GN 42/2020 Archiwum

Św. Brat Albert Chmielowski. Lekarstwo na własne kłopoty? Służba ludziom

- Odzyskał siły, gdy poświęcił się ubogim. Nie przeszkadzało mu już to, że jest bez nogi, po depresji - mówił bp Jacek Kiciński o św. Albercie Chmielowskim. W dniu jego patronalnego święta przewodniczył w katedrze Mszy św. z udziałem członków Towarzystwa Pomocy św. Brata Alberta.

Bp Jacek zauważył, że brat Albert patrząc „po ludzku” przegrał życie – jego dzieje to pasmo niekończących się porażek, dramatycznych wydarzeń. – Jeśli jednak patrzymy na jego życie w świetle słowa Bożego, to widzimy, że on je wygrał – mówił.

Już jako 8-letnie dziecko stracił ojca; 6 lat później odeszła jego matka. Udział w powstaniu styczniowym wiązał się dla niego z utratą nogi – amputowanej w trudnych warunkach, bez znieczulenia. Potem przyszedł czas więzienia, ucieczka do Belgii.

– Jedyną rzeczą, która mu się udała, było ukończenie Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Zajmował się sztuką, miał więc wrażliwe serce. Artyści odznaczają się wrażliwością i… często przez nią więcej cierpią – zauważył. – Ta jego wrażliwość skierowała go najpierw w stronę zakonu jezuitów, gdzie wstąpił mając 35 lat. Niestety, przeżył tam załamanie psychiczne, przyszła depresja.

Powoli odzyskiwał siły. W pewnym momencie Bóg postawił na jego drodze św. Franciszka z Asyżu. Zachwycił się. Postanowił naśladować Biedaczynę jako tercjarz. Tak się zafascynował Franciszkiem i tak pokochał ubogich, że z nimi zamieszkał.

Św. Brat Albert Chmielowski. Lekarstwo na własne kłopoty? Służba ludziom   Wspólna modlitwa. Agata Combik /Foto Gość

– Gdy całkowicie poświęcił się ubogim, odzyskał siły. Nie przeszkadzało mu już to, że jest bez nogi, po depresji – mówił bp Jacek. – Nieraz pytamy: „Jak to będzie?” Jeśli zawierzysz Bogu, to doświadczysz, że „będzie”. Jeszcze nigdy nie było, żeby jakoś nie było. Ja nie muszę widzieć światła w tunelu, ale ważne, że Bóg je widzi… Świętość zaczyna się w momencie pokonania egoizmu swego serca. Gdy przestaję myśleć o sobie, Bóg mnie uzdrawia.

Biskup wspomniał o bogatym młodzieńcu, którego Jezus zaprosił do sprzedania wszystkiego, rozdania i pójścia za Nim. Chciał uczynić serce tego człowieka wolnym, kochającym, zdolnym do czynienia dobra.

Jak dziś zaktualizować ideały św. Brata Alberta? Bp Jacek podpowiedział konkretny przykład życia współczesnego człowieka: br. Jerzego Marszałkowicza, który zamieszkał na zawsze z ubogimi.

– Jeśli poświęcisz się Bogu, będziesz służył innym, to On – według proroka Izajasza – „odmłodzi twoje kości” – mówił biskup, dodając że starość to stan ducha. – Człowiek, który służy Bogu, jest zawsze młody.

Św. Brat Albert Chmielowski. Lekarstwo na własne kłopoty? Służba ludziom   Msza św. koncelebrowana w katedrze wrocławskiej. Agata Combik /Foto Gość Św. Brat Albert Chmielowski. Lekarstwo na własne kłopoty? Służba ludziom   Członkowie TPBA wystąpili w specjalnych strojach. Agata Combik /Foto Gość Św. Brat Albert Chmielowski. Lekarstwo na własne kłopoty? Służba ludziom   Członkowie TPBA wręczyli bp. Jackowi i proboszczowi katedry figurki św. Brata Alberta. Agata Combik /Foto Gość
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama