Nowy numer 32/2020 Archiwum

Niemiecki, a jednak polski

Przez obóz pracy przymusowej Burgweide, który funkcjonował w latach 1940–1945 na wrocławskich Sołtysowicach (wówczas wieś pod Wrocławiem), przewinęły się tysiące ludzi różnych narodowości. Mało znane losy tego miejsca będzie badał wrocławski oddział IPN.

Dziś to miejsce bardziej straszy niż zachęca do odwiedzin. Wkrótce teren zostanie uporządkowany i powstaną tu bloki mieszkalne. Ci, którzy w nich zamieszkają, będą mieli jednak świadomość, że przed kilkudziesięciu laty funkcjonował na tym terenie największy obóz pracy przymusowej w Breslau. Wraz z końcem czerwca ustalono szczegóły i zakres prac porządkowych oraz archeologiczno-poszukiwawczych związanych z lokalizacją obozu oraz fundamentów budynków czy ustaleniem miejsc pochówków więźniów. Kolejnym krokiem będzie oczyszczenie terenu i odsłonięcie warstw ziemi przykrywającej relikty dawnego obozu. Pomagać będą studenci wrocławskiej Akademii Wojsk Lądowych. Wszystkie prace mają prowadzić do godnego upamiętnienia ofiar obozu Burgweide i przeprowadzenia ewentualnych ekshumacji.

To był przystanek

– Chcemy przebadać ten teren przed jego sprzedażą – mówi zastępca dyrektora Oddziału IPN we Wrocławiu dr Katarzyna Pawlak-Weiss. Zauważa, że baraki, które są widoczne od ul. Sołtysowickiej, budzą wiele zainteresowania. Przez lata służyły jako mieszkania, a dziś są pustostanami. – Po zdjęciu z nich elementów, które miały je ocieplać, ukazała się stolarka, jaką znamy z różnych miejsc pamięci. Dlatego chcemy poszukać śladów historii – dodaje.

Arbeitslager Burgweide znajdował się na terenie dzisiejszego osiedla Sołtysowice, między ulicą Sołtysowicką (Dor-paterstrasse) i aleją Poprzeczną (Quer-Allee). Według źródeł przebywało w nim od 4 do nawet 12 tys. więźniów różnej narodowości. Wśród nich najliczniejszą grupę stanowili Polacy, ale byli także m.in. Ukraińcy, Czesi, Rosjanie, Francuzi, obywatele Jugosławii.

Historia obozu jest bardzo złożona. – Na początku był to obóz przejściowy dla robotników przymusowych, którzy byli kierowani na Dolny Śląsk i stąd trafiali do pracy w regionie. Po dotarciu do obozu więźniowie byli prowadzeni do Arbeitsamtu, gdzie właściciele fabryk lub gospodarstw wybierali odpowiadające ich oczekiwaniom osoby. Ci, którzy nie zostali wybrani, wracali do obozu i czekali na swój dalszy los – opowiada dr Pawlak-Weiss. Część pracowała w cukrowni (wyburzonej w 2009 r. – przyp. red.), która przylegała do terenu obozu. Jeszcze inni w pobliskim młynie (Sułkowice).

Rotacja w łagrze była dość spora do czasu po Powstaniu Warszawskim. Do Burgweide trafiły wówczas tysiące jego uczestników. To właśnie ostatnie miesiące były najbardziej tragiczne dla tych, którzy przebywali we wrocławskim Arbeitslager. Ludność cywilna była ewakuowana z miasta, a robotnicy, a wśród nich były nawet 10-letnie dzieci, zostali wykorzystani do pracy przy budowie umocnień Festung Breslau na linii rzeki Widawy. Inni kierowani byli na dzisiejszy plac Grunwaldzki do budowy lotniska. Byli szczególnie narażeni na spadające bomby, ostrzał. Zagrożenie stanowiły także palone podczas wycofywania się Niemców domy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama