Nowy numer 19/2022 Archiwum

Przygoda ze szlachetnym rzemiosłem

Skarby ukryte w nasionach, liściach, korze roślin, historia rodzinna i… delikatna sugestia ze strony ks. Jana Bosko oraz własnego męża. Co wynikło z tej „mikstury”?

Joanna Mazur-Niedziela jest, jak mówi, filologiem o zamiłowaniu do spraw technicznych. Kilka lat temu w jej życiu zaistniało kilka okoliczności, między innymi pragnienie zmiany pracy i – jak podkreśla – opatrznościowa wizyta w salezjańskiej szkole we Wrocławiu.

Geny prababci

– Udaliśmy się tam, by rekrutować dzieci. W szkole odbywał się akurat kiermasz przedświąteczny, a wśród oferowanych wyrobów były także ręcznie robione mydełka – wspomina. Kupiła dwie kostki. „A ty nie mogłabyś takich robić?” – zapytał znienacka mąż w domu. Trochę czasu minęło, nim pani Joanna przekonała się do tego pomysłu, ale ostatecznie mydlarstwo okazało się pasjonujące. Nie bez znaczenia była tradycja rodzinna. – Mój ojciec bardzo często wspominał swoją babcię Józefę, obdarzoną wieloma praktycznymi umiejętnościami. Potrafiła na przykład skonstruować własną manufakturę wody sodowej. Bardzo dobrze robiła też mydła – choć, trzeba przyznać, w tamtych czasach nie była to rzadka umiejętność – mówi. Gdy prawnuczka Józefy samodzielnie wykonała pierwszą kostkę, domownicy zakochali się w jej dziele. Pani Joanna zagłębiła się w świat mydeł i po pewnym czasie zaczęła zajmować się tym zawodowo, powołując do życia własną firmę. Masło kakaowe, olej kokosowy, oliwa z oliwek, olejki lawendowy, pomarańczowy, migdałowy, z drzewa herbacianego, z pestek malin, z liści lub z kory cynamonowca… Lista składników wykorzystywanych w produktach manufaktury wygląda apetycznie i pachnąco. Pani Joanna tworzy wciąż nowe receptury, a niektóre jej mydła wyglądają naprawdę jak smakowite kremowe ciastka lub małe rzeźby.

Od kuchni

Tworzenie dzieł sztuki kosmetycznej wbrew pozorom nie przypomina tylko swobodnej zabawy pachnącymi miksturami. – Przede wszystkim proces tworzenia mydła jest niebezpieczny. Posługujemy się substancjami, które są silnymi zasadami (wodorotlenek sodu, potasu). Trzeba rygorystycznie przestrzegać reguł BHP – wyjaśnia pani Joanna. Tłumaczy, że mydła są traktowane jak kosmetyki, stąd ich produkcję, nawet jeśli jest prowadzona na małą skalę, regulują odpowiednie przepisy prawa. Mydlarstwo to nie rękodzieło. Trzeba zadbać o dokładną dokumentację, opracować receptury, które są poddawane ocenie pod kątem bezpieczeństwa ich użytkowania, uzyskać między innymi wpis do rejestru prowadzonego przez Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną. Opracowanie wspomnianych receptur (których potem należy się trzymać) wymaga sporej wiedzy na temat różnych olejków, kwasów tłuszczowych w nich zawartych. – Gdy mydlarz przystępuje do pracy, potrzebuje dwóch naczyń. W jednym sporządza ług (mieszaninę wodorotlenku z wodą), w drugim przygotowuje mieszaninę tłuszczów; wszystko w odpowiednich proporcjach, we właściwej temperaturze. Potrzebne są urządzenie do podgrzewania, formy, czasem blender. Zasadniczo przy produkcji na małą skalę nie używa się maszyn, ale własnych rąk – mówi pani Joanna. – To jest praca, która ma w sobie rys intymności. Ma w sobie coś ze sztuki, ale wymaga technicznej precyzji, uwagi, wiedzy o każdym składniku. Dodaje, że współczesne mydła naturalne kojarzą się czasem ludziom z „szarym mydłem” robionym niegdyś w domach. To błąd. Tamto było wytwarzane z tłuszczów zwierzęcych. – Miało właściwości odkażające, ale też działało drażniąco na skórę, wysuszało ją – opowiada pani Joanna. – Dziś możemy ustalić odpowiedni stopień zmydlania; obliczyć, ile danego tłuszczu chcemy zmydlić, a ile pozostawić w kostce mydła. Dzięki temu skóra nie jest wysuszana, pozbawiana naturalnej warstwy lipidowej. Używamy o wiele szlachetniejszych olejów pochodzenia roślinnego, jak oliwa z oliwek. Zawierają bogactwo nienasyconych tłuszczów pielęgnujących skórę. Jak podkreśla mydlarka, do produktów dodaje sporą porcję miłości. Unika syntetycznych barwników czy substancji drażniących skórę. Spotkanie ze światem wonnych olejków, mydeł i innych kosmetyków to prawdziwa przygoda. – Jestem pewna, że maczał w tym palce ks. Jan Bosko – podkreśla. – W życiu nie ma przypadków.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama