Nowy numer 30/2021 Archiwum

Cisza i pełne taczki

Na Dolnym Śląsku przybywa osób, które modlą się za przyczyną św. Szarbela i odkrywają jego przesłanie. Pustelnik z Libanu dniem i nocą rozmawiający w samotności z Bogiem po śmierci zaczął nagle wkraczać w życie tysięcy ludzi.

Święty Szarbel Machluf urodził się w 1828 r. W wieku 23 lat wstąpił do jednego z pobliskich klasztorów, a następnie przeniósł się do leżącego w bardziej odludnej okolicy klasztoru św. Marona w Annaya. Przez pewien czas w klasztorze św. Cypriana przygotowywał się do przyjęcia święceń kapłańskich. Po ich przyjęciu znów żył w Annaya, a następnie w 1875 r. przeniósł się do pobliskiej pustelni. Zmarł 24 grudnia 1898 r. Po jego śmierci nad miejscem pochówku przez wiele dni widać było tajemnicze światło; wkrótce stwierdzono, że z ciała wydobywa się rodzaj płynu. Jako pustelnik po prostu modlił się, pokutował i pracował. Nic więcej. Za to po śmierci… Niejedna książka opisuje jego spektakularne „akcje” prowadzone z nieba. Ten miłośnik samotności nagle zaczął być widziany, słyszany. Lawina cudownych uzdrowień, nawróceń za przyczyną świętego trwa do dziś.

O czym jest ta opowieść?

Fabio Loutfi Pereira, założyciel i prezes Maronickiej Fundacji Misyjnej, która ma swoją siedzibę we Wrocławiu, wywodzi się z ojczyzny św. Szarbela. – Moja rodzina pochodzi z Deir el-Qamar, miejscowości w Górach Szuf w środkowym Libanie, zwanej „miastem emirów” – wyjaśnia. To właśnie tu św. Rafka el-Rajjes, kolejna coraz bardziej znana libańska święta, opiekowała się dziećmi w trudnych czasach, w jakich przyszło im żyć. – Nie sądzę, żeby moja historia była ważna. Życie św. Szarbela potwierdza, że to cisza idealnie nadaje się do tego, by Bóg wypełnił ją czymś wartościowym – dodaje. Wyjaśnia, że niewiele wiadomo o wydarzeniach z życia eremity, ale na pewno przypomina ono kluczowe rzeczy – powołanie człowieka do miłości, sens ascezy, cel: stan, gdy „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). – W zakonie libańskich maronitów kapłan eremita ma codziennie 2 godziny pracy, 3 godziny nauki, 5 godzin odpoczynku i 14 godzin modlitwy. To pokazuje, że nasza relacja z Bogiem musi być czymś centralnym, nie ograniczać się do kilku godzin spędzonych na modlitwie – mówi pan Fabio, tłumacząc charakterystyczne rysy duchowości maronickiej. – Dlatego zawsze staram się, bez względu na to, co robię, zbliżać do Boga i żyć z Nim, aby w moim codziennym życiu trwała nieustanna modlitwa. Założyciel fundacji mówi o znakach, jakie Bóg dawał ludziom po śmierci eremity poprzez jego ciało – emanujące miłym zapachem, wydzielające płyn ustrojowy z krwią, poprzez który Bóg obdarzał ludzi cudownymi uzdrowieniami. Odnotowano ponad 29 tys. zjawisk, których nauka nie potrafi wyjaśnić. – Samo starożytne imię Szarbel jest pochodzenia syriackiego i oznacza: „opowieść Boga”. Ale jaką historię opowiada nam przez niego Bóg? – zastanawia się F. Loutfi. – Kiedy kontemplujemy życie świętego pustelnika, widzimy, że Bóg oferuje nam osobistą ścieżkę relacji z Nim. To opowieść o nas, o naszej więzi z Bogiem. Pan działa poprzez świętych, a najważniejsze, co czyni przez nich, to uświadomienie ludziom, że On jest miłością. Obecnie w Polsce znajduje się ponad 40 relikwii libańskiego pustelnika posiadających dokumentację. Są i na Dolnym Śląsku. Wśród wrocławian, którzy już dawno interesowali się postacią św. Szarbela i pielgrzymowali do Libanu, Fabio Loutfi wymienia śp. ks. Janusza Czarnego.

Z eremitą w Oleśnicy

Parafia NMP Matki Miłosierdzia w Oleśnicy jest jednym z miejsc, gdzie bardzo dynamicznie rozwija się kult libańskiego świętego – dokładnie od września 2014 r. Jego czcicielom towarzyszy ks. Jakub Mazur. Jak mówi, znał św. Szarbela od początku swojej kapłańskiej posługi, natomiast zaczął szczególnie go czcić i rozpowszechniać jego kult, gdy dwie znane mu osoby doświadczyły uzdrowienia po modlitwach za wstawiennictwem pustelnika. – W naszej parafii odbywa się w 3. wtorek każdego miesiąca o 18.00 Msza św. wraz z nabożeństwem eucharystycznym i modlitwami przez przyczynę św. Szarbela – tłumaczy. – Po błogosławieństwie wierni przyjmują namaszczenie olejem św. Szarbela. Decyzją Penitencjarii Apostolskiej uczestnicy co miesiąc mogą zyskać odpust zupełny. Część osób biorących udział w modlitwie należy do wspólnoty św. Szarbela lub przyjęła specjalny szkaplerz ku jego czci. Gromadzili się oni do czasu epidemii w pierwsze czwartki miesiąca na spotkaniach formacyjnych, w tym roku poświęconych Eucharystii. Po lipcowym nabożeństwie ks. Jakub Mazur zachęcał osoby, które przyjęły szkaplerz św. Szarbela, by noszenie go łączyły z naśladowaniem stylu życia świętego. Wyznacznikami tego stylu są trzy znaki: krzyż, Maryja, modlitwa. – Chodzi o to, byśmy w pewnym stopniu zaczerpnęli z duchowości św. Szarbela, stosownie do swoich możliwości, nie stwierdzając łatwo, że „nie da się” – zauważył. Nie będziemy zapewne podejmować takich form pokuty jak on, ale do pewnych umartwień (choćby ograniczenie oglądania telewizji, dodatkowy post, itp.) jesteśmy zdolni. Warto zadbać też o rozwój życia modlitwy, o codzienne zawierzenie Maryi. Święty Szarbel bardzo często odmawiał Różaniec – i w tym możemy go naśladować. W kaplicy oleśnickiego kościoła znajduje się obraz świętego, namalowany przez Katarzynę Pabjan ze wspólnoty Mamre, poświęcony kilka lat temu w czasie jednego z nabożeństw. Można zatrzymać się tam na chwilę osobistej modlitwy. – Jestem matką kilkorga dzieci, czuję wielką potrzebę szukania pomocy u świętych. Wierzę, że mieszkańcy nieba są blisko nas. Święty Szarbel jest szczególnie czczony w naszej parafii; jest takim bardzo wyrazistym świętym, zwracam się więc chętnie do niego – mówi pani Małgorzata z Oleśnicy. – Myślę, że trwa czas nasilonej walki duchowej i potrzebujemy umocnienia, wsparcia. Trzeba się też modlić o ustanie epidemii, powrót do normalnego życia.

Skarby Wschodu

Święty Szarbel wyrósł na gruncie Kościoła maronickiego z całym jego bogactwem duchowym. Pan Fabio obrazowo mówi o dwóch „korzeniach” Kościoła katolickiego: zachodnim (rzymskim) i wschodnim. – W obrębie Kościoła wschodniego znajdują się cztery główne patriarchalne siedziby, które odegrały ważną rolę w historii: Jerozolima, Aleksandria (Egipt), Antiochia i Konstantynopol – wyjaśnia. W obrębie Kościoła antiocheńskiego funkcjonują dwa ryty: syryjsko-zachodni i syryjsko-wschodni. Kościół maronicki przynależy do pierwszego. Chrześcijanie wschodni wywodzą się z najstarszych chrześcijańskich tradycji, a Kościół maronicki (nazwany tak od imienia św. Marona, pustelnika) jako jedyny spośród wszystkich Kościołów wschodnich na przestrzeni wieków pozostawał w pełnej komunii z Rzymem. Trwał w jedności ze Stolicą Apostolską pośród wielu bolesnych doświadczeń. Pan Fabio mówi o pięknie liturgii Kościoła maronickiego, w której używany jest język syriacki (syro-aramejski). – Święty Szarbel posługiwał się nim przez całe życie, zwłaszcza podczas liturgii i w lekturze duchowej, choć powszechnie użycie tego języka w Libanie zaczęło zanikać na początku XVIII w. Do dzisiaj libański dialekt języka arabskiego, używany powszechnie w tym kraju, przechował wiele zapożyczeń i konstrukcji z języka syriackiego, podobnie jak nazwy miast i wsi – tłumaczy. W Polsce nie ma struktur Kościoła maronickiego i jego liturgia nie jest tu sprawowana. Często można się spotkać z modlitwami połączonymi z namaszczeniem olejem św. Szarbela. Fabio Loutfi wyjaśnia, że jest to olej, który podczas specjalnego nabożeństwa maronickiego ma kontakt z kośćmi świętego (tradycyjnie u maronitów też w przypadku innych świętych stosuje się oleje, które dotykały ich relikwii) – nie należy go obecnie utożsamiać z płynem, jaki wypływał przez lata z ciała świętego do czasu jego beatyfikacji w 1965 roku. – Trzeba odróżnić sakramentalne namaszczenie olejem od modlitewnego. W tym drugim przypadku olej jest pomocą, zachętą do modlitwy – mówimy wtedy o sakramentaliach. Olej św. Szarbela przynależy do sakramentaliów – wyjaśnia bp Andrzej Siemieniewski. Święty z Libanu przypomina wielu ludziom o bezsensie „biegania z pustymi taczkami”, których nie ma się czasu napełnić – dużej aktywności pozbawionej pielęgnowania więzi z Bogiem. Szarbel za życia napełniał wytrwale swoje „taczki”. Zapatrzył się w Boga, zasłuchał w Jego słowa. Teraz może opowiadać o Jego miłości.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama