Nowy numer 37/2021 Archiwum

Odbudowywanie mocno naruszonych więzi

O popandemicznych wyzwaniach dla Kościoła i społeczeństwa oraz o Nagrodzie Wrocławia dla Strajku Kobiet mówi abp Józef Kupny.

Karol Białkowski: – Ten rok to dla Ekscelencji rok jubileuszy – 65. rocznicy urodzin i 15. rocznicy sakry biskupiej. Proszę z tej okazji przyjąć najserdeczniejsze życzenia od redakcji i czytelników „Gościa Niedzielnego”. My jednak rozmawiamy przy okazji 8. rocznicy objęcia metropolii wrocławskiej. Czuje się już Ksiądz Biskup wrocławianinem, Dolnoślązakiem?

Abp Józef Kupny: – To pytanie słyszałem po kilku miesiącach od przyjazdu do Wrocławia i powraca ono każdego roku w czasie rocznicy ingresu. Zawsze powtarzam, że pasterz jest w domu, jeśli jest wśród owiec, a w przypadku prezbiterów czy biskupów dom jest tam, gdzie jesteśmy posłani.

W końcu możemy poczuć się trochę bardziej swobodnie, ponieważ pandemia odpuszcza. Jakie Ekscelencja widzi efekty czasu obostrzeń, który skutkował również ograniczonymi możliwościami uczestnictwa wiernych w życiu wspólnoty Kościoła?

Z tego rodzaju kryzysami jest tak, że zbyt często myślimy, iż jeśli się one gdzieś przydarzą, to na pewno nie nam. Może na odległych kontynentach, w oddalonych od nas krajach. Tymczasem ostatnie miesiące przypomniały, że jako ludzkość jesteśmy ze sobą połączeni bardziej, niż nam się wydaje, i że „wszyscy płyniemy na tej samej łodzi”, cytując papieża Franciszka. Jeśli mamy poważnie rozmawiać o skutkach epidemii, to trudno dziś je tak po prostu wyliczać. One będą się ujawniały przez wiele lat, stanowiąc tym samym wyzwanie dla przywódców państw, osób życia publicznego, samorządowców, Kościoła oraz każdego z nas. Na pewno już dziś widać, że konieczne jest przewartościowanie naszego życia i spojrzenie na nowo na to, co jest ważne, w co warto się angażować, czemu warto się poświęcać i o co warto walczyć. Patrząc z tej perspektywy, widzę dwa kierunki: powrót do Boga, do prawa, które On nadał, stwarzając świat, a także troska o drugiego człowieka, o wzajemne relacje i bliskość.

Czy uda się wrócić do stanu sprzed pandemii? A może nie warto wracać, tylko budować od nowa? Jakie wyzwania stoją przed naszym lokalnym Kościołem – zarówno przed kapłanami, jak i świeckimi?

Kto powiedział, że mamy wracać do stanu sprzed pandemii? To bardzo błędne myślenie. Jestem świeżo po lekturze najnowszej książki papieża Franciszka pt. „Świat jutra”, która jest zapisem rozmowy Ojca Świętego z włoskim dziennikarzem. I tam między innymi padają takie słowa: „Jest coś gorszego niż ten kryzys: tragedia jego zmarnowania. Z kryzysu nie wychodzi się bez zmiany: albo wyjdziemy z niego lepsi, albo gorsi”. To bardzo mocny tekst, bo wskazuje, że nie mamy jako społeczeństwo wracać do tego, co było. Mamy natomiast budować świat lepszy od tego, który był przed wybuchem epidemii. I tutaj widzę kilka płaszczyzn do odbudowania. Po pierwsze modlitwa i życie sakramentalne. Żadna transmisja, nawet w wersji 4K czy Ultra HD, nie zastąpi osobistego udziału w Eucharystii. Pamiętam, jak otwarte zostały teatry, wielu ludzi powtarzało, że wprawdzie można było oglądać przedstawienia online, ale brakowało tego, co jest istotą teatru, mianowicie obecności i kontaktu aktora z widzem. Niektórzy czekali do północy, by móc wejść do kina czy na koncert. Chcę bardzo, abyśmy jako lokalny Kościół przeżyli Eucharystię na nowo i doświadczyli jej jako obecności Boga pośród nas i Mszy św. jako spotkania Stwórcy – Ojca ze swoimi dziećmi. Stąd zależy mi bardzo na tym, by w diecezji przybywało miejsc, w których wierni będą mieli możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu przez cały dzień, a może i przez całą dobę. Druga płaszczyzna to odbudowanie naszych wspólnot. Myślę tu o naszych rodzinach, które doświadczyły bardzo mocno izolacji. Papież zaprasza je do spotkań przy stole, w czasie których odłożymy telefony komórkowe, wyłączymy telewizję, spojrzymy sobie w twarz i porozmawiamy ze sobą. Mam także nadzieję na odbudowę wspólnot parafialnych, grup młodzieżowych, inicjatyw, stowarzyszeń. Mamy tu wiele do zrobienia, ponieważ te więzi także zostały mocno naruszone.

Odbudowanie wspólnoty społecznej – to zadanie wydaje się niezmiennie aktualne od wielu lat. Czy jest możliwe, by różnić się w zgodzie i szacunku?

Znowu odwołam się do papieża Franciszka, który wiele razy powtarzał, że ludzkość znajduje się w trudnym czasie nie tylko z powodu COVID-19, ale również innego straszliwego wirusa, który może okazać się jeszcze bardziej zabójczy: wirusa egoizmu. Ten wirus wyraża się w takim myśleniu, które mówi, że życie będzie lepsze, jeśli będzie lepsze dla mnie, że wszystko będzie dobrze, jeśli ja będę miał dobrze. Przeciw temu wirusowi Ojciec Święty poleca „wytwarzać przeciwciała solidarności”, wskazując, że życie jest zawsze życiem razem, bo w pojedynkę prędzej czy później upadamy. Mam nadzieję, że epidemia uświadomiła wszystkim, że nie ma alternatywy dla ludzkiego braterstwa. Jeśli nie będziemy dbać o siebie nawzajem, nie uda nam się uleczyć świata, a wówczas – może to zabrzmi mocno – nie będzie przyszłości dla nikogo.

Polaryzacja w społeczeństwie jest bardzo wyraźna. Jak ostrą może przybierać formę, pokazał Strajk Kobiet. A mimo to Rada Miasta przyznała tej organizacji Nagrodę Wrocławia. Czy nie powinniśmy stanowczo sprzeciwić się tej decyzji?

Zgodnie z prawem o przyznaniu nagrody decydują radni miejscy, którzy pełnią tę funkcję z wyboru mieszkańców miasta. To wrocławianie zdecydowali o wyborze takich, a nie innych radnych, i oni w ich imieniu uznali, że dany podmiot na nagrodę zasługuje. Nie ukrywam, że trudno mi tę decyzję zrozumieć, ponieważ w moim odczuciu Nagroda Wrocławia to nie tylko uhonorowanie konkretnych osób, ewentualnie podmiotów, ale również promocja pewnych wartości czy idei, realizowanych przez laureatów. Jeśli miejscy radni, podnoszący rękę za przyznaniem tej nagrody, uważają, że sceny, których byliśmy świadkami w naszym mieście, a mam tutaj na myśli niszczenie zabytków, zastraszanie ludzi modlących się, nawoływanie do zakłócania nabożeństw czy wulgarne odnoszenie się do drugiego człowieka, zasługują na promocję, to mogę tylko mieć nadzieję, że nie jest to wyraz myślenia wszystkich wrocławian i że jednak agresja i hejt to nie są postawy, z którymi wrocławianie chcą być kojarzeni i z którymi się utożsamiają. Wierzę w to, że wulgarny język nie jest – zdaniem wrocławian – sposobem prowadzenia debaty pomiędzy ludźmi, którzy mają inne zdanie. Stąd rozumiem tych, którzy nie zgadzają się z decyzją radnych, oraz tych, którzy rozważają zwrócenie nagrody otrzymanej w poprzednich latach. Odbieram to nie jako protest przeciwko konkretnym osobom, ale jako niezgodę na pewne postawy i idee, a także wyraz tego, że są zachowania, których nie powinno się promować, a na pewno nie powinni tego robić ci, którzy mają reprezentować wszystkich mieszkańców. Ciekawe jest to, że od wielu lat przez nasze miasto przechodzi gromadzący ogromne rzesze Orszak Trzech Króli. Nie słyszałem, żeby ktoś poczuł się dotknięty czy urażony treściami prezentowanymi podczas tej inicjatywy. Wręcz przeciwnie – przyciąga ona całe rodziny, nikogo nie wyklucza, łączy mieszkańców. Do dzisiaj nikt nie pomyślał o nagrodzeniu organizatorów. W tym momencie Rada Miejska wskazuje, które postawy są jej bliższe.

Za kilka dni rozpoczną się wakacje. To czas wzmożonego ruchu pielgrzymkowego. Rekomendacje GIS znów pozwalają na organizację – pod pewnymi warunkami – pielgrzymek pieszych. W jakiej formule wyruszy tegoroczna, 41. Piesza Pielgrzymka Wrocławska?

Zależy mi na tym, by to dzieło, któremu poświęcił swoje życie ks. Stanisław Orzechowski, nadal się rozwijało, i nie ukrywam, że wierzę w nowy impuls, który da nowe życie naszej wrocławskiej pielgrzymce. Przecież za nami jubileusz 40 lat pielgrzymowania, a w Piśmie Świętym liczba 40 jest symboliczna. Izraelici 40 lat szli do Ziemi Obiecanej, Eliasz 40 dni szedł do góry Horeb, Mojżesz był 40 dni na górze Synaj, Chrystus pościł 40 dni na pustyni. Tych czterdziestek jest w Biblii o wiele więcej, natomiast są one zawsze czasem próby, pokonywania trudności, w pewnym sensie dojrzewania do zadań, które Bóg zaplanował. Mam wrażenie, że pielgrzymka z „Orzechem” dojrzewała, by teraz już kontynuować i rozwijać tę ważną misję, jaką są rekolekcje w drodze. Co do szczegółów technicznych, będziemy chcieli – jak zawsze – zadbać o bezpieczeństwo uczestników oraz tych, z którymi spotykamy się po drodze, i zrobimy wszystko, by nie narażając nikogo, w większym gronie niż w ubiegłym roku dotrzeć na Jasną Górę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama