Gość Zielonogórsko-Gorzowski 24/2021 Archiwum

Na progu Wiecznego Miasta

Wolność, krzyż i dżins, kolorowy ocean w podwórku i potężne murale, z których spogląda Chrystus. – Sztuka to droga – mówi Mariusz Mikołajek, opowiadając o własnej wędrówce.

Wrocławianie od paru lat mogą spotkać artystę w podwórkach przy ul. Roosevelta, gdzie Fundacja OK.ART, którą założył razem z Witoldem Liszkowskim i swoim synem, prowadzi Ośrodek Kulturalnej Animacji Podwórkowej. – Po roku od rozpoczęcia zajęć postanowiliśmy „wyjść na zewnątrz” – wyjaśnia. Wyszli. A mieszkańcy pobliskich kamienic wkrótce zaczęli otwierać szeroko oczy ze zdumienia.

Rekiny na Roosevelta

Zaczęło się od pejzażu Ireny Korzeniewskiej, uczestniczącej w warsztatach od 2013 r. – Bardzo lubię morskie tematy, więc kiedy na zajęciach dostałam płótno, zaczęłam malować morze, kamienie u brzegu – mówi. To jej obraz był punktem wyjścia pierwszego podwórkowego muralu. Obok fal i wybrzeża malowanego przez panią Irenę pojawiły się gliniane rybki jej autorstwa i mnóstwo aniołów, do których ma wyraźnie sympatię. W pobliżu zaszumiały morskie głębiny – w których pan Mariusz namalował groźne rekiny (dziś ludzie chętnie fotografują się, wsadzając głowę do paszczy największego stwora), a także… samą panią Irenę na wybrzeżu, pracującą przy swoim obrazie. – Najpierw odnawialiśmy ściany, kładliśmy nowe tynki. Ludzie widzieli, że z ich podwórkiem dzieje się coś dobrego. Kiedy zacząłem malować głębiny, wywiesiliśmy plakaty z informacją, że każdy chętny może namalować czy wyrzeźbić swoją rybkę. Kilkadziesiąt osób te rybki robiło – wspomina artysta. – Głębia morza czy rajski ogród to były takie otwarte tematy, w które każdy mógł się wpisać. Ludzie lepili z gliny ślimaki, ptaki, setki listków i anioły – potem wypalane, szkliwione i wklejane w ścianę. Laura zaprojektowała mural z koszykarzem. Pan Zenon wykonał wielkiego pawia do rajskiego ogrodu. Wiele osób zgłosiło chęć bycia sportretowanymi. I tak na muralach widzimy panią z kotem, sąsiedzką grupę przy stole, dziewczynki w ogrodzie. Pojawiło się też mnóstwo portretów psów z okolicznych kamienic. Na ścianach wyrośli malowani kibice, żołnierze wyklęci… Zjawił się nawet św. Maksymilian M. Kolbe. Z czasem powstały muralowe reprodukcje fragmentów znanych dzieł sztuki, portrety artystów. Zobaczyć tu można sceny inspirowane obrazami M. Chagalla – z szybującymi w chmurach parami i muzykantami, kosmos, faraonów i dinozaury. – W planach jest w tym roku jeszcze kilka nowych murali; możliwe, że wyjdziemy też na trzecie podwórko – mówi pan Mariusz. Dodaje, że nie są to murale wykonywane sprayami, z pomocą szablonów, ale malarstwo ścienne – tworzone pędzlami, farbami, z wkomponowaną ceramiką. – Projekt w podwórkach, dziś przyciągający turystów z całego świata, zrodził się tak naturalnie. Bez jakiejś indoktrynacji, która mnie strasznie boli we współczesnej sztuce – wprzęgniętej często w różne ideologie, wywierającej presję na ludzi – podkreśla M. Mikołajek. – Jeśli jako człowiek wierzący maluję obrazy związane z wiarą, z Jezusem, to nie po to, by indoktrynować, ale po prostu dzielę się tym, czym żyję. Każdy powinien malować to, co czuje. Jeśli twórca szczerze poszukuje własnych wartości, nie daje się wykorzystywać do jakichś celów, to twórczość jest autentyczną drogą.

Jak malarz Biblię czytał

Droga artystyczna samego Mariusza Mikołajka zaczynała się w latach 80. – Dyplom wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych broniłem w 1984 r. Na miejsce ekspozycji mojej pracy dyplomowej wybrałem kościół pw. Świętego Krzyża we Wrocławiu – wspomina. Wiele by można opowiadać o perypetiach dotyczących tej pracy (wystawa została „internowana” przez SB, władze chciały doprowadzić do unieważnienia dyplomu), ale to osobna historia. Prace mówiły o wolności, odnosiły się także do bieżących wydarzeń (górnicy, ks. Popiełuszko…). – W każdej znajdowały się piony i poziomy, w których ludzie widzieli krzyże, choć ja tego tak nie planowałem – mówi. – Byłem wtedy człowiekiem niewierzącym. Wiarę kojarzyłem raczej z zagrożeniem wolności. Ale tak się stało, że u przyjaciela zobaczyłem dużą książkę ze znakiem krzyża na grzbiecie – sięgnąłem po nią pod wpływem tych jakby mimowolnie powstających krzyży na moich obrazach. To była Biblia. Mariusz Mikołajek zaczął po prostu wytrwale ją czytać. Gdzieś po niecałych dwóch latach doświadczył łaski wiary. Zaczął przygotowywać się do sakramentów. Przyjął w dorosłym wieku I Komunię Świętą. – Spotkałem żywego Jezusa. Wierzę w Niego, nie w jakąś ideę czy postać na obrazku, ale w żywą Osobę, Boga-człowieka, który pokonał śmierć, wyzwolił nas z lęku, z bezsensu – mówi. To doświadczenie jest wciąż obecne w obrazach Mikołajka – choć zwykle w sposób nieoczywisty. – Poza muralami i niektórymi zamówionymi obrazami nie jestem malarzem realistycznym. Lubię mówić nie wprost, językiem abstrakcji – choć takiej, która zwykle pozwala odczytać zarysy postaci, sceny – wyjaśnia. – Moje obrazy komunikują się przez światło, plamę barwną, ekspresję. Sugerują tylko jakieś zdarzenie, postać, pozostawiając pole wyobraźni. To właśnie światło jest głównym instrumentem pracy w malarstwie, rzeźbie. Przez nie obserwujemy świat. W taki sposób namalował kiedyś drogę krzyżową – prezentowaną w 2013 r. w galerii BWA we Wrocławiu (choć w tytule nie pojawiło się słowo „Krzyżowa”, pozostawiając odbiorcy przestrzeń do interpretacji). Marzy mu się, by podobne stacje drogi krzyżowej, zapraszające do samodzielnego wniknięcia w obraz, mogły się kiedyś znaleźć we wnętrzu kościoła. Autorska technika M. Mikołajka wiąże się z dżinsem wykorzystywanym jako podobrazie. Z farbami łączy środki chemiczne używane przy szyciu czy dekatyzacji spodni, uzyskując intrygujące efekty. Do swoich prac wprowadza elementy multimedialne. – Sztuka to mój komentarz do życia, rozmowa ze światem, ale też rodzaj terapii – twierdzi.

Oddaj ścianę Jezusowi

O ile w swoich obrazach Mikołajek przemawia językiem abstrakcji, jedynie sugerując widzowi możliwą drogę, o tyle murale mają swój własny, bezpośredni język. Niedawno w Lutomi pod Świdnicą pan Mariusz i jego współpracownicy namalowali potężną postać Chrystusa – odzwierciedlając wileński obraz „Jezu, ufam Tobie” autorstwa Eugeniusza Kazimirowskiego. Wielki mural znalazł się także we wnętrzu sali Kompanii Jonatana w parafii pw. NMP Bolesnej we Wrocławiu-Strachocinie. – Znaliśmy się z meczów drużyny Śląsk Wrocław – mówi Artur Skowron, koordynujący spotkania Kompanii. – Mariusz się nawrócił, kilka lat później ja się nawróciłem… Tak jakoś połączyły nas stadion i kościół. Kiedyś trafił do mnie obraz M. Mikołajka „Zmartwychwstanie”, znałem jego prace. Wpadłem na pomysł, by do naszej nowej sali stworzył mural, który przemówiłby do młodych. Część osób z Kompanii zaczęła już uczestniczyć w warsztatach prowadzonych przez Mariusza. – Mural projektował mój syn Filip; malowaliśmy go wspólnie, z jeszcze jednym synem – mówi artysta. Przedstawia Jezusa i młodego człowieka stojącego przy Nim. Widać, że łączy ich przyjaźń. Chłopak przy Chrystusie czuje się bezpiecznie, jest ogarnięty Jego miłością. W tle znajdują się znane budowle z różnych stron świata, a także parafialny kościół, którego budowa zbliża się ku końcowi. Może to jest pomysł także dla innych parafii? Tyle pustych ścian różnych budynków mogłoby milcząco głosić Ewangelię, opowiadać biblijne historie. – W pewnym momencie zacząłem wychodzić ze sztuką do ludzi, prowadząc różne warsztaty, zajęcia (np. w Domu Dziecka, w Monarze). Zobaczyłem, ile ona ludziom daje – nie tylko mnie, osobie wykształconej w tym kierunku i tak zarabiającej na chleb, ale każdemu, jeśli tylko jest autentyczna, uczciwa. W fundacji OK.ART działamy pod hasłem „Budujemy Miasto Sztuki”. Chodzi nam o taką prawdziwą, szczerą sztukę, która zbliża nas do siebie samych i do drugiego człowieka. Na ubiegłorocznej wystawie „Znaki Apokalipsy” w Toruniu M. Mikołajek zaprezentował m.in. obraz „Poczekalnia”. Komentując swoją pracę, mówił o ziemi, która jest jak „dziedziniec zewnętrzny świątyni”, jak przedsionek nieba, Miasta Świętego, w którym na wieczność mamy zamieszkać. Przez dobro, które się dzieje na ziemi, wyłania się budowla, która nie przeminie. – W tym przedsionku możemy już doświadczyć królestwa niebieskiego – mówi. Także przez sztukę.

Mariusz Mikołajek

Malarz (dyplom ASP w 1984 r.), animator sztuki, happener, autor niezliczonych wystaw, laureat wielu nagród, mąż i ojciec siedmiorga dzieci, zagorzały kibic WKS Śląsk Wrocław. W jego warsztatach można uczestniczyć m.in. w Ośrodku Kulturalnej Animacji Podwórkowej (gdzie zajęcia z ceramiki prowadzi także m.in. jego córka Maria).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama