Nowy numer 43/2020 Archiwum

Padły mocne słowa. Przejść obok nich obojętnie to domino nieszczęść

Rozważanie z cyklu "Nim rozpocznie się niedziela" na 23. niedzielę okresu zwykłego przygotował o. Oskar Maciaczyk OFM, duszpasterz akademicki.

Wśród wielu tematów, które poruszam w czasie prowadzonych przeze mnie rekolekcji parafialnych lub w mniejszych wspólnotach, pojawia się również ten chyba jeden z trudniejszych do przepracowania w sobie - nieumiejętność przebaczenia. Kiedy poruszany jest temat potrzeby przebaczenia nie sposób dotknąć tego, co ściśle łączy się z mim łączy, mianowicie brak pojednania, brak jedności w naszych rodzinach i wspólnotach, ciągłe kłótnie.

Wiem, że wiele tematów jest bardzo ważnych dla uczestników rekolekcji i za wiele poruszonych kwestii są bardzo wdzięczni, ale kiedy pojawiają się treści o przebaczeniu i pojednaniu, pojawiają się nagle łzy i smutne wyrazy twarzy. Zaczynam coraz bardziej zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo cierpimy żyjąc obok siebie z ciężarem tego właśnie grzechu. Dostrzegam to, jak inni obok nas cierpią. Kiedy głoszę te treści, w wyrazach twarzy moich słuchaczy, niczym w lustrze widzę również siebie. Codziennie proszę Boga, aby umiejętność rozwiązywania konfliktów, przebaczania i jednania przychodziła mi z łatwością.

Jezusowi musiało bardzo zależeć na jedności wspólnoty swoich uczniów, skoro kilka razy porusza ten temat. Słowami głębokiej modlitwy w wieczerniku zwrócił się do Ojca z prośbą, aby wszyscy, którzy będą w Niego wierzyć, stanowili jedno (J 17,20). Na pytanie, ile razy przebaczać, odpowiedział, że siedemdziesiąt siedem, czyli zawsze. Kiedy kobietę pochwyconą na cudzołóstwie faryzeusze przyprowadzili do Niego, żeby się z nią rozprawił, doprowadził swoimi słowami do puszczenia jej wolną, bo nie uczył walczyć z człowiekiem, ale walczyć o człowieka.

Jak bardzo Jezusowi zależy na tym, żeby Jego uczniowie żyli w jedności i żeby żyli obok siebie z umiejętnością napominania się, jednania i przebaczania sobie świadczą słowa Ewangelii, które wybrzmiewają w czasie liturgii dzisiejszej niedzieli. To są jasne i stanowcze wskazania. Nie chcę teraz umniejszać Jezusowi porównując Go do innych popularnych współczesnych mistrzów komunikacji społecznej, ale jeżeli ludzie XXI wieku szukają w księgarniach coachów i doradców życiowych, którzy w konkretny, jasny i przystępny sposób wyjaśniają, jak żyć, żeby było nam dobrze i łatwo, to niech otworzą Ewangelię i posłuchają Jezusa. Co mówi? Pokazuje, co robić, kiedy cierpisz. Co robić, żeby w takich trudnych sytuacjach nie cierpieć. Najwyraźniej Jezus wiedział, że przemawia teraz do ludzi, wśród których pojawiły się w sposób intensywny kłótnie, szemrania przeciw drugiemu, brak jedności, oszczerstwa, obgadywanie, wzbudzanie nienawiści. Jezus pochylał się nad ludźmi, których spotykał, słuchał ich, dobrze obserwował. Następnie nauczał.

Jezus musiał dobrze zdawać sobie sprawę z tego, że brakowało im nawyku aranżowania intymnego spotkania w cztery oczy, żeby wyrazić swoje pragnienia i oczekiwania wobec siebie. Mówi zatem dosadnie: „Idź i upomnij go w cztery oczy!” Jeżeli nie uda się, nie rezygnuj, nie szemraj, nie podjudzaj, ale: „Weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa”. Jeżeli i to się nie uda, Jezus wskazuje na potrzebę wsparcia wspólnoty.

Znaczenie jedności i życia w zgodzie uczniów została podkreślona przez Jezusa w kolejnych zdaniach o modlitwie. „Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,19-20). Ewangeliści podkreślili, że ważne wydarzenia w wieczerniku działy się właśnie wtedy, gdy apostołowie trwali jednomyślnie na modlitwie.

Jedność wśród chrześcijan to coś więcej niż dobre, zgodne życie tutaj na ziemi, żeby było przyzwoicie i kulturalnie. Życie w jedności to trwanie w Chrystusie - naszej głowie. My  mistyczne ciało - członkowie wspólnoty, której głową jest Chrystus zdajemy sobie sprawę, że kiedy cierpi jeden z członków, cierpi całe ciało. Czy postępowanie wręcz przeciwne do wskazań Jezusa dotyczących pójścia do brata, napominania, jednania i przebaczania nie jest godzeniem w siebie i w swoją wspólnotę? Czy zignorowanie tych słów Jezusa nie jest pchnięciem domina nieszczęść?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama