Nowy numer 38/2021 Archiwum

"Zadymiarze" z parafii pw. Miłosierdzia Bożego

Grają w piłkę, żeglują, jeżdżą na nartach i konno. Chodzą po górach latem i zimą. A czasem potrafią zrobić naprawdę wielki dym. Zapytaliśmy o nich ks. Stanisława Jóźwiaka, proboszcza parafii pw. Miłosierdzia Bożego we Wrocławiu.

Maciej Rajfur: Proboszcz opiekujący się służbą liturgiczną w parafii? To trochę nietypowa sytuacja. Zazwyczaj zajmują się tym wikariusze.

ks. Stanisław Jóźwiak: Praca z ministrantami sprawia mi dużą przyjemność. Sam w przeszłości byłem ministrantem i lektorem. Potem jako wikariusz zostałem odpowiedzialny za służbę liturgiczną, a właściwie odbudowywałem ją od zera. I tak jakoś się złożyło, że jako proboszcz wciąż mam dużą styczność ze służbą liturgiczną.

Mało powiedziane. Nie tylko na co dzień spaja Ksiądz tę grupę, ale gdy widzę, co robicie w wolnym czasie wakacji czy ferii, to jestem pod wrażeniem. Jazda na nartach, górskie wędrówki, spływy kajakowe, jazda konno, żeglowanie, siatkówka...

Staram się wyjeżdżać z nimi, kiedy tylko mogę. Na wakacje i ferie. Zawsze zależy mi, żeby ministranci przyczyniali się do piękna liturgii i żeby czuli się pewnie przy ołtarzu, a przy tym tworzyli wspólnotę. A to jest możliwe także poza nabożeństwami. Stąd te regularne wyjazdy, by tworzyć między nimi więzi. Nie obowiązuje u nas jakiś sztywny podział na ministrantów i lektorów, bo oni się ze sobą wszyscy znają. W naszych podróżach ministranckich uczestniczą też rodzice i na nich mogę liczyć. To nas spaja jako parafię. Dzięki temu przeżywam łatwiejsze doświadczenie, bo dorośli mnie odciążają.

Skąd ten wachlarz aktywności u Księdza proboszcza?

Dzielę się z nimi tym, co sam przeżyłem. To moje pasje, którymi staram się zarażać młodych, by się nie nudzili i zobaczyli, że świat stworzony przez Boga jest naprawdę fascynujący. Uwielbiam pływać kajakiem i jeździć na nartach. Mam też patent żeglarski. Bywałem na morskich rejsach, a uczę się jeździć konno. Widzę, że chłopcy żywiołowo reagują na te aktywności. Bardzo lubią szlifować swoje umiejętności, szczególnie na nartach. Prawie cała grupa nauczyła się jeździć właśnie podczas naszych wyjazdów. Ostatni wypad na nartach był bardzo udany, praktycznie wszyscy ministranci poruszali się już po stoku na takim poziomie, że sprawiało im to przyjemność. Bardzo chcieli jeździć jeden dzień dłużej, niż ja zaplanowałem. A większość zaczynała od nakładania butów i utrzymywania równowagi.

Zima wam niestraszna.

Zimą to w ogóle jest przygoda! W czasie wędrówek górskich zdarzało nam się wpadać w taką zadymkę, że robiło się ekstremalnie. Np. na Skrzycznem w Beskidach. Te przeżycia odrywają ich od codzienności, której nie mają we Wrocławiu.

Czy ta grupa chłopców równie ochoczo służy przy ołtarzu?

Tak, to się wszystko uzupełnia, co mnie bardzo cieszy. Mamy naprawdę zaangażowanych ministrantów, którzy chcieliby jak najczęściej przygotowywać uroczyste liturgie z kadzidłem, świecami i krzyżem. W naszym kościele odprawiamy Mszę z pełną asystą liturgiczną regularnie. W pewnym momencie zauważyłem, że w świątyni nie opada mgiełka, którą tworzył dym z kadzidła, tak często go używali ministranci. Trzeba było specjalnie przewietrzać wnętrze, ponieważ dym sam nie nadążał schodzić (śmiech).

Czyli uwaga, bo w parafii pw. Miłosierdzia Bożego można trafić na dłuższą liturgię? (śmiech)

Też bez przesady. Uroczysta celebracja trwa nieco dłużej, do 1,5 godziny, ale ludzie się nie skarżą. Wręcz odwrotnie. Staramy się nie przesadzać i widzimy, że odbiór ludzi jest pozytywny, bo liturgia ma przy tym swoją dynamikę. Ministranci ożywiają tę rzeczywistość. Już im nieraz mówiłem, że w praktyce ja sam jestem w stanie sobie odprawić Mszę św. i tak wszystko poustawiać, że sobie poradzę przy ołtarzu. Ale ich obecność i zadania uobecniają Kościół. Czynią żywym doświadczeniem obecności Chrystusa.

Wiem, że spotyka się ksiądz z lektorami i ceremoniarzami regularnie na spotkaniach biblijnych. To dla nich obowiązek w ramach służby liturgicznej?

Wszystko jest dobrowolne. Nikt nikogo nie zmusza, ale chłopaki chcą się formować. Spotkanie biblijne jest też częścią wyjazdów. Ministranci, którzy kończą kurs lektorski przy katedrze, otrzymują ode mnie w prezencie pięknie wydane i obłożone Pismo Święte. Żeby mogli mieć ten swój osobisty egzemplarz do czytania i rozważania. Myślę, że ministrant-lektor powinien sięgać do Pisma Świętego częściej niż tylko wtedy, gdy czyta je ludziom podczas Eucharystii. 

Czytanie to jedno, a jak jest u Was ze śpiewaniem psalmów? Spotkałem się w wielu parafiach, że lektorzy czy ministranci zapierają się rękami i nogami przed tym.

Młodzi chłopcy raczej nie palą się do publicznego śpiewania, to zrozumiałe. Natomiast muszę powiedzieć, że u nas nie ma z tym problemu, ponieważ my dużo śpiewamy wspólnie na wyjazdach przy ognisku przy gitarze Stworzyliśmy swój śpiewnik z szantami, piosenkami turystycznymi i religijnymi. To sprawia, że chłopaki naprawdę ładnie śpiewają i potem prezentują to także w kościele, wykonując np. psalm. Włączają się również głębiej w liturgię poprzez aktywny śpiew.

Czasem jest to także forma jakiegoś podziękowania, np. za gościnność w różnych miejscach w podróży. I widzę, jak grupa młodych rozśpiewanych chłopców otwiera ludzkie serca, gdy melodyjnie dziękuje komuś za gościnę. A trzeba pamiętać, że na co dzień to nie jest naturalne u nastolatków. Zazwyczaj nie chcą wydobyć z siebie głosu. Więc otwarcie muzyczne staje się dużą wartością w naszej wspólnocie.

Jaki jest sposób na porządną służbę liturgiczną w parafii? Narty, ognisko, modlitwa, Biblia, śpiew i co jeszcze?

Nie chodzi o wymienienie konkretnych działań, które należy wykonywać w jakimś schemacie. Trzeba po prostu być przy ministrantach i towarzyszyć im. Nie jest to dla mnie łatwe, bo różnica wieku między nami jest duża. Pewnie młodemu wikaremu byłoby łatwiej, ale okoliczności sprawiły, że odnalazłem się w tym. Choć, jeśli mogę, to dzielę się tymi zadaniami. Służba Liturgiczna jest jedną z aktywności parafialnych, którą uważam za bardzo ważną. Ona sprawia, że modlitwa w parafii jest pełna życia. Obecność ministrantów i ich służba spaja parafian i pozwala im jeszcze lepiej przeżywać nabożeństwa. I mówię to w imieniu wiernych, którzy na ten temat ze mną rozmawiali. Bo między ludźmi w ławach kościelnych, a prezbiterium jest jednak jakaś odległość, po części architektoniczna. Służba liturgiczna staje się pewnym pomostem. Wierni nie są już tak oddaleni od ołtarza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama