Nowy numer 3/2021 Archiwum

Ewangelia w mopie i ciśnieniomierzu

Klerycy wrocławskiego seminarium nie załamują rąk w pandemii. Stają na wysokości zadania, wychodząc do chorych i potrzebujących.

Najpierw na przełomie maja i czerwca alumni z Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego zgłosili się do pomocy w zaatakowanym przez koronawirusa Domu Opieki w Brzegu Dolnym, gdzie przebywało prawie stu pacjentów. Grupa kleryków wraz z siostrami zakonnymi ponad dwa tygodnie pracowała w pocie czoła w ścisłej kwarantannie. Chwytali za mopa i za pampersy, a czasem łapali też za gitarę, by wlać w życie pacjentów trochę radości. – Rektor nas poinformował, że mamy możliwość pomocy, i zgłosiłem się bez wahania. Obrałem sobie wyraźną intencję duchową tej posługi – w podziękowaniu za święcenia diakonatu, które przyjąłem kilka dni wcześniej – mówi diakon Przemysław Pulnik.

Męska robota

Minęły wiosna i lato, a gdy przyszła jesień, okazało się, że pomocy potrzebuje Zakład Pielęgnacyjno-Opiekuńczy „Rajska Jabłoń” z Wołowa, w którym jest 45 podopiecznych. Burmistrz zwrócił się z prośbą o wsparcie do wrocławskiego seminarium. I tym razem nie brakowało chętnych do wolontariatu w otoczeniu koronawirusa. Klerycy podzielili się na grupy. Przez pierwsze 10 dni pomagali diakon Przemysław Pulnik, kleryk piątego roku Wojciech Selak oraz kleryk trzeciego roku Przemysław Fic. – Pobudka o 6.15. Przed 7.00 szedłem do kuchni i z panią Marzenką przygotowywałem śniadanie. W tym samym czasie bracia z seminarium zmieniali pampersy pacjentom podczas porannej toalety. Później był obchód po pokojach i podstawowe badania – mierzenie ciśnienia, temperatury i saturacji. Następnie podawaliśmy śniadanie – opowiada diakon Przemysław. W ośrodku w Wołowie prawie wszyscy pacjenci są leżący, a co za tym idzie, należy ich karmić. – Kiedy już wszyscy się najedli, około dziesiątej wracałem do kuchni, gdzie sprzątałem i zmywałem. Do południa czasem myliśmy jeszcze podłogi w pokojach i na korytarzach, czyściliśmy łazienki – dodaje dk. Przemysław. Ponieważ konserwator zakładu przebywał na kwarantannie, personel zlecał klerykom także prace typowo męskie – wymianę żarówek, przenoszenie cięższych rzeczy, prace porządkowe.

Wsparcie także duchowe

Wszystko odbywało się zgodnie z bardzo restrykcyjnym reżimem sanitarnym, który sprawiał, że proste prace stawały się trudne. – Chodziliśmy w plastikowych fartuchach, grubych maskach i przyłbicach. Ciężko się oddychało, szczególnie mnie, bo mam astmę. Czasem nawet pięć razy dziennie zmieniałem koszulkę, ponieważ była cała mokra od potu – przyznaje diakon Przemysław. Ratunkiem okazywały się popołudniowe spacery. Alumni z Wrocławia wnieśli do Wołowa nie tylko to doraźne wsparcie fizyczne, ale i duchowe. Codziennie o 16.00 odmawiali z podopiecznymi Różaniec. Każdy prowadził modlitwę na jednym piętrze. Kleryk Przemysław Fic grał na gitarze i śpiewał. – Ci ludzie są naprawdę pobożni. Widzieliśmy, jak ważny to był dla nich punkt dnia. Kiedy rozmawiałem z pacjentami i mówiłem, że wyjeżdżamy, najbardziej żal im było właśnie tych wspólnych Różańców, podczas których śpiewaliśmy takie pieśni jak „Barka” czy „Czarna Madonna”. Bardzo je lubili – stwierdza kl. W. Selak. Codziennie alumni uczęszczali na wieczorną Mszę św. – Odczuwaliśmy zmęczenie fizyczne i psychiczne. Wszystko wykonywaliśmy z maksymalną empatią i delikatnością, ale czasem dawała się też we znaki rutyna – opisuje kl. Przemysław Fic.

Jak służyć, to na całego

Pewnego dnia diakon Przemysław Pulnik przyszedł do zakładu z Komunią św., której udzielał podopiecznym w pokojach. Klerycy asystowali mu ze świecą i gitarą. To było wielkie przeżycie dla starszych ludzi. – Jesteśmy po to, by służyć drugiemu człowiekowi na różnych płaszczyznach, nie tylko głosząc Ewangelię czy udzielając sakramentu. Jak trzeba, przelecimy mopem po podłodze, wyczyścimy łazienkę czy zmienimy pampersa – mówi kl. Wojciech. Jedna z chorych kobiet podczas badania zapytała kiedyś diakona: „A ksiądz mnie nie może stąd zabrać? Ja już bym chciała stąd iść”. – To trudne miejsce. My przeżywamy cierpienie razem z nimi i ono nas wiele uczy. Wicerektor seminarium ks. P. Vogt powiedział nam, żeby zanieść tam promień nadziei i radości – stąd te śpiewy, modlitwy i rozmowy – podsumowuje diakon Przemysław.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama