Gość Zielonogórsko-Gorzowski 24/2021 Archiwum

Mamy instrukcję obsługi

Znamy dobrze powiedzenie „Ora et labora”. Ale co dalej? Czy wiemy, jaki jest stosunek modlitwy do pracy i na odwrót?

Piotr Chmura z podwrocławskich Iwin spotyka się z wieloma ludźmi z różnych sfer i zna takie firmy, które upadły, ponieważ pracownicy uznali, że będą rozpoczynali dzień od dwugodzinnej modlitwy, aby Pan Bóg im błogosławił. Zaniedbywali przez to pracę. – Opierali się na nierzetelnym odczytywaniu Pisma Świętego i naiwności. Inni z kolei chrześcijańscy przedsiębiorcy myślą, że Pan Bóg nas kocha i strzeże, więc nie potrzebują żadnego zabezpieczenia, bo mają swojego Boga, który nie dopuści do nich niczego złego. Każdy uważny czytelnik Pisma Świętego wie, że to niewłaściwe postawy – diagnozuje mąż, ojciec, doradca sukcesyjny.

Boży, czyli zdrowy rozsądek

Członek wrocławskiej wspólnoty Koinonia Jan Chrzciciel stwierdza, że Pan Bóg wyraził się jasno w swoim słowie. Ono mówi do każdego – do tych, którzy pracują na etacie, i do tych, którzy prowadzą biznes. Tam znajduje się najlepsza instrukcja obsługi. – Jako przedsiębiorca ciągle się uczę i rozwijam, jestem proaktywny. To takie ABC. Jeżeli ktoś próbuje rozkręcić biznes, lekceważąc podstawowe reguły, zachowuje się jak człowiek, który staje na krawędzi balkonu na 10. piętrze i mówi, że grawitacji nie ma, a następnie robi krok do przodu. Żadna modlitwa mu nie pomoże – oświadcza Piotr. Dwie godziny modlitwy codziennej? Jak najbardziej, jeśli mam taką potrzebę, ale nie w czasie pracy. Modlitwa nie zmienia zasad rynku. – Oprócz nieustannego rozwoju, inspirowanego wymogami stawianymi przez rynek, jako katolik stosuję drugą ciekawą instrukcję obsługi, czyli relację z moim Bogiem, który mówi, że jest drogą, prawdą i życiem – stwierdza ekspert ładu rodzinnego, efektywności i bezpieczeństwa w biznesie. Zaznacza, że chrześcijanie mają szczególny stosunek do klientów. Są zatroskani nie tylko o wykonanie rzetelnie swojej pracy, ale troszczą się o dobro osoby, z którą współpracują. To wypełnianie największego przykazania – miłości. – Dlatego moi klienci czasem mówią, że jestem ich przyjacielem w biznesie – uśmiecha się Piotr. Przypomina przypowieść o talentach i cytat z Księgi Koheleta: „Rano siej swoje ziarno i do wieczora nie pozwól spocząć swej ręce”. Jeżeli wśród grzechów ciężkich wymienione jest lenistwo, to w opozycji do tego stoi pracowitość (nie mylić z pracoholizmem).

Wciśnij piąty bieg

Do tego podejścia Piotr dochodził latami. To był proces okupiony wieloma, także trudnymi doświadczeniami. – Skończyłem studia prawnicze w 2000 roku, w międzyczasie pracowałem na etacie. W 2007 r. zarejestrowałem działalność gospodarczą. Popełniałem błędy, doznawałem bolesnych porażek, wyciągałem wnioski, uczestniczyłem w praktycznych kursach i szkoleniach, uczyłem się. Przez lata byłem w nieustannej drodze, aby dziś móc zdefiniować swoją tożsamość zawodową jako przedsiębiorca i mam nadzieję, że również dojrzały mąż wiary – uważa P. Chmura. Zdarza się, że przychodzą do niego po porady prawne osoby, które nie mają pieniędzy, ale są wierzące. Wtedy mówi: „Moje honorarium polega na tym, żebyś podczas modlitwy osobistej przez najbliższe trzy dni przedstawił Bogu prośbę, że prosisz o pomyślność ewangeliczną dla mnie i mojej rodziny”. Czy osobie wierzącej jest trudniej prowadzić biznes? – Św. Paweł powiedział, że jesteśmy powołani, by przeżywać dojrzale naszą wiarę. Jeżeli ktoś prowadzi działalność gospodarczą i myśli, że bycie uczciwym jest dla niego ponadprzeciętnym krzyżem, powinien zająć się porządnie swoją wiarą. Ja wiem dzisiaj, że mnie nie opłaca się działać nieetycznie, bo tracę przyjaźń z Bogiem. Grzech oddala nas od Boga i Jego błogosławieństwa. Doświadczyłem tego na własnej skórze – przyznaje przedsiębiorca. Bóg w swoim słowie nam wiele obiecał i jest gotowy do spełniania tych obietnic, jeśli zachowujemy przykazania. Przytacza w tym kontekście słowa ojca z przypowieści o synu marnotrawnym, ale skierowane do drugiego syna: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy”. – Przestrzeganie przykazań nie jest przejawem mojego lęku przed piekłem, lecz mojej wdzięczności i miłości do Pana. A nieuczciwie zdobyte bogactwo nie przynosi pokoju. Ono rodzi ciągły niepokój przed stratą. Nie prowadzi do radości życia. Pracuję zawsze z zaangażowaniem i zdaję sobie sprawę, że jako osoba wierząca mam jeszcze ten piąty bieg – Pana Boga – podsumowuje Piotr Chmura.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama