Nowy numer 32/2020 Archiwum

Ziemia Święta w Górze

Stoi na cmentarzu, słynie ze schodów, mieści w swoim wnętrzu pięć kontynentów i świątynię jerozolimską. Kościół Bożego Ciała skrywa mnóstwo tajemnic. Na wakacyjnym szlaku opowie o miłości, śmierci i Chlebie Życia.

Jest kościołem pomocniczym parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej i przy gigantycznej świątyni parafialnej górującej nad miastem wydaje się kruszynką. Ale gdy ona doświadczała różnych kryzysów – jak zniszczenia wojenne w XVIII wieku czy katastrofa budowlana – okazywał się niezbędny.

W ratuszu Piłata

Ostatnia taka sytuacja miała miejsce 17 grudnia 1963 r. – Podczas porannej Mszy św. nagle zawaliła się część kościoła św. Katarzyny. Runął chór, dzwony – mówi Tadeusz Golicz, w ostatnich latach opiekujący się świątynią Bożego Ciała. – Na szczęście nikomu nic się nie stało. Wtedy pomocny okazał się kościół na cmentarzu. Budynek był przedtem nieużywany; naprędce doprowadzano do niego prąd. Udało się jeszcze przed Pasterką. Pamiętam, że śnieg był wtedy po kolana. Pierwszy kościół stanął tu zapewne w XIV w. Dlaczego postawiono go poza murami miasta? – Istnieje stara legenda, zgodnie z którą jeden z mieszkańców Góry przyjął niegodnie Najświętszy Sakrament i został po tej profanacji wchłonięty przez ziemię. W miejscu tego dramatycznego wydarzenia powstać miał kościół – mówi Zbigniew Mikoluk, którego firma prowadziła prace remontowe w świątyni. On sam określa siebie mianem „fanatyka zabytków”. – Tyle mówi jedno z podań, ale prawdopodobnie powstanie kościoła należy wiązać ze szpitalem, jaki usytuowano w tym miejscu. Świątynia mogła służyć chorym i ubogim. Teraz na co dzień jest miejscem modlitwy osób, które odwiedzają cmentarz, żegnają bliskich podczas pogrzebu; ludzi rozważających Mękę Pańską przy pobliskiej Kalwarii i w kaplicy Świętych Schodów. Wiele osób zgromadziło się tu niedawno na odpuście Bożego Ciała. Po Mszy św. niektórzy przemierzali na kolanach kolejne stopnie, posuwając się pomału w stronę kaplicy zwanej Ratuszem Piłata. – Święte Schody przypominają drogę Pana Jezusa do Piłata na przesłuchanie – tłumaczy pan Tadeusz. Zostały wybudowane w 1705 r., na wzór rzymskich; mają 28 stopni. To jakby skrawek Ziemi Świętej, do której przecież nie każdy mógł pielgrzymować. Ufundował je pochodzący z Góry ks. Aleksy Abara. – Na środku schodów znajduje się relikwiarz – dodaje opiekun świątyni. – W którymś momencie opustoszał. W 2001 r., gdy kardynał Henryk Gulbinowicz święcił to miejsce po przeprowadzonym remoncie, ofiarował kamień pochodzący z Ziemi Świętej.

Szyfry biblijne i nie tylko

Kiedy pielgrzym w trudzie posuwa się na klęczkach ku górze, mija freski ukazujące sceny ze Starego Testamentu będące zapowiedzią Męki Jezusa. Widać tam m.in. cierpiącego Hioba, Dawida uciekającego przed Absalomem czy Sedecjasza przed tronem Nabuchodonozora – króla Judy upokorzonego przed babilońskim władcą. Gdy miniemy postaci z odległych czasów, stajemy u góry przed Jezusem w koronie cierniowej. – Obok widać scenę biczowania i wydania przez Piłata wyroku śmierci – pokazuje pan Tadeusz. W kaplicy pod schodami znajduje się obecnie symboliczny grób Pana Jezusa; kiedyś – św. Aleksego. Wewnątrz kościoła, na drewnianym sklepieniu zachowały się sceny nawiązujące do tajemnicy Eucharystii. – Tu jest Arka Przymierza w świątyni Salomona, Ostatnia Wieczerza i hołd pięciu kontynentów składany Najświętszemu Sakramentowi – tłumaczy pan kościelny. Pokazuje kawałek dalej freski sprzed kilku stuleci, jakie wyłoniły się na ścianach podczas prowadzonych prac: wywyższenie węża na pustyni, Abraham składający swojego syna w ofierze, drabina Jakubowa, ale także Zwiastowanie. Freski, rodzaj „Biblii dla ubogich”, zostały odkryte w 2001 r. – Ciekawe jest na przykład przedstawienie siedmiu grzechów głównych, z których każdy symbolizowany jest przez jakieś zwierzę – dodaje Z. Mikoluk. I wspomina, że interesującą postacią jest Paul Stankiewicz, malarz pochodzący z Góry, który w XIX w. po swojemu odnowił – czy raczej namalował na nowo – freski przy Świętych Schodach. Zaczynał jako samouk, z czasem został nadwornym malarzem rodziny cesarskiej. Odszyfrowując kolejne malowidła, trafiamy na sceny na emporze organowej – gdzie muzykują król Dawid i św. Cecylia, tuż obok czterech ewangelistów. Pan Tadeusz zna tu każdy zakamarek. Zna dzieje średniowiecznej chrzcielnicy, która służyła za kropielnicę po katastrofie budowlanej, pamięta jak brzmiały – zniszczone obecnie – stare organy na kościelnym chórze. Wspomina historie związane z różnymi pochówkami. Z tyłu kościoła widać płytę grobową z rzeźbioną pochodnią – pewnie gasnącą na znak zakończonego życia, czy XVIII-wieczny sarkofag, gdzie prawdopodobnie znajdowały się szczątki niejakiej Anny Heleny. – Zmarła, mając 20 lat, podczas trwającej zarazy. Odeszła tuż przed planowanym zamążpójściem. Sarkofag ufundował jej narzeczony, hrabia, który bardzo ją kochał – co zostało uwiecznione na wieku gotyckim pismem – mówi.

Z młyńskim kamieniem

Pod chórem znalazła się zniszczona figura Jezusa Frasobliwego – z twarzą poranioną przez oprawców i upływający czas. Dawno temu stała u początku szeregu stacji ze scenami Męki Pańskiej. Sznur takich stacji prowadził od strony miasta do kościoła Bożego Ciała, tworząc Kalwarię Górowską, która umożliwiała pielgrzymowanie śladami miejsc związanych z Męką Pana. Tę drogę przemierzały też procesje – m.in. w oktawie Wielkanocy, Bożego Ciała. Dopiero potem stacje przeniesiono na wzgórze kalwaryjskie na cmentarzu. Dziś znajdują się tu kaplice, przy których można odprawić Drogę Krzyżową. Miłośnicy tego miejsca wspominają o dawnym ołtarzu głównym, który przeniesiono tu z kościoła św. Katarzyny, a który potem trafił do katedry poznańskiej; o pięknej ambonie z czasów protestanckich, o średniowiecznych drzwiach, a także o… młyńskim kamieniu wmurowanym we wschodnią ścianę świątyni. W średniowieczu istniał taki zwyczaj: zużyte, pęknięte kamienie młyńskie umieszczano w murach świątyń. – Traktowano je w szczególny sposób, gdyż były narzędziami służącymi do produkcji chleba – wyjaśnia Z. Mikoluk. Pan Tadeusz pokazuje zakamarki zakrystii, a także kaplicy grobowej na cmentarzu, gdzie widać między innymi anioła opiekującego się duszą ludzką. Wspomina o kryptach pod świątynią i zabytkowych mogiłach z drewnianymi krzyżami. Mirosław Żłobiński w parafialnym piśmie „Św. Katarzyna” wspomina o domu pustelnika, który przylegał do cmentarza. Był wybudowany przez parafię. Mieszkający tu eremita (ostatni w latach 80. XIX wieku) miał za zadanie opiekować się cmentarzem oraz kościołem; pełnił także funkcję grabarza. Każdy w tym miejscu znajduje coś dla siebie. – Ja osobiście zachwycam się freskami z kaplicy Świętych Schodów – mówi Anna Mikoluk, nauczycielka religii. – Kiedy jestem w kościele Bożego Ciała, nie mogę się napatrzeć na obraz w ołtarzu głównym – ze sceną ukrzyżowania. Jest piękny; jest w nim coś, co sprawia, że bardzo lubię modlić się przy nim. W Wielki Piątek o 10.00 zawsze odprawiana jest przy kościele – dekanalnym sanktuarium Męki Pańskiej – Droga Krzyżowa. Pan Tadeusz, oddany całym sercem świątyni na cmentarzu, przed epidemią starał się ją przy każdej okazji udostępniać; zabiegał, by kaplica Świętych Schodów była bardziej znana, doceniona. W niedziele otwierał ją zawsze od 12.00 do 17.00. Zapewne wkrótce znów będzie to możliwe.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama