Nowy numer 18/2021 Archiwum

Uwaga, przekroczony limit świętości

Mimo obostrzeń pandemicznych od 15 kwietnia Duszpasterstwo Akademickie "Wawrzyny" przyjęło pod swój dach aż 51 nowych osób.

Podczas wieczornej Eucharystii do kaplicy akademickiej DA Wawrzyny zostały wprowadzone relikwie błogosławionych męczenników klaretyńskich. 

- Cieszę się niezmiernie, że możemy gościć tych wielkich orędowników. Właściwie to oni teraz zamieszkają razem z nami. Każdy męczennik, który oddaje życie za Chrystusa, jest wielki, dlatego myślę, że będą nam wypraszać łaski - mówił na początku Mszy św. o. Michał Serwiński CMF.

- Nie wiem, jak sobie z tymi męczennikami poradzicie. Przecież panują obostrzenia i limity, a ich jest aż 51. Radźcie sobie, a my wam te relikwie zostawiamy - skwitował z humorem o. Piotr Bęza CMF, prowincjał Polskiej Prowincji Klaretynów.

Jak stwierdził na początku homilii ma gęsią skórkę w związku z tym wydarzeniem. Dla niego to głębokie, osobiste doświadczenie, ale też spełnienie pewnym marzeń, żeby relikwie tych męczenników znalazły się u "Wawrzynów," z którymi jest związany.

- To się wydaje bardzo logiczne, że wśród studentów znaleźli się studenci męczennicy. 39 spośród 51 tych męczenników nie skończyło 25 lat. Mieli podobne marzenia, podobne plany jak wy, także dużo brawury, bożej fantazji, chęci zdobywania świata dla Jezusa. Kto tak zrozumie studenta jak nie drugi student? Dlatego proście ich o wstawiennictwo w różnych sprawach - stwierdził o. Piotr Bęza.

Przytoczył kilka obrazów związanych z historią męczenników z Barbastro. Opowiedział o jednym z nich Faustino Perezie - kleryku, zakonniku, studencie i góralu. Kiedy zostali zamordowani przełożeni, Pereza wybrano jako takie nieformalnego przywódcę ostatniej grupy męczenników. Współbracia poprosili go, żeby zagrzewał ich do walki. A wcześniej przełożeni mieli wątpliwości co do niego, bo był krnąbrny, miał swoje pomysły na życie, chodził swoimi drogami. Natomiast w momencie trudnego doświadczenia okazał się kimś szczególnie ważnym. 

- Taki charakter szorstki, chropowaty niekoniecznie musi być przeszkodzą do świętości. Może się okazać, że to jest dar od Pana Boga. Być może innym trudno się z tobą żyje, ale może się okazać, że w momencie niezwykłym to stanie się atutem, który się bardzo przyda. Twój charakter okaże się niezastąpiony - opisywał prowincjał klaretynów.

Jeden z męczenników pragnął pojechać do Chin, nauczył się języka. I w jednym ze swoich pożegnalnych listów, kiedy już wiedział, że zginie, napisał, że będzie modlił się za Chiny, by wiara została tam zasiana. 70 lat później jego relikwie przewieziono do Państwa Środka. Klaretyn nie pojechał tam za życia, ale trafił tam po śmierci, żyjąc wiecznie.

- I robi to, co obiecał - wstawia się za Chiny. A Kościół tam się powoli odradza, ludzie oddają się Jezusowi. To też dla nas niezwykła wskazówka, żeby nie zamykać naszych planów w doczesności. Jeśli są one Boże, wówczas w niespotykany sposób staną się rzeczywistością - oświadczył kaznodzieja.

I podkreślił, że historia klaretyńskich męczenników porusza wielu ludzi. Kiedy kręcono znany film "Zakazany Bóg", klaretyni, którzy pracują w Barbastro, chętnie współpracowali z twórcami filmu.

- Mamy piękne muzeum w Barbastro, zachowało się wiele przedmiotów po męczennikach, m.in. walizka, w której nasi błogosławieni współbracia przechowywali Najświętszy Sakrament. Walizka stała się przenośnym tabernakulum. Po latach, klaretyni - strażnicy męczeńskiego miejsca - chcieli wypożyczyć tę walizkę na potrzeby filmu, ale reżyser nie śmiał po nią sięgnąć. Mówił, że to zbyt cenna relikwia, a do produkcji powstanie podobna walizka, żeby nie zniszczyć tego cennego skarbu - opowiadał o. Bęza.

Podkreślił też, że przez 60 lat po tragicznej śmierci klaretynów ludzie niezwykłym szacunkiem darzyli miejsce męczeństwa. Jednak  w ostatnich kilkunastu miesiącach dochodziło tam do aktów wandalizmu. Przez 60 lat wszyscy szanowali miejsce skąpane we krwi przepełnionej miłością do Jezusa. Dzisiaj tego szacunku brakuje.

Co mogą dać wrocławskim studentom błogosławieni misjonarze klaretyni?

- "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi". Żyjemy w czasach, w których trudno jest realizować ten nakaz.  Przejmujemy się słowami ludzi, bardzo na nie zwracamy uwagę. Co wybrzmiewa w świadectwie męczenników? Doświadczenie siły wspólnoty. Wielu z nich miało kryzysy. Jakie to jest ważne, żeby się trzymać wspólnoty i ją budować. Taką wspólnotę, w której będziemy siebie nawzajem wspierać. Dlatego tak ważne jest duszpasterstwo. Bądźmy wrażliwi  na siebie nawzajem. Nasi współbracia przetrwali, bo jeden drugiego wspierał, że mogli na siebie liczyć - nauczał o. Piotr Bęza.

Męczeństwo 51 misjonarzy, Synów Niepokalanego Serca Maryi z Barbastro miało miejsce w dniach 2, 12, 13, 15 i 18 sierpnia 1936 roku. Z 51 męczenników tylko 9 ukończyło 25 rok życia, 9 miało 22 lata i 3 ukończyło 21 rok życia. Zostali beatyfikowani przez Jana Pawła II, dnia 25 października 1992 roku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama