Nowy numer 43/2020 Archiwum

Taizé w czasie pandemii. Nie ma tłumów, jest moc

Diecezjalne Duszpasterstwo Młodzieży jako pierwsza grupa z Polski przyjechało do wioski Taizé w czasie pandemii. Ich autokar w dobie koronawirusa wzbudzał tam nie lada zainteresowanie.

Zazwyczaj latem w Taizé przebywają tysiące młodych ludzi. Autokary odjeżdżają, a na ich miejsce natychmiast podjeżdżają kolejne. Tak było przed epidemią koronawirusa. Klimat w tym ważnym dla wielu Europejczyków miejscu zmienił się. Wrocławianie z duszpasterstwa młodzieży doświadczyli tego na własnej skórze. Pojechali na tydzień do Francji, by modlić się w opustoszałej wiosce, w której podczas ich pobytu było zaledwie 200 osób.

W tym roku w sierpniu przypada dodatkowo 80. rocznica założenia wspólnoty Taizé oraz 15. rocznica śmierci założyciela - brata Rogera.

Adriana Kwiatkowska zawitała do Taizé już osiemnasty raz. Nie spodziewała się, że przyjdzie jej kiedyś modlić się tam w takich okolicznościach.

- Każdy miał swoje specjalnie wyznaczone miejsce w kościele z dwumetrowym odstępem od drugiej osoby. Wiadomo, zachowywaliśmy reżim sanitarny, jak np. dezynfekcja rąk. Wówczas zmienia się ten klimat modlitwy. Masz dużo więcej ciszy wokół siebie. Ja osobiście odczuwałam większe skupienie w kościele. Ta wydzielona przestrzeń budowała większą wrażliwość na innych. Człowiek szybciej wchodził w sferę sacrum - ocenia Adriana.

Przyznaje, że na początku było jej smutno, że pandemia tak wpłynęła na niezwykłą wioskę, ale szybko okazało się, że jest bardziej rodzinnie, trudno zginąć w tłumie. Ludzie po kilku dniach bez problemu się rozpoznawali. 

- Coś za coś. Nie doświadczasz charakteru międzykontynentalnego, ale za to modlisz się w kameralnej atmosferze. Wszyscy rozpoznawaliśmy się jako ci, którzy odważyli się przyjechać w takim czasie. Zdarzają się w Taizé tygodnie, kiedy bywa mniej ludzi - późną jesienią czy zimą. Raz byłam w lutym, ale latem takich pustek nigdy bym nie zobaczyła - puentuje A. Kwiatkowska.

Martyna Koch, w przeciwieństwie do Adriany, zawitała do Taizé pierwszy raz. Poznała wioskę taką, jaką zastała. Najważniejszym momentem w całym tygodniu okazała się dla niej adoracja ikony krzyża.

- Czułam, jak przemawia do mnie z ikony Boża rzeczywistość. Epidemia była dla mnie czasem trudnym, potrzebowałam umocnienia. Mam w sercu jeszcze tę przejmującą ciszę z Taizé, bo rzadko sobie na nią pozwalałam na co dzień. Ona ujawniała moje niedoskonałości, problemy i troski. W piątek podczas adoracji przyszedł pokój - mówi 28-latka.

Charakter modlitwy Taizé znała z Europejskich Spotkań Młodych, w których uczestniczyła w Berlinie, Rzymie, Rydze, Bazylei i Wrocławiu. - Chciałam też trochę sprawdzić, na ile braciom udaje się przenieść klimat z wioski na te wielkie wydarzenia w europejskich miastach - przyznaje M. Koch.

Mateusz Szymczak charakter Taizé poznał w ten sam sposób co Martyna. Do Francji pojechał pierwszy raz.

- Dla mnie to jedno z tych miejsc, gdzie można usłyszeć siebie i innych, dobrze się nastroić ciszą, słowem Bożym, przyrodą i zacząć grać swoją partię w zespole - oprócz dyrygowania. Bóg zapewnia śpiew na 3 głosy - zachęcam do spróbowania - opisuje 29-latek.

Żyją w nim rozmowy, które prowadził w małych grupkach dzielenia - niektóre bardzo osobiste. Miał tam okazję poznać trzech Zambijczyków.

- Zaskoczyła mnie ich świadomość. Doświadczenie, które nabywają na wolontariacie w Niemczech, chcą przywieźć do swojego kraju i przekazać je. Podobnie, jak po każdym ESM, widzę Kościół szerzej i doceniam ekumenizm w praktyce. Po powrocie brakowało mi bicia dzwonów na modlitwy. Teraz zastanawiam się, jak to wszystko przełożyć na życie codzienne - przyznaje M. Szymczak.

Aleksandra Wójcik, jadąc do Francji w tym szczególnym czasie, obawiała się, że ciężko będzie jej przeżyć coś głębokiego pod względem duchowym. W wiosce znalazła się trzeci raz.

- To było błędne myślenie. Kameralna atmosfera okazała się znakomita. Udało mi się złapać klimat prawdziwego Taizé - prostotę, gościnność ze strony braci, spokoju i pogody ducha innych osób - przyznaje 18-latka.

Podobnie jak Martyna, mocno przeżyła modlitwę przy ikonie krzyża. 

- Szczerze, to myślałam, że wyjdzie słabo, bo przed epidemią ludzie ustawiali się w kolejce, żeby położyć swoje czoło na ikonie w postawie klęczącej. Teraz w pandemii nie mogliśmy tego zrobić. Musieliśmy się modlić z dala od ikony. To mnie nieco zniechęciło, ale Jezus przyszedł do mojego serca mimo tych obostrzeń. On jest ponad to. Nie miałam styczności z ikoną, a przeżyłam mocne doświadczenie działania Boga - opowiada Ola.

Same pozytywne wrażenia z wyjazdu wyniosła Magda Wolniak

- Mogłam zobaczyć ludzi, którzy, tak jak ja, kochają to miejsce i cieszą się, że mogą wspólnie się modlić, śpiewać i jednoczyć w wierze. Byliśmy jedyną grupą z Polski, spotkaliśmy tam młodych z innych krajów, którzy mimo obecnej sytuacji nie bali się przyjechać i to jest piękne - uważa 27-latka.

Adam Gil zapamiętał atmosferę dialogu, szczególnie w małych grupkach. Nikt nikogo nie osądza ze względu na pochodzenie, czy wyznanie. Młodzi poszukują w drugim tego, co ich samych ubogaca, a nie tego, co gorszy.

- Miałem pewne oczekiwania, gdyż byłem w Taizé rok temu. Chciałem bardzo śpiewać w chórze, wyobrażałem sobie te tysiące ludzi, które czekają w kolejce na obiad. Tymczasem było raptem 205 osób, żadnych prób śpiewu dla wszystkich, o chórze nie wspominając. Zostałem zatem przydzielony do zmywania. Okazało się, że Bóg przygotował coś znacznie lepszego, niż to, czego oczekiwałem. Przez pracę na zmywaku mogłem nawiązać nowe znajomości i wzmocnić więzi - opowiada 19-latek.

Będąc przy źródełku św. Szczepana i modląc się w Kościele pojednania zyskał zaufanie do Boga - wtedy objawiło się to silnym poczuciem, że Bóg go prowadzi i towarzyszy we wszystkim, co robi.

A jak przeżył pandemiczny wyjazd duszpasterz młodzieży ks. Zbigniew Kowal, który wybrał się do Taizé po raz trzeci? Atmosfera sprzyjała wyciszeniu. Każdy mógł znaleźć sobie swój kąt na refleksję i wyciszenie.

- Wioska wydawała się wymarła. Mieliśmy jedyny autokar, który budził zainteresowanie. A zazwyczaj jest ich pełno. Teraz to okazała się atrakcja - przecież pojawili się ludzie, którzy zdecydowali się przyjechać. Długo granice były zamknięte i wstrzymywaliśmy się z tą decyzją. Ale ostatecznie się udało. Traktujemy ten wyjazd jak domknięcie tego czasu na przełomie roku czyli Europejskiego Spotkania Młodych we Wrocławiu. Postawiliśmy kropkę nad "i" - oświadcza ks. Zbigniew.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama