Nowy numer 38/2021 Archiwum

Memento mori przy parkowych alejach

Zdjęcie pogodnej kobiety opatrzone jest napisem „Od Twojej Mamy dla syna wreszcie znalezionego”. Spoczywający tu Ernesto był widać przed ponad 100 laty przez kogoś wyczekiwany, opłakiwany. Jak wielu zmarłych z nekropolii dawnego Wrocławia, których groby dziś kryją się wśród miejskiej zieleni.

Fotografię umieścił ktoś przy mogile Ernesto spoczywającego na cmentarzu Żołnierzy Włoskich, wśród drzew parku Grabiszyńskiego. Na zielonym terenie przetrwały enklawy zlikwidowanej części dawnego ogromnego cmentarza Grabiszyńskiego. Ostały się kwatery, gdzie pochowani są włoscy jeńcy z czasów I wojny światowej, oraz mały cmentarzyk dziecięcy. Na terenie niefunkcjonujących już przedwojennych cmentarzy powstały też inne wrocławskie parki, m.in. Gajowicki, Skowroni czy Zachodni.

Należy się pamięć

Pan Jacek wspomina noc sylwestrową z 1970 na 1971 r., kiedy mieszkająca w okolicy znajoma postanowiła pokazać kolegom i koleżankom cmentarny teren, obok którego mieszkała, w tym cmentarz Żołnierzy Włoskich. Naruszone zębem czasu nagrobki, przywalone konarami, wywarły na młodym człowieku wielkie wrażenie. – Opowiedziałem o tym cmentarzu koledze pracującemu w „Wieczorze Wrocławia”. Pojechał tam następnego dnia z fotografem. Kiedy gazeta z artykułem została wysłana do ambasady włoskiej w Warszawie, do Wrocławia przyjechali pracownicy ambasady, zgłaszając się do ówczesnego wojewody wrocławskiego. Wskazano im cmentarz, a oni bardzo się ucieszyli z jego odnalezienia. Został wtedy uporządkowany, przy wsparciu ówczesnych, komunistycznych władz – opowiada wrocławianin. Dodaje, że w sierpniu ubiegłego roku nagły atak choroby sprawił, że śmierć spojrzała mu w oczy. – Odebrałem to jako rodzaj sygnału mobilizującego do uporządkowania różnych życiowych spraw – tłumaczy. Wśród nich była także kwestia wspomnianego cmentarza wojskowego, która przed laty zapadła panu Jackowi w serce. – Nie jestem zainteresowany nim ze względów rodzinnych czy sentymentalnych. To po prostu sprawa chrześcijańskiej postawy, szacunku dla zmarłych, i to jeszcze przedstawicieli narodu włoskiego, bardzo nam przyjaznego – mówi. Majowa wizyta w tym miejscu (tuż po rocznicy zakończenia II wojny światowej) uświadomiła mu, że nekropolia znów wymaga renowacji – domagają się jej płyty nagrobne, płot, tablice informacyjne. – Również otoczenie należałoby uporządkować – dodaje, zastanawiając się, czy na przykład wojsko lub skauci obu narodowości nie mogliby zaangażować się w konieczne prace. – Na szczęście pobliski cmentarz Żołnierzy Polskich jest zadbany – zauważa. Kawałek dalej, na terenie obecnego parku Grabiszyńskiego, znajduje się niewielki cmentarzyk z pochówkami dzieci – niemieckich oraz polskich, zmarłych tuż po II wojnie światowej. Ginące w trawie nagrobki też wymagają odnowy. „Hier schläft unser Liebling Irmgard”, „Hier schläft unser Goldiges Kind Eva-Maria…” Napisy przypominają o „śpiących” ukochanych synkach i córeczkach, o dzieciach zmarłych tragicznie.

W wojennych zawieruchach

Wspomniany cmentarz Żołnierzy Polskich znajduje się tuż obok parku Grabiszyńskiego. Utworzony został na specjalnie usypanym wzgórzu w latach 1968–1970, potem rozbudowany, z pomnikiem Łucji Skomorowskiej symbolizującym skrzydła husarskie, z umieszczonymi przy grobach stylizowanymi mieczami grunwaldzkimi. Spoczęły tu szczątki ponad 600 osób, przede wszystkim polskich żołnierzy (zmarłych w niemieckiej niewoli, poległych na froncie i w walce podziemnej), a także m.in. przymusowych robotników. Cmentarz Żołnierzy Włoskich jest starszy. W książce „Cmentarze wojenne Wrocławia w latach 1939–2002” (Wrocław 2008), wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej, Grażyna Trzaskowska pisze, że jego historia sięga bitwy stoczonej przez włoską armię oraz sprzymierzone siły austrowęgierskie i niemieckie pod Caporetto (obecnie Kobarid w Słowenii) w październiku 1917 r. Ta pierwsza poniosła klęskę, a wówczas część włoskich żołnierzy trafiła jako jeńcy na Dolny Śląsk, w tym do Wrocławia. Wielu z nich wkrótce zmarło – na skutek odniesionych ran, chorób, trudnych warunków życia. Włoska nekropolia powstała na terenie cmentarza Grabiszyńskiego – na obszarze zakupionym od niemieckich władz miejskich dzięki staraniom włoskiego rządu. Po przeprowadzonych pracach ekshumacyjnych spoczęły tu szczątki 1017 włoskich jeńców wojennych, pochodzące z 71 cmentarzy niemieckich. Uroczyste błogosławieństwo grobów odbyło się 2 listopada 1928 r. Na nekropolii stanął pomnik ku czci poległych, który zaprojektował Angelo Regretti. W późniejszych latach pochowano tam również włoskich jeńców wojennych z okresu II wojny światowej oraz Włochów, którzy stracili życie we Wrocławiu podczas jego oblężenia w 1945 r. W 1957 r. włoski rząd przeprowadzał w Polsce ekshumacje i prawdopodobnie wtedy – jak pisze autorka – ciała wszystkich osób zmarłych w latach 1943–1945 zostały przeniesione do Włoch oraz na włoski cmentarz wojenny w Warszawie. Wśród wojskowych nekropolii Wrocławia znajdują się także obecnie cmentarz Żołnierzy Radzieckich i cmentarz Oficerów Radzieckich.

Majestat śmierci

– Cmentarz to jakby miasto w pigułce. To zapis jego dziejów, na które składają się mikrohistorie tych wszystkich, którzy tam spoczywają – mówi Kamilla Jasińska z Centrum Historii Zajezdnia, współautorka przewodnika po cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu, popularyzatorka wiedzy o wrocławskich nekropoliach. Przypomina, że przed wojną w granicach Wrocławia było ich aż 77, większość jeszcze XIX-wieczna. – Cmentarz Grabiszyński oraz Osobowicki to dwa powstałe w 1867 r. cmentarze komunalne, dostępne dla wyznawców wszystkich religii, a także osób niewierzących. Grabiszyńska nekropolia składała się z trzech odrębnych pól grzebalnych. Dziś jako cmentarz funkcjonuje tylko jedna z tych trzech części – tłumaczy. Na miejscu dawnych grobów powstał między innymi park Grabiszyński ze wspomnianymi pozostałościami dawnej nekropolii: cmentarzykiem dziecięcym i cmentarzem Żołnierzy Włoskich. – Podczas likwidacji cmentarza nie przeprowadzono ekshumacji, nie przeniesiono szczątków do ossuariów, ale po prostu usunięto nagrobki. W parku Grabiszyńskim można się zresztą gdzieniegdzie natknąć na ich fragmenty – mówi K. Jasińska. – Podobnie na funkcjonującej części cmentarza – po prostu zaczęto dokonywać nowych pochówków, nie dokonując ekshumacji szczątków przedwojennych. Na cmentarzu Grabiszyńskim zachowało się niewiele przedwojennych mogił – przetrwały m.in. przepiękny nagrobek aktorki Vilmy Illing czy muzyka i dyrygenta Rafała Maszkowskiego. Niestety nagrobne płyty, pousuwane z dawnych wrocławskich nekropolii, często nie były traktowane z szacunkiem. Świadomość konieczności zmiany podejścia wobec pochówków sprzed lat kiełkowała stopniowo. – W 2001 r. zrodziła się we Wrocławiu idea uczczenia dawnych wrocławian oraz miejsc ich spoczynku. Rok później Rada Miejska Wrocławia postanowiła wznieść Pomnik Wspólnej Pamięci – opowiada K. Jasińska. Stanął on w dzisiejszym parku Grabiszyńskim, w miejscu działającego tu kiedyś krematorium. W rozstrzygniętym w 2005 r. konkursie wybrano projekt Roberta Tomaszewskiego, Alojzego Gryta i Czesława Wesołowskiego. Pomnik ma formę cmentarnego muru złożonego z kamiennych bloków, w które wmontowano 46 tablic inskrypcyjnych pochodzących ze zlikwidowanych cmentarzy – katolickich, ewangelickich, żydowskich, komunalnych. Uroczyste odsłonięcie monumentu odbyło się 14 listopada 2008 r.

Zamknięte księgi

Oczywiście kwestia dawnych cmentarzy we Wrocławiu to bardzo szeroki temat – związany między innymi z niechęcią pierwszych powojennych polskich mieszkańców, naznaczonych traumą wojny, do tego, co kojarzyło się z niemieckością, z niemieckim etapem historii miasta. Ludzie ci zresztą stawali wobec konieczności rozwiązywania najpilniejszych problemów życiowych, wobec których troska o stare cmentarze nie wydawała się najpilniejsza. Temat nekropolii to również sprawa traumy lat powojennych – ponurych tajemnic cmentarza Osobowickiego, kryjącego szczątki ofiar komunistycznych zbrodni, zabitych, zmarłych we wrocławskich więzieniach w latach 40. i 50., którym odmawiano prawa do pamięci i godnego pochówku. Osoby towarzyszące ludziom bezdomnym zwracają raz po raz uwagę na kwestię wrażliwości – a raczej jej braku – na groby tych, którzy odeszli w pustostanach, barakach, na działkach, chowanych często jako NN, nieznani. Ale Wrocław to też miejsce unikatowego Muzeum Sztuki Cmentarnej – jakim w całości stał się stary cmentarz żydowski przy ul. Ślężnej (m.in. z grobami rodziców Edyty Stein), panteonu wielkich wrocławian, za jaki można uznać cmentarz św. Wawrzyńca, tajemniczych krypt starych kościołów, tzw. Latarni Zmarłych, która przy wrocławskiej katedrze przypomina o istniejącym tam kiedyś cmentarzu. Stosunek do miejsc pochówku to w sumie kwestia szacunku dla tajemnicy ludzkiego życia – zamkniętej już księgi czyjejś historii, której blasków i cieni, dramatów i piękna nie jesteśmy w stanie odkryć. Pozostaje dbałość o ocalałe miejsca pochówku, a dla chrześcijanina – także modlitwa. Może warto pośród spacerów po wrocławskich parkach pomyśleć czasem o tych, których kości wciąż spoczywają pod trawnikami i alejkami wielu z nich.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama