Nowy numer 19/2022 Archiwum

Organy obudzone

We wspomnienie św. Cecylii w parafii św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu po raz pierwszy zabrzmiał stary instrument.

Kościół św. Franciszka z Asyżu jest świątynią dość nową. Jego konsekracja miała miejsce w 1997 r. podczas Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego. Od tego czasu jego wnętrze bardzo się zmieniło. W upiększanie świątyni angażowali się parafianie, a inspirował proboszcz ks. Kazimierz Sroka.

Jednym z ostatnich elementów wystroju, a jednocześnie praktycznym narzędziem mającym ubogacać sprawowane obrzędy, są profesjonalne organy piszczałkowe. – Dodają blasku tej świątyni, a w nutach i dźwiękach zawarty jest cały trud prac, nasze prośby… Wszystko to jest wznoszone ku niebu. Możemy się tu spotkać z Bogiem. To, co nas otacza – wystrój, muzyka pomaga wznieść myśli i serca ku Bogu. Świątynia jest miejscem, gdzie spotykamy się z Najwyższym. On chce, abyśmy w tym miejscu Go odnajdywali – mówił tuż przed poświęceniem instrumentu abp Józef Kupny, metropolita wrocławski. Ksiądz Sroka przypomniał natomiast, że dotychczas w kościele wykorzystywano organy elektroniczne. Ten etap przeszedł jednak do historii. – Po trzech latach budowy mamy nowy instrument, który będzie uświetniać naszą służbę Bogu – mówił podczas uroczystości. Być może słowo nowy nie jest adekwatnym określeniem, bo w rzeczywistości instrument ma blisko sto lat. Pochodzi z 1928 roku. Był używany w United Reformed Church (Zjednoczony Kościół Reformowany) w Muswell Hill – w północnej dzielnicy Londynu. Ksiądz proboszcz kupił organy w 2017 roku. Zostały one przewiezione do Wrocławia niemal natychmiast. Od tamtej pory trwały prace renowacyjne. Założenie było takie, by maksimum substancji oryginalnej i zabytkowej struktury organowej zostało wykorzystane jako materiał wyjściowy do budowy nowego instrumentu. Została zachowana dyspozycja głosów, a wszystkie oryginalne podzespoły przeszły gruntowną rewaloryzację. Po wstawieniu elementów do wnętrza nowej szafy organowej (zaprojektowanej specjalnie do tutejszego kościoła) nastąpił proces łączenia drogi powietrznej od turbiny do miechów i wiatrownic. Ostatnim, najbardziej długotrwałym i wymagającym etapem były prace związane ze stroną muzyczną – m.in. intonacją, czyli nadaniem odpowiedniego brzmienia, oraz strojeniem, czyli uzyskaniem właściwej wysokości dźwięku. Jak zapewniają przedstawiciele Zakładu Organmistrzowskiego Antoniego Szydłowskiego, budowa organów nie była mechanicznym przeniesieniem, lecz pełną rekonstrukcją angielskiego instrumentu. Dzięki temu można zarówno akompaniować podczas liturgii, jak i wykonywać dzieła literatury organowej, pochodzące z różnych okresów w dziejach muzyki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama