Nowy numer 18/2021 Archiwum

Każdy głos się liczy!

Basilica Cantans z Wrocławia pilnie potrzebuje tenorów. W sumie to... teraz tak naprawdę liczy się każdy głos. Czyli o tym co, jak i kogo słychać w chórze w czasie pandemii.

Podczas liturgii Triduum Paschalnego w archikatedrze wrocławskiej mogliśmy usłyszeć  "rozmrożony" chór Basilica Cantans złożony z kilkunastu osób. Czemu "rozmrożony"? 

- Zaśpiewaliśmy w katedrze 22 października 2020 roku i potem z powodu pandemii musieliśmy zahamować nasze działania. Chór miał półroczną przerwę. Niektórych osób nie widziałam nawet rok. Trwa wciąż izolacja, część ludzi jest przestraszona, chronią się. Wrócą, jak się zaszczepią. W tym całym pandemicznym trybie dobra wiadomość brzmi tak, że u nas nie mieliśmy przypadku koronawirusa - opowiada "Gościowi" Mirosława Jura-Żegleń, dyrygentka.

Większość chórów i zespołów boryka się obecnie z problemami kadrowymi. Pani Mirosława drżała przed Triduum Paschalnym, z kim stanie na chórze katedry, żeby uświetnić liturgię śpiewem?

- Uznaliśmy, że jesteśmy ponad te problemy i potraktujemy nasz udział w kategoriach wspólnej szczerej modlitwy, a nie jakiegoś koncertu, w którym wszystko musi być tip-top. Choć oczywiście przygotowaliśmy się tak profesjonalnie, jak się dało - mówi M. Jura-Żegleń.

Obecnie do dyspozycji ma zaledwie 1/3 składu z prawie 40 osób. Działa praktycznie bez tenorów. Niewiele lepsza sytuacja jest w altach - z dziesięciu pań przychodzą dwie. W basach podobnie. Normalnie śpiewa dziesięciu mężczyzn, obecnie ćwiczy jeden w porywach do trzech. Wielu chórzystów obawia się o zdrowie swoje i najbliższych. 

- Ćwiczymy dwa razy w tygodniu mimo dziur w głosach. W naszych szeregach mamy dwie siostry nazaretanki, które bardzo dobrze się u nas czują. Nie poddajemy się. W uroczystość św. Józefa nie miała tenorów, więc pomógł znajomy muzykalny ksiądz. Zapraszam kapłanów i kleryków do nas! Cieszę się przy tym, że mamy niezależną salę, w której szkolimy śpiew. Przyszłość widzę w jasnych barwach. W miarę jak przyspieszą szczepienia, ludzie zaczną wracać do chóru - uważa dyrygentka.

Jak mówi, starają się być na straży muzycznej w katedrze, kiedy trzeba. Triduum za nimi. Na horyzoncie pojawia się Boże Ciało. Wcześniej w maju czekają ich koncerty u sióstr boromeuszek w Trzebnicy oraz w Nadolicach. We wrześniu natomiast występ przy okazji konsekracji kościoła w Pruszowicach.

- Wróciła do naspani po Covidzie. Bardzo ciężko przeszła chorobę, ponieważ jest astmatyczką. A mimo to z uśmiechem na twarzy oznajmiła, że jej pani doktor doradziła, iż ma wrócić do śpiewania, bo jej to dobrze robi. I jak tylko się poczuła lepiej, wróciła. Nie jest w wyśmienitej kondycji, czasem brakuje oddechu, ale widać zapał, chęci i radość. Śpiew pomaga jej odbudowywać formę, wyjść z powikłań pocovidowych - opowiada p. Mirosława.

Bo niektórych chórzystom śpiew jest potrzebny do życia jak tlen. Niektórzy powiadają, że chór to dla nich darmowa sesja psychoterapeutyczna. Nikt nikogo nie zmusza do prób i występów, ani nie tworzy żadnej presji. Każdy decyduje o sobie, czy jest mu to w tej chwili potrzebne.

Pandemia też wymusiła nieco inny system ćwiczeń. Dyrygentka nagrywała swoim chórzystom linie melodyczne utworów, potem wysyłała je, a oni je osłuchiwali i ćwiczyli.

- Nie próżnowaliśmy podczas "zamrożenia chóru" od października do marca. Wiele się nauczyliśmy. Przypomniało mi się, kiedy jako studentka byłam asystentką dyrygenta i robiliśmy to samo, ale nagrywaliśmy na magnetofonach kasetowych. To jednak czasochłonna praca, którą teraz wymusił epidemiczny okres. Muszę jednak przyznać, że to jednocześnie bardzo dobra metoda nauki dla tych osób, które dochodzą do chóru albo mają przerwę dłuższą - tłumaczy dyrygentka.

Mówi się, że jaki dyrygent, taki zespół. To, jak się prezentuje zespół, jest w dużej mierze wypadkową dyrygenta – w jaki sposób prowadzi chór, jakie ma metody pracy i umiejętności. Mirosława Jura-Żegleń stoi na czele Basilica Cantans od 2006 roku. Serdecznie zaprasza wszystkie chętne osoby muzykalne, które lubią śpiewać, potrzebują tego typu aktywności, by przyszły na próbę i podjęły wyzwanie. Liczy się słuch, muzykalność i chęci.

- Dobrze by było, gdyby kandydat miał doświadczenie chóralne, ale pamiętajmy, że to nie jest zespół dla zawodowców lecz dla amatorów. Poziom tworzą ludzie, którzy u nas ciężko pracują. Nie ma ograniczeń wiekowych. Chodzi o osoby dorosłe. Preferujemy muzykę sakralną. To nasz konik, choć w swoim repertuarze mamy też utwory świeckie, muzykę filmową, czy utwory popularne jak "Cichosza" Grzegorza Turnaua - wymienia Mirosława Jura-Żegleń

Próby odbywają się we wtorki i czwartki od 18.45 do 21 w sali nr 30 im. ks. Zienkiewicza (pod kawiarenką przy auli PWT). Czyli... nie tylko do zobaczenia, ale i do usłyszenia!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama