Nowy numer 3/2022 Archiwum

Nie wystarczy 12 miesięcy, by go poznać

Tomasz Żmuda, teolog, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, wieloletni pielgrzym, mówi o św. Józefie i tajemnicach jego życia.

Agata Combik: W drodze na Jasną Górę niektórzy słuchacze Twoich konferencji ze zdumieniem odkrywali na nowo postać opiekuna Świętej Rodziny.

Tomasz Żmuda: Kiedy patrzymy na karty Pisma Świętego, komentarzy Ojców Kościoła i innych pism z pierwszych wieków, to postać św. Józefa ukazuje się jako fascynująca. Pozostawał w ukryciu, ale przecież pochodził z królewskiego rodu Dawida, mógł zostać królem Izraela! W swojej „Historii kościelnej” Euzebiusz z Cezarei pisze, że pod koniec I wieku na rozkaz cesarza szukano potomków Dawidowych, chcąc ich zamordować, by nie było pretendentów do tronu żydowskiego. Euzebiusz notuje, że szukano członków rodziny Józefa. Można powiedzieć, że mamy Heroda – króla uzurpatora – i mamy prawowitego następcę tronu, Józefa, który musi się przed tamtym ukrywać. Jednocześnie mamy jeszcze jednego Króla, którego Józef wychowuje.

Ma on prawo nie tylko do tronu izraelskiego, ale jest przede wszystkim jest Królem Wszechświata, Synem Boga. Historia niczym z filmu sensacyjnego. Jednak Józef nie myśli najwyraźniej o tym, by zasiąść na tronie. Chce tego, czego chce Bóg, pozostaje strażnikiem, opiekunem Jezusa. Trochę mi to przypomina… Aragorna z „Władcy pierścieni”. Ma prawo do korony, ale pozostaje w ukryciu, jest strażnikiem troszczącym się o innych.

Mówisz o Józefie, między innymi za papieżem Franciszkiem, jako o „Cieniu Ojca niebieskiego” – osłaniającym Jezusa, podążającym za Nim, żywej ikonie Boga Ojca.

Józef dla Jezusa jest ojcem, choć nie jest ojcem biologicznym. Uważam, że powinien być szczególnym patronem ojców dzieci przybranych, czy jak częściej mówimy: adoptowanych. Pełnił wobec Jezusa obowiązki ojca – począwszy od tego, że nadał mu imię. Zgodnie z żydowskim zwyczajem czynił to ojciec. Ewangeliści nie zapisali co prawda żadnego słowa wypowiedzianego przez Józefa, ale znamy to jedno, które na pewno wypowiedział. Kiedy podczas obrzędu obrzezania zapytano go, jak będzie miał na imię jego syn, Józef odparł: „Yehoshua”, „Jezus”. Obowiązkiem żydowskiego ojca było nauczenie swojego syna modlitwy, zaprowadzenie go świątyni jerozolimskiej. Zobaczmy, co to za sytuacja: Józef – człowiek prowadzi swojego Syna – Boga do świątyni, uczy Syna Bożego modlitwy do Boga Ojca… Jest głową Świętej Rodziny, duchowym przewodnikiem dla samego Boga-człowieka i dla Jego Matki, wolnej od jakiegokolwiek grzechu.

Samo małżeństwo z Nią było niezwykłe.

Gdzieś od VI–VII wieku ukazywano w Kościele św. Józefa jako starca, w pewien sposób tym uzasadniając fakt pozostania Marii w dziewictwie. Tymczasem św. Łukasz, gdy opisuje Józefa, to używa słowa „aner”, oznaczającego mężczyznę w sile wieku. Jej zobowiązanie przed Bogiem do życia w dziewictwie musiało być przez niego przyjęte, zaakceptowane (zgodnie z prawem jakiekolwiek śluby zamężnej kobiety musiały zyskać akceptację męża, by miały moc obowiązującą). Dotykało to przecież też jego życia. Musiał mieć to przemyślane, widzieć w tym jakiś sens. Święty Ignacy Antiocheński pisze: „Książę tego świata nie znał dziewictwa Marii i Jej rozwiązania, jak również śmierci Pana; te trzy niezwykłe tajemnice wypełniły się w milczeniu Boga”. Twierdzi, że dzięki Jej małżeństwu z Józefem szatan „nie połapał się” na początku, że Jezus to Syn Boży, że Dziewica porodziła Syna. Ludzie widzieli w nim biologicznego potomka Józefa. Jego obecność przy Matce Jezusa pozwoliła osłonić tajemnicą fakt, że narodził się Bóg.

Zastanawiasz się, na czym w tamtym czasie polegało bycie cieślą i czy przypadkiem św. Józef nie pracował przy budowie świątyni jerozolimskiej.

To ostatnie to czysta spekulacja. Nie mamy żadnych informacji na ten temat, zwróciłem jednak uwagę na przekazy dotyczące przebudowy świątyni. Józef Flawiusz pisze, że Herod w okolicach roku 19 przed Chrystusem, wybrał 10 tysięcy najlepszych robotników; wyszkolił część z nich na kamieniarzy, a drugą część na cieśli i tak rozpoczął wspomnianą przebudowę. Czy wśród tych robotników nie mógł znaleźć się młody Józef? Ilu wtedy było cieśli zdolnych do takich prac? Cieśla ówczesny zajmował się także wykonywaniem pługów, jarzm – które pojawiają się w nauczaniu Jezusa (np. Mt, 11). „Jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” – mówił. Czy nie chodzi tu także o krzyż? W warsztacie cieśli – Józefa i samego Jezusa – można znaleźć zapowiedź największych tajemnic zbawienia. Warto odkrywać prawdziwe życie św. Józefa – nie tylko w roku mu poświęconym.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy