Nowy numer 38/2021 Archiwum

Pomoc osobom z myślami samobójczymi. Życie warte jest rozmowy

Jadwiga w czasie studiów poczuła się przytłoczona problemami. Łukasz, pochodzący z rodziny naznaczonej alkoholizmem, już w dzieciństwie założył, że gdy będzie naprawdę źle - po prostu zniknie. Lilianna nie miała pracy i pieniędzy. Podjęli próby samobójcze. Jak można takim czynom zapobiec?

W Polsce codziennie 15 osób odbiera sobie życie, a 225 próbuje to uczynić. Gdzie szukać pomocy, jeśli sami przeżywamy kryzys lub chcemy wesprzeć innych? Wsparciem może być portal Życie Warte Jest Rozmowy (zwjr.pl)

Żeby przestało boleć

Prawdziwe historie osób, które mają za sobą kryzys emocjonalny, można poznać we wspomnianym serwisie w zakładce Przywróceni Życiu. W rozmowach z Michałem Stankiewiczem opowiadają o tym, jak poradziły sobie z problemami. – Nie pracowałam, nie miałam pieniędzy, nie miałam co jeść. Palę. Nie miałam papierosów – wspomina pani Lilianna z Wrocławia, była nauczycielka. – Poszłam do mojej przyjaciółki. Gdy weszłam, złapała się za głowę. Miałam wszystko wypisane na twarzy. Zapytała: „Lilia, jak ty wyglądasz?”.

Decyzja o targnięciu się na swoje życie w przypadku wrocławianki to był nagły impuls, spontaniczne działanie. – Zanim popełni się samobójstwo, człowiek bardzo cierpi. Chce zakończyć to cierpienie, chce, żeby już przestało boleć – tłumaczy. Dziś inaczej spogląda na wiele rzeczy. – Targnęłam się na życie, nie wyszło. Przeżyłam, mam więc żyć dalej. Niech to będzie życie pełne, nie wegetacja – mówi. To nie znaczy, że nie ma trudnych chwil. Przyłapała się kiedyś na tym, że w obliczu różnych problemów znów po głowie krążyła jej myśl: „Co by było, gdybym tak…”. „Nie, stop, nigdy więcej!” – przerwała sama sobie. Uważa, że osoby w takim kryzysie nie można pouczać, ale wysłuchać i zrozumieć. To może jej pomóc wyrwać się z kręgu myśli o śmierci. Łukasz wspomina, że nigdy nie wierzył w siebie. Nękało go poczucie, że pochodzi z gorszej rodziny, gdzie były alkohol, przemoc... – „Jak coś się nie uda, to mogę się zabić”. Taki przyjąłem scenariusz – wspomina. O pierwszej podjętej próbie samo- bójczej nikt nie wiedział, po drugiej – wylądował w szpitalu. Trzecią podjął po spowodowaniu w USA wypadku samochodowego pod wpływem alkoholu. Co prawda nikomu z pasażerów – jego znajomych – nic się nie stało, a on sam nie trafił do więzienia, ale czuł, że zawiódł wszystkich. Myślał: „Co powie babcia, ciocia?”.

Po trzeciej próbie odebrania sobie życia trafił na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Miał tam chwile refleksji, jednak nie zdecydował się na gruntowne przepracowanie swoich problemów. Topił je w weekendowym imprezowaniu, w alkoholu i narkotykach. – Kiedy boli nas ząb, to czasem bierzemy tabletkę, a nie idziemy do dentysty. Tak było ze mną – wspomina. Za swój główny błąd uważa brak rozmowy o tym, co się stało, zamiatanie pod dywan trudnych wspomnień, emocji, „łykanie tabletek” zamiast terapii, sięgnięcia do korzeni. Przełom przyszedł dopiero pod wpływem rozmowy z dziewczyną, którą pokochał, a która obecnie jest jego żoną. „Popatrz na siebie: jesteś wspaniałym przystojnym mężczyzną. Masz dobre serce. Co ty robisz ze swoim życiem?” – zapytała, wyciągając go kiedyś z ostrego imprezowania. W końcu podjął decyzję. Zapragnął zmiany.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama