Nowy numer 19/2022 Archiwum

Co wspaniałego może wydarzyć się w życiu nieuleczalnie chorego mężczyzny?

O tym właśnie pisze na swoim blogu pt. "Życie na krześle" Łukasz Sobieraj. 35-latek cierpiący na stwardnienie rozsiane postanowił dodać innym motywacji, pokazując, ile dobrego może czerpać z życia mimo postępującej ciężkiej choroby.

Łukasz naprawdę zawstydza. Jest mężczyzną w sile wieku z przenikliwym spojrzeniem i szerokim pięknym uśmiechem. Wysoki, chociaż tego na co dzień nie widać, bo praktycznie cały czas spędza siedząc na krześle. Z dnia na dzień porusza się z coraz większą trudnością. Choroba odbiera mu siły, choć wydaje się jednak, że jest odwrotnie. Bo z Łukaszem nie pograsz w piłkę i nie pójdziesz na rower a mimo to bije od niego wielka energia.

Niby słabnący, a jednocześnie coraz silniejszy człowiek. Po domu przemieszcza się z wielkim trudem. Zgarbiony, skulony, powłóczy nogami po podłodze. 2-letni synek Janek - niezwykle wrażliwe dziecko - wspiera ojca i pokazuje mu palcem, gdzie ma iść, gdzie usiąść, gdzie przystanąć. To jest właśnie źródło szczęścia Łukasza: syn i żona Alina, która niestrudzenie opiekuje się swoimi dwoma mężczyznami.

Czy życie na krześle może dawać szczęście, przynosić satysfakcję? Szczególnie, gdy w czasach przed druzgocącą diagnozą nastoletni chłopak był niezwykle aktywny i kontaktowy? Miał wielu znajomych, lubił taniec i koszykówkę. I nagle w wieku 19 lat wszystko wyhamowało. Pojawiło się stwardnienie rozsiane. Wyrok do końca życia.

35-latek mierzy się z chorobą już 16 lat. Leki tylko nieznacznie zwalniają jej rozwój, a Łukasz widzi, jak każdego kolejnego dnia obejmują go coraz większe ograniczenia. Jego świat skurczył się do mieszkanka i krzesła. Wydaje się nieprawdopodobne, by można było od niego czerpać radość, mobilizację i szczęście, ale to się dzieje.

Od kilku lat wrocławianin jest oswojony z chorobą. Ta akceptacja zajęła mu sporo czasu. Na początku walki ze stwardnieniem rozsianym ukrył się, schował się przed otoczeniem. Nie chciał litości, użalania się nam nim. Kiedy miał już widoczne gołym okiem problemy z poruszaniem się na ulicy, co chwilę oglądał się za siebie i sprawdzał, czy nikt go nie obserwuje. Przewracał głową, by szukać potencjalnych gapiów. Choroba znacznie obniżyła jego poczucie własnej wartości.

Choć nie było łatwo, Łukasz podjął rękawicę, którą rzuciło mu życie. Minęło 4 lata od kiedy bez przerwy modli się Nowenną Pompejańską. Prosi Boga o uzdrowienie, ale uzdrowienie nie przychodzi.

-  Moja żona mówi z humorem: "Co mi po tym, że będziesz uzdrowiony w wieku 86 lat?" (śmiech) Ale ja w to wierzę, że może się tak stać! - oświadcza bez ogródek.

Zauważa jednocześnie, że wokół niego dzieje się wiele dobrych rzeczy. Odżył, gdy w szpitalu poznał swoją przyszłą żonę - Alinę. Ona tchnęła w niego nowe życie i dała mu wspaniałego zdrowego potomka - Jana.

- Nawet relacje z teściową, które przecież często są tematem do żartów, mam niezwykle dobre. Bardzo się lubimy. Pracuję jako programista, dzięki czemu spełniłem swoje marzenia zawodowe. Dzisiaj doceniam to, czym na co dzień obdarza mnie Bóg. Pomyślałem, że może przyszedł czas, żeby o tym napisać. Dlatego stworzyłem własną stronę, którą wypełniam blogowymi wpisami od listopada - mówi Łukasz Sobieraj.

Chciałby pokazać innym ludziom swoje motywacje, radości i walkę z trudnościami.

- Mimo tego, że moja choroba jest trudna, bardzo postępuje, leki nie pomagają, ledwo się ruszam, nie wychodzę w ogóle z domu i siedzę ciągle na tym krześle przy biurku - jestem szczęśliwy. Może ludziom wydaje się, że jak na człowieka spada nagle taka straszna diagnoza, to już koniec świata. Niekoniecznie. Kluczowe znaczenie ma  obecność Boga, Maryi i najbliższej rodziny w moim życiu - opisuje Łukasz.

Lubi czytać książki i lubi pisać. Kiedyś, za gimnazjalnych czasów, tworzył wiersze. Nogami ledwo co rusza, ale ręce ma sprawne. Chce dobrze wykorzystać swoje życie na krześle. Tak też nazwał swojego bloga - "Życie na krześle".

- Piszę o sobie, ale wrzucam także opowiadania. To 100 procent mnie. Nie owijam w bawełnę, nic nie ukrywam, nie pudruję, nie cofam napisanych słów - deklaruje wrocławianin.

Ludzie, którzy czytają jego bloga, odbierają te treści bardzo dobrze. Historia i przemyślenia Łukasza chwytają za serce, motywują i wywołują piękne emocje. Jego blog dociera do chorych. Odkrył go m.in. 20-letni chłopak walczący z glejakiem mózgu, czy znajomi, którzy nie widzieli Łukasz od wielu lat. Teraz go dopingują i odbierają jego treści z podziwem.

- Moje życie to przykład, że mimo tak trudnej diagnozy, udało mi się zrobić naprawdę dużo dzięki Bożemu błogosławieństwu. Skończyłem dwa kierunki studiów, zmieniłem zawód na wymarzony, poznałem wspaniałą kobietę, która została moją żoną. Mamy pięknego syna. To są sprawy nie do przeceniania - wymienia jednym tchem 35-latek.

Jak dodaje, mimo że jest coraz bardziej niepełnosprawny, przeżywa bardzo fajne chwile w życiu. Szczególnie ceni sobie czas z synem, gdy ogląda z nim kreskówki, czy bawi się na materacu.

- Niewielu ojców ma takie możliwości. Staram się nie upatrywać w chorobie nieszczęścia. Skupiam się na pozytywach. Może to mocne słowa, ale gdybym miał się urodzić jeszcze raz, to chciałbym, żeby wszystko potoczyło się tak samo. Wiem, że moja żona nie ma ze mną lekko, bo nie mogę jej pomagać na co dzień, ale równie dobrze mógłbym być zupełnie zdrowy, a obojętny, wyrachowany, nieuczciwy - rozmyśla Ł. Sobieraj.

Swojego bloga ma zamiar prowadzić do momentu, kiedy mu zdrowie pozwoli. Czasem pisze dzień po dniu, a czasem ma kilka dni przerwy. Nie ma reguły. Od razu zastrzega też, że na blogu nie znajdziemy złotej recepty dla innych ludzi chorych.

- Nie sądziłem nigdy, że tak potoczy się moje życie, że będę miał tak niezwykłą rodzinę. Pisanie bloga jest dla mnie formą autoterapii, ale dopiero później zacząłem zdawać sobie z tego sprawę. Mierzę się z ciężkimi tematami. Niektóre wspomnienia wywołują ból. Jeden z wpisów mocno opłakiwałem. Wtedy, gdy pomyślałem sobie, że mój syn nie będzie dorastał ze zdrowym ojcem. Zrobiło mi się bardzo przykro, lecz widzę, że kiedy spisuje pewne myśli, one w późniejszej fazie nie są już dla mnie tak "ciężkie" - wyjaśnia Łukasz..

Wydaje mu się, że jego teksty na zdrowych ludziach nie robią wielkiego wrażenia, ale nie ma racji. Oczywiście, że lepiej z natury rzeczy zrozumieją go chorzy, jednak Łukasz po prostu zawstydza swoim podejściem do życia. Nie tylko się nie poddaje, ale chce czerpać z życia pełnymi garściami w duchu Ewangelii. Jest radosnym, dowcipnym mężczyzną pełnym mobilizacji do różnych działań.

- Najpiękniejsze rzeczy w życiu przychodzą niespodziewanie. Należy się uzbroić w cierpliwość - puentuje mężczyzna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama