Nowy numer 8/2021 Archiwum

Drogi bilet na ucieczkę od swojego powołania

Rozważanie z cyklu "Nim rozpocznie się niedziela" na III niedzielę okresu zwykłego przygotował o. Oskar Maciaczyk OFM, duszpasterz akademicki.

Kiedy byłem licealistą i zacząłem zastanawiać się, dlaczego Bóg nic nie robi, kiedy wokół tylu ludzi biednych, opuszczonych i potrzebujących pomocy na różne sposoby, uderzyła mnie myśl o tym, że właśnie żyję dzięki Bogu. Jak więc Bóg nic nie robi, skoro posyła ludzi młodych, silnych? Co więcej - chce, żebyśmy swoimi rękami czynili choć na pozór małe, to tak naprawdę wielkie rzeczy oraz żebyśmy ustami wypowiadali choć na pozór marne, to tak naprawdę mocne słowa, bo to Boże słowa.

Zapraszamy na transmisję Mszy św. z katedry wrocławskiej o 10.00.

Bóg przyszedł na ziemię i chce mieć dla siebie tych, którzy będą szukać ludzi podnoszących głowy do góry i pytających: „Gdzie jesteś Boże? Czy widzisz moje cierpienie? Czy dostrzegasz moją samotność”? Dzisiaj słyszymy w liturgii niedzielnej Mszy świętej, że Jezus idzie tam, gdzie są ludzie, gdzie wykonują swoje codzienne obowiązki. Spotkał na brzegu jeziora pracujących rybaków. Jezus ich przekonał. Ewangelista nic nie pisze o zawahaniu się, czy o przeczącej odpowiedzi na zaproszenie: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi” (Mk 1,17). Czytamy natomiast, że natychmiast zostawili to, co stanowiło ich życie do tej pory. Będą dla Jezusa całkowicie dyspozycyjni. Będzie objawiało się to między innymi przez dystans do tego, co posiadają i do tego, kim byli do momentu powołania.

W dzisiejszej liturgii powołanie rybaków niesamowicie koresponduje z postawą bohatera pierwszego czytania. Jonasz został wybrany i powołany przez Boga do wypełnienia konkretnej misji. Koniec końców zrobił to, czego Bóg od niego chciał. Ale za nim to zrobił, w jego życiu bardzo wiele się wydarzyło. Nie widzimy tu tak zdecydowanej postawy pójścia na wyznaczony szlak przez Boga, jak to ma miejsce w przypadku pójścia rybaków za Jezusem. Jonasz chce uciekać przed Bogiem i próbuje niejako pozostawić za sobą daleko w tyle swoje powołanie. Zapłacił drogi bilet na statek, żeby tylko nie realizować swojego powołania. Wszystko sobie dokładnie przemyślał i zaplanował, żeby tylko oddalić się od Niniwy, którą miał nawracać.

Ile w naszym życiu jest decyzji zrobienia czegoś, żeby tylko oddalić się od powołania? Ile na upartego dodatkowych godzin pracy, albo kolejnych delegacji na ochotnika, żeby tylko nie być przy współmałżonce czy współmałżonku? Żeby tylko nie trzeba było podejmować trudnych rozmów o problemach w małżeństwie, o trudnościach w wychowaniu dzieci. Ile decyzji zrobienia czegoś, żeby tylko ułatwić sobie w życiu, kiedy przyszedł czas stawić czoła problemom? Ile wymyślnych działań pojawia się wśród studentów, kiedy przychodzi czas intensywnego zaangażowania się w sprawy studiów? Kiedy natomiast na studiach się nie powiedzie, zawsze będzie wymówka: „Bo przecież tyle się działo”.

W realizacji swojego powołania można wyszczególnić pewne etapy. Na pewno jednym z nich jest wygaśnięcie pierwszej fascynacji, która była motorem do decyzji odpowiedzi na powołanie. Jezus na brzegu jeziora nie zaprasza rybaków do bycia z Nim, ale do pójścia za Nim. Jezus sygnalizuje, że będzie droga. W drodze bardzo dużo się dzieje. W drodze są momenty, kiedy trzeba zachować szczególną ostrożność. W drodze trzeba rozeznawać i podejmować kolejne decyzje. W drodze trzeba przystanąć i nabrać sił. W drodze pamięta się, skąd się wyruszyło, dokąd się zmierza i po co się zmierza. W drodze dobrze jest orientować się w obecnym swoim położeniu.

W realizacji życiowego powołania najważniejsze jest to, że przed Bogiem nie da się uciec. Można próbować, tak jak zrobił to Jonasz, ale na pewno się nie da. Bóg, jak czegoś od nas chce, to będzie przy nas, nawet wtedy, kiedy wydaje się, że już tak uciekliśmy, że już nas nie widzi. On jest w stanie nawet wywołać nawałnicę, żeby tylko wyszło na Jego. Tak było w historii Jonasza (zachęcam do przeczytania całej Księgi Jonasza). W realizacji powołania Bożego ważna jest również pokora. Nikt z nas nie może zbawić drugiej osoby. Zbawia Jezus Chrystus. My jedynie z Nim współpracujemy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama