Nowy numer 48/2020 Archiwum

Pomogły otwarte serca

Gdy w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym pojawia się zakażenie koronawirusem, zawsze oznacza to kłopoty. Tym większe, jeśli podopieczni są zupełnie niesamodzielni – tak jak niepełnosprawne dzieci z Wierzbic.

Wierzbicki ZOL dla dzieci to placówka prowadzona przez Zgromadzenie Sióstr św. Józefa. Trzy tygodnie temu wykryto w niej COVID-19. Placówka niemalże przestała funkcjonować. Pracownicy znaleźli się na kwarantannie, a 51 podopiecznych zostało praktycznie bez opieki. Sytuację udało się opanować dzięki ogromnej determinacji józefitek i ofiarności ludzi.

Na ratunek

Siostra Mateusza jest przełożoną prowincji wrocławskiej zgromadzenia. Na co dzień nadzoruje działania sióstr z kilkunastu wspólnot w dość sporej części kraju. Gdy w Wierzbicach sytuacja stała się dramatyczna, bez zastanowienia ruszyła służyć. – Na miejsce dotarłam w sobotę. Tego dnia przyjechała jeszcze jedna siostra z Polanicy-Zdroju. Dołączyłyśmy do dwóch sióstr, które nie były na kwarantannie. We cztery miałyśmy pod opieką 51 dzieci – relacjonuje pierwsze chwile. Aby zrozumieć, w jakiej sytuacji znalazły się józefitki, trzeba mieć świadomość, że w ZOL-u w Wierzbicach wielu z podopiecznych to osoby cały czas leżące. – Ja byłam na oddziale, na którym trzeba dzieci przewijać i karmić. Żadne nie jest samodzielne. W normalnym czasie opieka odbywa się na trzech oddziałach. Siostra Mateusza wylicza, że na dyżurze są obecne po trzy opiekunki na każdy oddział, trzy pielęgniarki na wszystkie dzieci oraz panie sprzątające. – Łącznie całodobowo naszych podopiecznych obsługuje ok. 20 osób – wyjaśnia. Siostry podzieliły się na dwa zespoły i pracowały po 12 godzin – od 7.00 do 7.00 z przerwą na wyjście z kombinezonu, zaczerpnięcie powietrza i zjedzenie posiłku. – Łatwo sobie wyobrazić, jak to wyglądało. Były sytuacje, że jedną ręką kołysałam jeden wózek, nogą drugi, a drugą ręką łapałam chłopca, który próbował usilnie mi „pomagać” – wspomina, dziś już z uśmiechem.

Wdzięczne za pomoc

Po dramatycznym weekendzie sytuacja zaczęła się poprawiać. Najpierw do zespołu dołączyły kolejne józefitki – dwie z Częstochowy oraz pięć z sąsiedniej prowincji tarnowskiej. Niestety po ich przyjeździe dwie miejscowe siostry musiały udać się na kwarantannę. – Było nas więc dziewięć przyjezdnych i to był nasz stały zespół przez tydzień. W międzyczasie dołączali do nas pracownicy, którzy już wyzdrowieli. Sytuację udało się więc po kilku dniach opanować, ale do pełni funkcjonalności ośrodek wróci w listopadzie – wyjaśnia s. Mateusza. Szczęśliwie kryzys covidowy w miarę bez problemu przeszły dzieci. – One są szczególnie narażone i robimy wszystko, by je chronić. Mają przecież wiele chorób współistniejących – zwraca uwagę siostra prowincjalna. Na 51 wykonanych testów tylko trzy były pozytywne. Co więcej, dzieci przeszły chorobę bez większych objawów (stan na 20 października – przyp. red.). – Jeden chłopiec miał gorączkę i został zabrany do szpitala, ale już po dwóch dniach do nas wrócił i wszystko jest w porządku – opisuje sytuację. A inne dzieci? – Zwłaszcza dla tych leżących trudny był pierwszy dzień, gdy wokół pojawiły się obce dla nich osoby ubrane w „kosmiczne” kombinezony. Szybko jednak oswoiły się z sytuacją. W kolejnych dniach czekały, aż do nich przyjdziemy i… obśmiewały te nasze stroje. To chyba pokazuje, że jest coraz lepiej. ZOL wsparł osobiście starosta powiatu wrocławskiego Roman Potocki, wiele okolicznych firm i osoby prywatne. – Wielu ludzi pomogło nam materialnie. Przychodziły do nas kombinezony i środki ochrony osobistej. Docierały również dary dla dzieci. Ktoś przysłał nawet zrobione przez siebie powidła – mówi s. Mateusza. Nie brakło też wpłat na konto ZOL-u. – Bardzo dziękujemy za wsparcie. Cieszymy się również z wielu sygnałów o modlitwie – dodaje. Podkreśla również, że odebrała mnóstwo telefonów od potencjalnych wolontariuszy, którzy chcieli choć na chwilę przyjść i wspomóc siostry w opiece nad dziećmi. – Niestety musieliśmy odmówić, bo w tym trudnym czasie każda osoba z zewnątrz to niebezpieczeństwo – dodaje. Zwraca uwagę, że wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że tego wirusa przenosi. – On naprawdę zatacza takie kręgi, że od jednej osoby może się zarazić wiele innych – przestrzega.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama