Nowy numer 44/2020 Archiwum

Prosto z serca

W Schronisku Brata Alberta wśród bezdomnych zawiązała się wspólnota modlitewna. – To coś, co trudno zrozumieć – mówią ewangelizatorzy, którzy przez kilka miesięcy przed pandemią spotykali się z mieszkańcami ośrodka w Szczodrem.

W schronisku przebywa ponad 100 mężczyzn. Od dłuższego czasu pozostają w izolacji – wychodzą tylko w wyjątkowych sytuacjach. Decyzja kierownictwa ośrodka ma uchronić podopiecznych przed zarażeniem koronawirusem. Sytuacja sprawiła, że mężczyźni spędzają ze sobą sporo czasu. Pożytkują go m.in. na regularne modlitwy.

Od tego się zaczęło

Na pomysł ewangelizacji bezdomnych wpadł w maju 2019 r. Tomasz Malec, jeden z liderów inicjatywy „Katolicy na ulicy”. – Po rekolekcjach z ojcem Antonello zaproponował, byśmy pojechali do Szczodrego. Stworzyliśmy dwie grupy. Jeździliśmy tam na zmianę co dwa tygodnie. Plan był taki, by w niedzielę dzielić się słowem Bożym i chwilę wspólnie się modlić. Nazwaliśmy te spotkania „Szczodre niedziele” – mówi Rafał Dziedzic, jeden z zaangażowanych. Zaznacza, że oprócz Dobrej Nowiny i świadectwa, jak Bóg działa w życiu, przywozili ze sobą zawsze jakiś poczęstunek. – Byliśmy też umocnieni tym, jaką ci ludzie mają wiarę mimo całego bagażu doświadczeń. Później T. Malec wyjechał na stałe z Wrocławia, a na spotkaniu pojawił się inny z liderów „Katolików na ulicy” – Jacek Giełda. – On zaproponował, byśmy zamiast przyjeżdżać raz na dwa tygodnie, zapewnili mieszkańcom schroniska fragmenty Ewangelii codziennie, aby mogli je rozważać we własnym gronie. Chwilę później wybuchła pandemia i straciliśmy możliwość, by do Szczodrego przyjeżdżać – opowiada R. Dziedzic. Bezdomnym zostało „tylko” słowo Boże. – Stało się wówczas coś naprawdę niezwykłego. Poprzednie próby stworzenia jakiejkolwiek wspólnoty w schronisku lub chociaż zachęty do wzajemnej modlitwy za siebie spotykały się raczej z nieufnością. Zapewne dlatego, że ci ludzie są mocno poturbowani przez życie, a na co dzień po prostu walczą o przetrwanie. Tymczasem izolacja, której doświadczyli, zbliżyła ich na tyle, że to, co było niemożliwe, stało się realne – zauważa. Bezdomni nie zostali pozostawieni sami sobie. Przez ostatnie tygodnie wciąż otrzymują „Ewangelię na każdy dzień”. Rafał przygotowuje konkretne fragmenty z podziałem na dni, a fizycznym dostarczeniem opracowań zajmuje się Michał Paprota. – Mam kontakt z Józkiem. Przekazuję mu wszystko, podając przez kratę ogrodzenia – mówi. Przyznaje, że również jest mocno zaskoczony tym, jak rozwinęła się ta inicjatywa. – Jestem pod wrażeniem ich wytrwałości i dyscypliny i cieszę się, że trwają.

Wzięli sprawy w swoje ręce

Pan Józek jest osobą bezdomną od ponad dwóch lat. Wcześniej mieszkał we wrocławskim Śródmieściu, ale po rozstaniu z partnerką nie miał się gdzie podziać. Przyznaje, że chciałby znów wziąć sprawy w swoje ręce. – Gdyby się znalazł jakiś niewielki pokój na wynajem… Pracy się nie boję, mam też rentę. Myślę, że udałoby mi się bez większych problemów utrzymać – przekonuje. Na razie mieszka w Szczodrem i mocno angażuje się w życie społeczności schroniska. Bardzo mu się spodobał pomysł regularnych spotkań przy ciastku, herbacie i Ewangelii, które odbywały się przez kilka miesięcy przed wybuchem pandemii. – Gdy przychodzili do nas ludzie z zewnątrz, to wypełniona była cała kaplica. Oczywiście część przychodziła tylko po to, by się spotkać, poczęstować, ale to też dobrze – wspomina. Cotygodniowe niedzielne spotkania mocno wpłynęły na pana Józka, który stał się naturalnym liderem. – Kiedyś już prowadziłem grupę modlitewną, dlatego gdy zaproponowali mi, bym prowadził podobne spotkania tutaj, szybko uznałem, że to dobry pomysł – przekonuje. Mężczyźni spotykają się codziennie w południe. Rozważają fragment Ewangelii z danego dnia i modlą się w bardzo wielu intencjach. – Zwłaszcza o ustanie pandemii koronawirusa, ale również za bezdomnych i za naszą ojczyznę, o wybór dobrego dla Polski prezydenta. Intencje biorą się z codzienności – zaznacza p. Józek. Przyznaje, że to, iż wspólnota trwa, jest pewnym zaskoczeniem dla niego samego, ale także dla kierownictwa schroniska. Nigdy wcześniej taka grupa się nie zawiązała. – Nasze spotkania są otwarte. Dziś jest nas kilkunastu stałych uczestników, w tym również opiekunów, i zawsze kilka osób, które przychodzą nieregularnie – dodaje. – To wypływa prosto z serca.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama