Nowy numer 39/2020 Archiwum

Za naszych pasterzy

Kamila Rozenek wyruszyła 1 lipca z Wrocławia w nietypową podróż po całym kraju. W 25 dni odwiedziła wszystkie kościoły katedralne, by modlić się w nich za polskich biskupów.

W dobie wszechobecnego narzekania, oskarżania i obrażania Kościoła w Polsce Kamila zadziałała nietypowo, ale też najlepiej jak mogła. Zamiast spędzać urlop na plaży nad Bałtykiem czy na górskim szlaku, wymyśliła sama dla siebie oryginalną pielgrzymkę po całym kraju. Zgodnie ze słowami papieża Franciszka, wstała z kanapy, założyła wygodne buty (zabrała też maseczkę) i wyjechała z domu na prawie miesiąc śladem polskich katedr.

Nie rozumiesz? Módl się

Obserwując aktualny trudny stan polskiego Kościoła i związany z tym społeczny kryzys wiary, doszła do wniosku, że jako świecki członek Mistycznego Ciała Chrystusa jest w jakiś sposób za nie odpowiedzialna. Zastanawiała się nad konkretnym działaniem, które mogłaby podjąć sama, a które polepszyłoby trudną w ostatnich kilku miesiącach sytuację. – Nic nie znalazłam, więc stwierdziłam, że trzeba to powierzyć temu, który może coś zdziałać, czyli Panu Bogu. Z pewnością pewnym katalizatorem stał się dla mnie przypadek diecezji kaliskiej i bp. Edwarda Janiaka oraz cały przebieg wydarzeń po drugim filmie braci Sekielskich. Bardzo mnie zabolało, że biskupi nie zabierali na te tematy głosu. I mam świadomość, że mogą mieć swoje ważne powody, ale ja po prostu tego nie rozumiem. Więc ruszyłam w drogę, by się modlić – mówi nauczycielka z Wrocławia. W jej sercu pojawiło się pragnienie – pewna odpowiedź na bieżące wydarzenia – modlitwy za wszystkich polskich biskupów o odnowienie, odbudowanie relacji z Panem Bogiem, o odwagę i konsekwencję w głoszeniu i życiu Ewangelią. Pielgrzymkę rozpoczęła od stolicy Dolnego Śląska, w której mieszka. 1 lipca uczestniczyła w porannej Mszy św. w katedrze pw. św. Jana Chrzciciela. Następnie ruszyła do Świdnicy, a potem do Legnicy. W ciągu 25 dni odwiedziła wszystkie katedry i konkatedry w Polsce. Ostatnia z nich znajdowała się w Przemyślu. – Pandemia pokazała nam, że czasem większe planowanie nie ma sensu, więc po prostu stworzyłam mapę z zaznaczonymi punktami. Wiedziałam, że mam na to 25 dni, zatem muszę odwiedzić mniej więcej 2 czy 3 świątynie dziennie. Było kilka takich miast, w których zostawałam cały dzień – np. w Krakowie – opowiada Kamila.

Od Bałtyku aż po Beskid

Poruszała się głównie pociągami, a jeżeli połączenia kolejowe nie wystarczały, przesiadała się w autobusy i busy. Trzy razy była zmuszona łapać autostop, m.in. w Gołdapi, ponieważ autobus nie przyjechał zgodnie z rozkładem, i w Siemiatyczach (pomiędzy Białymstokiem a Drohiczynem). Parę razy podwieźli ją znajomi – jak cysters z Jędrzejowa do Częstochowy. Najdłuższe przejazdy jednorazowe wynosiły prawie 300 kilometrów, np. z Koszalina do Gdańska. Najkrótsze miały ok. 60 kilometrów (Bielsko-Biała–Żywiec). Ten sposób przemieszczania się wymuszał wczesne wstawanie. Pociągi zazwyczaj odjeżdżały wcześnie rano. – Przyznaję, jestem śpiochem, a połączenia kolejowe szczególnie po wschodniej stronie Wisły pozostawiały wiele do życzenia. Dla przykładu, jedyną szansą na wydostanie się z Łomży był autobus o godz. 6 rano. Następny odjeżdżał dopiero o 17.30. Taki stan ciągłej podróży potrafi zmęczyć. Codziennie śpisz w innym miejscu, nie możesz się zatrzymać – przyznaje Kamila. Jak stwierdza, nie było to łatwe wyzwanie, ale w życiu nie chodzi o to, żeby zawsze modlitwa była przyjemna. Zmęczenie fizyczne dawało o sobie znać. – Nie możesz ugotować obiadu z produktów, które znasz, tylko np. znajdujesz się w Lubaczowie i zastanawiasz się, co możesz zjeść. Ostatecznie lądujesz w Żabce i wcinasz hot-doga – puentuje. W Żywcu widziała góry, a w Kołobrzegu spacerowała plażą nad Bałtykiem, zjadając gofra. Nie weszła jednak do wszystkich katedr. Niektóre były zamknięte, na przykład konkatedra św. Wojciecha w Prabutach, bazylika Wniebowzięcia NMP w Sosnowcu czy katedra WNMP w Gorzowie Wielkopolskim (nadal trwa tam gruntowny remont po pożarze sprzed trzech lat). Wówczas wrocławianka modliła się przy świątyni. Kiedy miała więcej czasu do odjazdu pociągu, poznawała lepiej miasta, spacerując w najbardziej atrakcyjnych miejscach. – Polecam wszystkim zwiedzenie katedr. W zdecydowanej większości są bardzo ładne, niektóre o ciekawej, nietypowej konstrukcji. Mnie najbardziej urzeka gotyk, dlatego miło zaskoczyła mnie katedra w Płocku. Podobają mi się też te w Siedlcach, Białymstoku, Szczecinie, Bydgoszczy oraz katedry dolnośląskie – wymienia K. Rozenek. Oczywiście były także takie, które podobały się mniej – kościoły w Rzeszowie czy Katowicach.

Spotkanie z pasterzem

Kamila lubi taki sposób odpoczywania i spędzania czasu. Podróżowanie samotnie lub w małej grupie sprawia jej przyjemność, a już od dłuższego czasu myślała o tego typu wyjeździe w celach religijnych. Nie bez znaczenia okazała się pandemia, która powodowała pewne zamknięcie. – Nie lubię siedzieć w domu, stąd ten autorski pomysł pielgrzymki śladem polskich katedr. Nie słyszałam wcześniej o takiej idei, ale też nie interesowałam się, czy ktoś już podjął coś takiego – stwierdza. Cieszy się, że dopisała jej pogoda, bo tylko w Łodzi wędrowała podczas sporej ulewy. Podróżowała w koszulce z widocznym napisem „Modlę się za twojego biskupa”. Zdarzało się, że ludzie zaczepiali ją z tego powodu. Zdecydowana większość reakcji była pozytywna, chwaląca pomysł, choć pojawiały się też nieprzychylne komentarze. Wyróżniającym się akcentem tej prawie miesięcznej przygody okazało się spotkanie z biskupem pomocniczym diecezji płockiej Mirosławem Milewskim. – Napisałam do niego na Twitterze po tym głośnym wywiadzie udzielonym w RFM FM. Wymieniliśmy kilka wiadomości i zaproponował mi, żebym odezwała się do niego, gdy dojadę do Płocka. Tak też zrobiłam. Biskup wyszedł do mnie. Pomodliliśmy się razem, porozmawialiśmy, zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i pojechałam dalej. Mój pomysł odebrał z dużą sympatią. Stwierdził, że to potrzebne na te czasy.

System naczyń połączonych

Kamila zrealizowała swój ambitny plan. – Byłam we wszystkich zakładanych kościołach, przeżyłam i wiary ustrzegłam – uśmiecha się, nawiązując do znanych słów św. Pawła. Dzisiaj widzi owoce codziennej około trzygodzinnej modlitwy. – Myślę, że przeszłam swego rodzaju rekolekcje. Modliłam się na różańcu. Litanią do Serca Pana Jezusa, liturgią godzin. Codziennie uczestniczyłam także we Mszy w jakiejś katedrze, przyjmowałam Komunię św. – opowiada 31-latka. Jej podróż dobiegła końca, ale katoliczka nie porzuciła modlitwy za biskupów. Cierpliwie ją kontynuuje. Jeszcze przed wyjazdem modliła się za Kościół, bo mocno jej to leżało na sercu. – Ciągle mam nadzieję, że Pan Bóg będzie działał, udzielając łask naszym pasterzom, wzywając ich do odbudowania relacji z Jezusem, udzielając im odwagi dobrych wyborów i konsekwencji w działaniu – opisuje Kamila. Przemawia do niej metafora Kościoła jako żywego organizmu–ciała. Jeśli jedna nerka nie funkcjonuje, to druga musi pracować dwa razy mocniej. Jak skręcisz kostkę, obciążenie bierze na siebie druga noga. Gdy tracisz wzrok, wyostrza się słuch. – Jeżeli widzę, że jakaś część w Kościele nie działa, skupiam się jeszcze bardziej, by część ciała, do której ja należę, funkcjonowała jak najlepiej. Taka anatomia teologiczna – podsumowuje wrocławianka.•

Niezwykła pielgrzymka w liczbach

4444 przejechane kilometry 58 nawiedzonych kościołów (42 katedry i 16 konkatedr) 54 odwiedzone miasta 57 przejazdów pociągami i autobusami 25 dni w trasie 14 noclegów w hotelach 11 noclegów u znajomych 3 podróże autostopem 1 napotkany biskup.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama