Nowy numer 18/2021 Archiwum

Rowerami trasą Ekstremalnej Drogi Krzyżowej

W parafii Wniebowzięcia NMP w Bagnie ks. Michał Gołębiowski SDS zorganizował 1-majowy parafialny rajd rowerowy. Uczestnicy w różnym wieku przejechali 30 kilometrów malowniczą trasą.

Wszystko zaczęło się tak naprawdę od Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.

- W czasie EDK myślałem, że połączenie wysiłku z modlitwą jest naprawdę ciekawe. I w krótkim czasie po przejściu EDK wymyśliłem rajd. Rozmawiałem jeszcze z ludźmi, że fajnie byłoby kiedyś przejechać się rowerami tą trasą. Nikt nie protestował. Zaproponowałem, żeby to zrobić 1 maja. Pomyślałem, że nawet jeśli nie uda się przejechać dokładnie tej trasy z EDK, to jest okazja, by po prostu rozpocząć sezon rowerowy - mówi ks. Michał Gołębiowski z parafii w Bagnie.

Przed południem 1 maja rowerzyści spontanicznie zebrali się przed kościołem. Było ich prawie 30, od 8-latków po starszych. Rajd zaczął się od modlitwy oraz poświęcenia pojazdów.

- Co prawda, wspomnienie św. Krzysztofa czeka nas dopiero w lipcu, ale skoro otwierać sezon rowerowy, to tylko w taki sposób. Zaplanowałem cztery postoje na trasie naszego rajdu. Ponieważ maj jest miesiącem maryjnym, dlatego po poświeceniu zaczęliśmy odmawiać różaniec - pierwszą dziesiątkę. Kolejne dziesiątki odmawialiśmy kończąc postoje - mówi duszpasterze.

Grupa nie trzymała się ściśle mapy i ustalonej trasy z EDK. W trakcie droga bywała modyfikowana. Łącznie przejechali 30 km, rozkoszując się pięknymi widokami. Uczestnicy rajdu wyjechali z Bagna do Wielkiej Lipy, potem do Osoli, Morzęcina Małego i stamtąd do Osolina.

- W Osolinie przy kaplicy mieliśmy postój. Po postoju przez Brzeźno Małe i Brzeźno pojechaliśmy do Skokowej. Tam przy kościele drugi postój. Ze Strupiny do Skokowej i tam też postój. Ze Strupiny przez takie miejscowości jak: Gródek i Proszkową do Mikorzyc i tam czwarty postój. A z Mikorzyc prosto Bagna. Całość trasy jest bardzo malownicza. Był taki moment za miejscowością Strupina, że mieliśmy się wrażenie, iż znajdujemy się w górach, a nie gdzieś tam, na nizinach - relacjonuje salwatorianin.

Pod koniec rajdu ks. Michał usłyszał coś, co go zbudowało i wiedział, że warto było zorganizować tę inicjatywę. Usłyszał bowiem od jednego małżeństwa, że było im to potrzebne - poczucie takiej wspólnoty, bo pandemia pozamykała ludzi na siebie, a tu mogli poczuć, że istnieje ta więź.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama