Nowy numer 43/2020 Archiwum

Groźniejsze niż koronawirus?

Pandemia sprawiła, że spory procent Dolnoślązaków przerwał leczenie chorób przewlekłych, zwłaszcza onkologicznych. Są jednak również pozytywy.

Izolacja, której wszyscy doświadczyliśmy w ostatnich miesiącach, miała wpływ na dotychczasowe funkcjonowanie służby zdrowia. Postawienie szpitali w stan najwyższej gotowości jest czymś zrozumiałym. Niestety duży szum wokół nowych zachorowań na COVID-19 miał niebezpieczny skutek. Był nim lęk pacjentów, zwłaszcza tych przewlekle chorych, przed zakażeniem. A to może mieć swoje konsekwencje.

Wizyta na odległość

Warto zacząć od pewnych pozytywów. Jak zaznacza dyrektor dolnośląskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia Zbigniew Terek, w czasie pandemii bardzo mocno upowszechniła się telemedycyna. – To kierunek, który chcemy rozwijać również po jej zakończeniu. Teleporada to szybki i bezpieczny kontakt z lekarzem. Zalecamy, by przed pójściem do przychodni każdy pacjent skontaktował się ze swoim lekarzem telefonicznie. Dopiero gdy na podstawie wywiadu telefonicznego lekarz uzna, że pacjent powinien stawić się w gabinecie osobiście, umówi go na wizytę, wyznaczając konkretny dzień i godzinę – przekonuje dyrektor. Podkreśla też, że w przypadku lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, który swoich pacjentów zna i leczy dłuższy czas, nie jest to trudne. Karta pacjenta istnieje w formie elektronicznej i lekarz może zajrzeć do niej podczas rozmowy telefonicznej czy za pomocą komunikatorów internetowych. – Korzystając z narzędzi, które już mamy – są to między innymi e-recepty i e-zwolnienia – możemy doskonale realizować teleporady zarówno w czasie epidemii, jak i po jej zakończeniu – dodaje. Podobnie jest z lekarzem specjalistą. Z teleporady mogą korzystać pacjenci leczący się między innymi w poradniach onkologicznej, kardiologicznej czy neurologicznej, którzy pozostają pod stałą opieką specjalistów i wymagają okresowej kontroli. – W czasie epidemii liczba świadczeń udzielanych w POZ w zasadzie się nie zmieniła. Było ich trochę mniej w opiece specjalistycznej. Mamy jednak świadomość, że gdyby nie telemedycyna, spadek świadczeń zdrowotnych byłby większy. To pokazuje, jak ważne jest inwestowanie w e-usługi.

Nie lecz się sam

Czas epidemii przyniósł także pewne niepokojące zachowania wśród niektórych pacjentów. – W sytuacji zagrożenia kierujemy się zwykle w pierwszej kolejności lękiem o siebie i najbliższych. Tak było w przypadku chorych onkologicznie, zwłaszcza na początku pandemii. Ograniczyli oni swoje wizyty i kontakty z lekarzami. To spowodowało spadek liczby tych świadczeń. Tylko w kwietniu w ambulatoryjnej opiece onkologicznej wyniósł on prawie 40 procent – wylicza Zbigniew Terek. Należy jednak pamiętać, że stan epidemii czy lęk przed zakażeniem nie oznaczają zatrzymania rozwoju innych chorób. – Powstrzymywanie się lub przerwanie leczenia w tych przypadkach będzie miało zawsze negatywne skutki. Dlatego apeluję o kontakt z lekarzami i wznowienie leczenia. Pamiętajmy, że wykrycie choroby onkologicznej we wczesnym stadium daje dużą nadzieję na całkowite wyzdrowienie. Większym ryzykiem może być czekanie na zakończenie epidemii niż bezpieczne skontaktowanie się z lekarzem i podjęcie leczenia – podkreśla. – Szpitale wracają już powoli do planowych zabiegów i przyjmowania pacjentów – tłumaczy Z. Terek. – W przypadku świadczeń zdrowotnych udzielanych w szpitalach czy gabinetach specjalistycznych nie było zakazów prawnych, które by ograniczały funkcjonowanie tych placówek. Wyjątkami były uzdrowiska czy rehabilitacja ambulatoryjna oraz świadczenia wykonywane w mobilnych pojazdach typu mammobus czy dentobus. W pozostałych zakresach wydano zalecenia i rekomendacje. W ten sam sposób przywracana jest pełna funkcjonalność placówek medycznych – podsumowuje dyrektor Terek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama