowiczów”, a po nich w Duszpasterstwie Akademickim „Maciejówka” odbywa się spotkanie. Można wysłuchać „opowieści z drogi”, otrzymać specjalne błogosławieństwo na pielgrzymkę, dołączyć do którejś z rodzących się inicjatyw. Tam właśnie Leokadia usłyszała o idei przejścia 100 km na 100-lecie niepodległości Polski. I tak w 2018 r. trafiła na szlak. – Zawsze byłam piechurem, lubiłam chodzić. 100 km okazało się sporym wyzwaniem, na zakończenie miałam mnóstwo odcisków na stopach, ale za to w ogóle nie czułam ciężaru plecaka. Stwierdziłam, że to jest to, co chcę robić, mój pomysł na życie. Święty Jakub wypchnął mnie z domu i zaprosił do wędrówki – mówi. Drogę pokonywała w towarzystwie pewnego księdza. – Trochę sobie milczeliśmy, trochę prowadziliśmy filozoficzne dysputy. Gdy byłam w kryzysie, ks. Zbyszek mówił: „To co, może Różaniec” albo „może koronka…”. Wyciągałam różaniec z kieszeni i zapominałam, że jest jeszcze np. 10 km do przejścia. Ta modlitwa nas niosła – wspomina. – Kiedy ruszam w drogę i robię pierwszy krok, to trafiam do innego świata. Mam wrażenie, że jestem jakby on-line z Panem Bogiem, a św. Jakub mi towarzyszy. Jakiś czas temu zabrał mnie nawet do Ziemi Świętej – kraju, z którego pochodzi. Czekam aż zaprosi mnie do Santiago. – Moja przygoda z Camino zaczęła się po Światowych Dniach Młodzieży w Madrycie (2011 r.) – mówi ks. Tomasz. – Podczas ŚDM po raz pierwszy wszedłem na Drogę Francuską. Razem z młodzieżą wędrowaliśmy odcinkiem szlaku bodajże z Ponferrady, by poznać Camino jako element hiszpańskiej tradycji. Spotkałem wtedy dziewczynę ze Szwecji, która szła z wielkim bagażem, opalona, znużona. My z małymi plecaczkami wyglądaliśmy przy niej dziwnie… Zastanawiałem się wtedy, dlaczego ona idzie, z czym. W programie naszego wyjazdu na ŚDM była wizyta w Santiago, ale w związku z wielkimi tłumami policja zamknęła dojazd do miasta. To był impuls, by tam wrócić przy innej okazji. W tym czasie wpadła mi w ręce książka „Nie idź tam człowieku”, potem film „Droga życia”. Skrzyknąłem kilkoro przyjaciół, znajomych i poszliśmy…

A może Królewski Trakt

– Obecnie mamy 20 różnych Dróg św. Jakuba w Polce – mówi ks. Tomasz. Gospodaryk. Mieszkańcom Dolnego Śląska poleca zwłaszcza kilka w najbliższej okolicy, począwszy od biegnącej przez Wrocław Drogi św. Jakuba Via Regia. Cała trasa, od Medyki na granicy z Ukrainą do Zgorzelca, liczy aż 918 km, ale można sobie wybrać odcinki idealne na jednodniowe wyprawy – choćby od Brzegu do Oławy (25 km), z Oławy do Siechnic (24 km), dalej do Wrocławia, Miękini, Środy Śląskiej, Legnicy… Praktycznie wszędzie da się dotrzeć pociągiem czy autobusem. Owszem, miejsca noclegowe znaleźć też można, ale typowych schronisk dla pielgrzymów, zwanych albergami w Polsce za dużo nie ma, najbliższe jest w Toszku. Przebieg Via Regia jest zbliżony do przebiegu dawnego Królewskiego Traktu. Można więc podążać śladem średniowiecznych kupców, rycerzy, pielgrzymów. Zajrzeć nie tylko do sanktuarium św. Jakuba w Małujowicach, ale np. odwiedzić brzeski zamek zwany Śląskim Wawelem czy pozostałości dawnego klasztoru joannitów w Oleśnicy Małej. Dolnośląska Droga św. Jakuba (Głogów–Zgorzelec) – najstarsza w Polsce – prowadzi przez Jakubów, z sanktuarium i źródłem św. Jakuba. Droga Ślężańska biegnie ze szczytu Ślęży do Środy Śląskiej. Właśnie zakończyło się odnawianie oznakowania tego odcinka (przeprowadził je opiekun drogi Kuba Pigóra dzięki zrzutce prowadzonej wśród pielgrzymów). Pięknych wrażeń na pewno dostarczy Sudecka Droga św. Jakuba (Krzeszów–Lubań) – od krzeszowskiego sanktuarium Matki Bożej Łaskawej można wędrować górzystą okolicą do Jeleniej Góry i dalej. Droga Nyska prowadzi z Głuchołaz do Skorogoszczy; Kłodzka z kolei rozpoczyna się przy sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej na Górze Iglicznej i prowadzi przez Kłodzko, Wambierzyce do Radkowa. Warto zadbać o paszport pielgrzyma (np. poprzez stronę camino.net.pl). – W Polsce są już miejsca na szlaku, gdzie pokazując go, można kupić np. dużo tańszy obiad, a na Górze św. Anny w Domu Pielgrzyma nawet za darmo przenocować – dodaje kapelan. Nasze okoliczne szlaki wpisują się w tradycję sięgającą odległych wieków. – Istniały w średniowieczu trzy główne nurty pielgrzymkowe: do Ziemi Świętej, do Grobu Chrystusa w Jerozolimie; do katedry św. Piotra w Rzymie i do odkrytego w IX w. grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela – przypomina. Wszystkie polskie drogi oznaczone muszlami prowadzą w to ostatnie miejsce, włączając się wcześniej w sieć europejskich Camino. A muszla przypomina o „końcu świata” na brzegu oceanu – skąd pochodziły muszle świadczące niegdyś o odbytej pielgrzymce.

Bez kabelka

Reaktywacja jakubowego pielgrzymowania na polskich drogach zaczęła się w 2005 r. Odtąd ciągle coś się na nich dzieje. – Ostatnio został wytyczony nowy fragment drogi z Małujowic przez Gać, Lipki, Oławę do Zabardowic – mówi ks. Tomasz, który brał udział w jego znakowaniu. – Na Dolnym Śląsku jest wiele szlaków wiodących przez pola, lasy. Piękny jest na przykład odcinek Sudeckiej Drogi św. Jakuba w okolicach Jeleniej Góry, prowadzący górami. Często wybieranym przez wrocławian fragmentem Szlaku Jakubowego jest etap od Lasu Mokrzańskiego na obrzeżach miasta do Miękini, przez Wojnowice, gdzie znajduje się zamek na wodzie. W sam raz na jednodniowy spacer. Na comiesięcznych spotkaniach rodzą się raz po raz pomysły na takie krótkie wspólne przejścia. – Śp. Paweł Peter zainicjował słynny pieszy tramwaj wrocławski do Santiago. Został „zamrożony” z powodu koronawirusa, ale zapewne wkrótce znów ruszy – dodaje ks. Tomasz. – Odbywa się 9. dnia każdego miesiąca dla upamiętnienia wydarzenia z 9 listopada 1982 r. Jan Paweł II w Santiago de Compostela ogłosił wtedy Akt Europejski. „Z Santiago kieruję do ciebie, stara Europo, wołanie pełne miłości: Odnajdź siebie samą! Bądź sobą! Odkryj swoje początki. Tchnij życie w swoje korzenie” – mówił papież. Szlak pozwala ludziom odkrywać wartości, które tworzyły Europę. A nasz tramwaj polega na organizowaniu jednodniowych przejść różnymi fragmentami szlaku między Wrocławiem a Zgorzelcem. Dla jednych Camino to głównie modlitwa w drodze, dla innych odkrywanie piękna świata, dzieł kultury, sztuki – z trochę innej perspektywy niż czynią to zwykle turyści. – Niektórzy szukają aktywnego wypoczynku. Poznają samych siebie, spotykają się z innymi wędrowcami. Tam, gdzie są albergi, niezapomniane bywają wieczorne wspólne posiłki, długie rozmowy – mówi ks. Tomasz, podkreślając jednak indywidualny charakter drogi; bez kabelka, tub, ustalonego programu. Wędrując, można się spotkać z wielką życzliwością mijanych ludzi. Zagadną spoconego pielgrzyma, czasem podarują wodę mineralną. – Pewnego dnia na moim pierwszym Camino, już blisko noclegu, byłem bardzo zmęczony. Zamarzyły mi się ni stąd ni zowąd naleśniki. Po modlitwie brewiarzowej ruszyłem dalej. Patrzę, a tu starsza pani wychodzi mi naprzeciw… z talerzem naleśników! „Niesamowite, jak Pan Bóg spełnia moje marzenia!” – pomyślałem – wspomina ks. T. Gospodaryk. – Potem się co prawda okazało, że za to jedzenie trzeba zapłacić i że są to najdroższe naleśniki, jakie w życiu jadłem, ale nieważne. W moich marzeniach nie było nic o tym, że mają być za darmo. Droga zawsze zaskakuje. I uczy, jak niewiele nam w życiu trzeba.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama