Nowy numer 32/2020 Archiwum

Potrzebni są nie tylko siewcy słowa Bożego, ale również specjaliści od użyźniania

Rozważanie z cyklu "Nim rozpocznie się niedziela" na 15. niedzielę okresu zwykłego przygotował o. Oskar Maciaczyk OFM, duszpasterz akademicki.

Ktoś mógłby dzisiaj powiedzieć, że to nauczanie Jezusa nad jeziorem, to tylko taka sobie tam przypowieść, że to tylko taka sobie opowiastka o tym, że siewca wyszedł siać, że ziarna padały w różne miejsca, jedno tam, drugie tu i nic z tego nie wyszło, bo tam skała i droga, a tu ciernie. No i w końcu padło ziarno jeszcze w jedno miejsce, które okazało się trafione, no i coś w końcu udało się rolnikowi. Czy ta przypowieść nie jest jednak bardzo ważną nauką Jezusa dla nas? Przecież Jezus chciał wyjaśnić swoim słuchaczom prawdę o królestwie Bożym. Czasami przypowieść zaczynał od pytania: „Do czego można jeszcze porównać królestwo Boże?”. Królestwo Boże to dla Jezusa bardzo ważny temat, dlatego w przypowieści o siewcy, o padających ziarnach, o glebie takiej czy innej, zawiera się przesłanie niebanalne.

Słowo Boże wobec nas, tak jak ziarno wobec gleby, jest wymagające. Jezus chce, żebyśmy temu wymaganiu sprostali. On chce, żebyśmy nie tylko przyjmowali słowo Boże, ale żebyśmy pozwolili na użyźnianie. W przypowieści zostało pokazane wyraźnie, że to nie jest tak, że w te inne miejsca ziarno nie zostało posiane. Zostało posiane miedzy ciernie, na skały, na drogi i to może bardzo obficie, może nawet obficiej, aniżeli na żyzną glebę. I co z tego? I nic. Choćby siewca chciał nie wiem jak, to nie urośnie, no chyba, że zdarzy się cud. A zdarza się również i tak.

Znam ludzi, którzy opowiadają mi, że dużo czytają. Nawet sięgną po Pismo Święte. Mówią o tym, że dużo słuchają pobożnych rzeczy w internecie. Mają ulubionych youtuberów, którzy docierają do wielu odbiorców przez internet głosząc homilie, konferencje, nauki, wyjaśniając Pismo Święte i przez pryzmat słowa Bożego objaśniając rzeczywistość, w której się znajdujemy. Czytają, słuchają i oglądają. Bardzo dobrze! Ale, kiedy o tym mówią, pytam: „I co ci to daje? Czy zmienia się coś w twoim życiu? Czy ty się zmieniasz? Czy inni zauważają w tobie zmianę? Czy twoje relacje z Bogiem i bliźnimi są lepsze?”.

Dzisiaj, w kontekście przypowieści, która wybrzmiewa w liturgii niedzielnej, zadaję te pytania sobie i każdemu mojemu czytelnikowi. Dzisiaj siewcy są. Gleba też jest, bo czytelnicy są, odbiorcy katolickich youtuberów są, ale przede wszystkim uczestnicy Eucharystii, w tym słuchacze słowa Bożego proklamowanego i głoszonego w homilii są. Jeżeli mamy dzisiaj dać Jezusowi konkretną odpowiedź na treść przypowieści, to Jezus nie pyta, czy ziarno pada, tylko, czy się je przyjmuje, czy ono ożywa i wzrasta, czy wydaje owoce.

Bardzo wymagająca jest ta przypowieść Jezusa. Może naruszyć dumę niejednego. „Jak to, Panie Jezu, przecież tyle słowa, co na mnie pada z różnych stron. Lubię słuchać kazań księdza Stasia, a księdza Józefa to mogłabym słuchać non stop. Nie ma poranka bez mojego ulubionego księdza – youtubera”. Tylko że problem jest taki, że Pan Jezus nie widzi problemu w tym, czy ziarno pada, czy nie pada, ale czy gleba jest gotowa na przyjęcie ziarna. Czy jest spulchniona, przeorana i użyźniona. Bo jeżeli nie jest, to nic z tego. Słowo Boże musi zapaść głęboko. Słowo Boże musi mocno zjednoczyć się z glebą, niejako zatopić w niej.

W czasie kręgu biblijnego pewien uczestnik spotkania podzielił się spostrzeżeniem, że nigdy do tej pory nie rozumiał czytanego pewnego fragmentu Pisma Świętego, jak właśnie dzisiaj. Powiedział, że dopiero dzisiaj go mocno dotknęło, jakby potrząsnęło. Sam wyjaśnił później, że to chyba dlatego, że właśnie przeżywa bardzo trudną sytuację w swoim życiu. Przypominając sobie tę scenę pomyślałem, że Bóg nie tylko rzuca ziarna na glebę, ale pozwala sobie ją użyźniać. Zastanawiam się, czy czasem w moim życiu najbardziej owocne i najobfitsze spotkania ze słowem Bożym nie miały miejsca właśnie wtedy, kiedy Bóg spulchniał i użyźniał.

Kiedy szukałem odpowiedzi na trudne pytania, kiedy rozeznawałem, kiedy cierpiałem, kiedy przeżywałem kryzys, kiedy nie zostawało mi nic innego, jak tylko zaufać Bogu. Użyźnianie okazuje się bardziej wymagającym procesem i bardziej bolesnym, aniżeli przyjęcie ziarna. Czy robotnicy na tej roli nie powinni bardziej skupić się właśnie na tym, żeby zatrzymać się i stanąć przy człowieku, który przeżywa w swoim życiu poruszenie gleby, spulchnienie i użyźnienie?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama