Nowy numer 43/2020 Archiwum

Janusz Kusociński – patron nieprzypadkowy

Warto sprawdzić, kim byli patronowie naszych szkół. To nie są przypadkowi ludzie, którzy rozszerzają jedynie nazwę placówki.

Dokładnie 21 czerwca minęło 80 lat od tragicznej śmierci w Palmirach wielkiego polskiego sportowca i patrioty Janusza Kusocińskiego. Mistrz olimpijski i rekordzista świata w biegach jest mi szczególnie bliski. Uczęszczałem do szkoły podstawowej, której do dzisiaj ten bohater patronuje. Tam odkryłem pasję trenowania lekkiej atletyki w szkolnym klubie UKS "Kusy", startowałem w memoriałach im. Kusocińskiego.

Dopiero po latach zapoznałem się dobrze z losami tego bohatera , a przy tym wielkiego sportowca. Dzisiaj myślę sobie, że Janusz Kusociński to postać idealna, by promować wśród dzieci i młodzieży postawę niezłomności, walki o swoje codzienne cele, a przy tym miłości do ojczyzny, przywiązania do kraju, w którym się urodziłeś.

Gdy Kusociński ginął w Puszczy Kampinowskiej od kul okupanta, miał zaledwie 33 lata i w perspektywie kolejne światowe sukcesy. Od tortur Gestapo osiwiał, miał wybite wszystkie zęby, połamane ręce. Ten wielki rekordzista świata i mistrz olimpijski w biegach ledwo chodził w więzieniu. Wyglądał jak starszy schorowany człowiek. Na okrutnych przesłuchaniach nie wydał nikogo ze swoich kolegów z konspiracji. A wystarczyło podpisać jakiś dokument, podać parę nazwisk. Podobno proponowano mu posadę trenera reprezentacji lekkoatletycznej III Rzeszy. Nie skorzystał z propozycji. Do lasu na rozstrzelanie oprawcy zawozili go na noszach. Niemcy z nienawiści wymazali nawet jego nazwisko z listy rozstrzelanych w Palmirach.

80 lat po jego śmierci i 16 lat po skończeniu przeze mnie podstawówki nasuwa mi się refleksja – warto dobrze sprawdzić, kim byli patronowie naszych szkół (ja miałem jeszcze Polaków Zesłanych na Sybir w gimnazjum i Janusza Korczaka w liceum). To nie są przypadkowi ludzie, którzy rozszerzają jedynie nazwę placówki.

Warto również położyć nacisk na to, by nasze dzieci też się tego dowiadywały. Myślę, że każdemu – czy to 9-, 12-, czy 16-latkowi można opowiedzieć historię polskich bohaterów w taki sposób, by zapamiętał ją na przyszłość i zechciał się na nich wzorować. A może zgłębi temat później, jak ja w przypadku "Kusego"?

To kwestia pomysłu, formy, zaangażowania. W ten właśnie sposób przetrwa żywa pamięć – istotniejsza w przekazywaniu historii następnym pokoleniom niż tablice, gabloty czy pomniki.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama