Nowy numer 3/2022 Archiwum

Działają od 40 lat, ale marzą, by raczej zamykać placówki niż otwierać

Wydaje się jednak, że to marzenie na zawsze pozostanie w strefie życzeń. Bo choć świat się ciągle rozwija, bezdomność była i nadal istnieje. Co więcej, ewoluuje razem ze światem.

Mówiąc o Towarzystwie Pomocy im. św. Brata Alberta nie sposób nie zacząć od nietuzinkowej postaci głównego założyciela Towarzystwa śp. br. Jerzego Marszałkowicza. Zainspirowany Adamem Chmielowskim, zaczął systematycznie pomagać bezdomnym, ubogim i opuszczonym. Już w 1971 prosił władze Wrocławia o udostępnienie budynku na dom noclegowy, lecz bezskutecznie.

Ostatecznie w 1981 r. zainicjował działalność Towarzystwa, które zarejestrowano 2 listopada 1981 r. dzięki ogromnej wrażliwości kilkudziesięciu osób. W noc Bożego Narodzenia br. Marszałkowicz zamieszkał z dziesięcioma bezdomnymi w pierwszym schronisku przy ul. Lotniczej we Wrocławiu. I stał się cud – zarejestrowano organizację, która pomaga bezdomnym.

Komunistyczny system przyznał w ten sposób, że sam rodzi problemy społeczne, a jednym z nich jest bezdomność. To był duży krok do przodu. Jeszcze większym cudem było to, że w stanie wojennym nie zdelegalizowano Towarzystwa, choć zawieszono niemal wszystkie organizacje. Nawet Caritas.

Dziś Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta jest najstarszą i największą w Polsce niezależną organizacją dobroczynną, niosącą od 40 lat pomoc bezdomnym i ubogim. Zrzesza w całej Polsce 2500 członków.

Oferuje różnorodne wsparcie wszystkim potrzebującym, np. samotnym matkom, ofiarom przemocy, dzieciom z ubogich rodzin, osobom starszym i schorowanym, a także więźniom. Posługuje się zarówno tradycyjnymi metodami wsparcia – schroniska, noclegownie, jadłodajnie i punkty wydawania żywności – jak również sięga po nowoczesne i nowatorskie sposoby, np. Centra Integracji Społecznej, mieszkania treningowe, spółdzielnie socjalne, streetworking. Prowadzi także dom pomocy społecznej, zakład opieki zdrowotnej, dom dziecka i hospicjum.

Towarzystwo nie ogranicza działania do pomocy doraźnej, która jest tylko warunkiem wstępnym do ostatecznego rozwiązywania problemów osoby bezdomnej. Każdego potrzebującego przyjmują z zamiarem trwałego wyprowadzenia go z trudności związanych z utratą dachu nad głową.

Towarzystwo jest bardzo dobrym przykładem odpowiedniego wykorzystania środków zarówno rządowych, samorządowych, jak i unijnych, potrzebnych do realizacji ewangelicznej misji. Dzięki wsparciu miasta Wrocławia cztery dekady działalności zaowocowały nie tylko profesjonalną pomocą w zakresie podstawowych potrzeb życiowych, ale także rozwojem innowacyjnych obszarów działalności.

– Wzorujemy się na św. Bracie Albercie, który na swoje czasy był pionierem, oryginałem, człowiekiem pomysłowym i pełnym energii – stwierdza Wojciech Bystry, prezes TPBA. W efekcie tego podejścia powstały m.in. przestrzeń kulturalna i kreatywna MiserArt oraz grupa filmowa Cinema Albert Production.

W 2020 roku na terenie Polski Towarzystwo prowadziło 49 schronisk męskich i 9 schronisk żeńskich, 4 domy dla kobiet z dziećmi, w których przebywa ponad 2500 osób.

– Myśląc o pracy z osobami bezdomnymi, nie można pominąć najważniejszej kwestii, którą jest miłość. Bez niej nie da się zrobić tyle, ile jesteśmy w stanie zrobić jako pracownicy Towarzystwa. W niej kryją się cierpliwość, dobroć, empatia, radość, troska, szacunek, konsekwencja, akceptacja. A także ofiarowane poczucie bezpieczeństwa, pozwalające podopiecznym popełniać błędy, które ich rozwijają, popatrzeć w przyszłość, być autentycznym, iść naprzód pomimo trudności. W naszej pracy po prostu trzeba kochać drugiego człowieka – oświadcza Agnieszka Panasiuk z TPBA.

Waldemar Rybczak ma 66 lat; jest bezdomny już od ponad 20. Jego problemy zaczęły się od nadużywania alkoholu. Przez pijaństwo rozpadła się rodzina. Odszedł od żony i dzieci.

– Od 14 czerwca 2003 roku chodzę czyściutki jak łza. Skończyłem terapię i trwam. Wieczorami modlę się tak samo: dziękuję, że wytrzymałem kolejny dzień w trzeźwości, i proszę o następny – opowiada. Po przemianie odnowił kontakty z dziećmi i z rodziną. – Opiekowałem się jeszcze rodzicami i pochowałem ich jako trzeźwy Wnuki wołają do mnie „dziadziuś”. Chce się żyć – stwierdza pan Waldemar, nazywany w schronisku dla bezdomnych mężczyzn Walusiem. Niedawno obchodził 18. rocznicę trzeźwości.

Bezdomność jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń w życiu człowieka, dlatego tak trudno z nią walczyć. Wiąże się z wieloma słabościami i nałogami. Stąd konieczna jest praca holistyczna. Na co dzień osób w kryzysie bezdomności nie zauważamy, ponieważ nie jesteśmy w stanie wyłowić ich wzrokiem. Swoje wrażenie bezdomności budujemy jedynie na drastycznych przypadkach.

– Jesteśmy w pewnym sensie społecznym pogotowiem ratunkowym, bo walczymy o człowieka w wymiarze psychologicznym i duchowym. A tak naprawdę walczymy jednocześnie o swoje człowieczeństwo, o wartości, które cenimy w ludziach – tłumaczy dr Aleksander Pindral z Koła Wrocławskiego TPBA, które zostało zawiązane w 1983 roku.

Towarzystwo przeszło wraz z całym krajem transformację. Przemiana ustrojowo-gospodarcza przyniosła zmiany na lepsze, ale z drugiej strony znacznie powiększyła się liczba osób bezdomnych. Zlikwidowano bowiem zakłady pracy, a co za tym idzie, także hotele robotnicze, które dawały tanie utrzymanie. Ludzie trafiali wprost na ulice i wtedy ogromną falą lądowali w Towarzystwie.

Potem system pomocy społecznej zaczął nabierać kształtów. W 2004 roku wpisano bezdomność jako stan dający uprawnienie do wsparcia, czyli do uzyskania zasiłków. W końcu osoby dotknięte kryzysem bezdomności zaczęły być dostrzegane jako beneficjenci pomocy społecznej. A jednocześnie organizacje, które świadczyły pomoc na ich rzecz, mogły stopniowo liczyć na trochę większe fundusze i ofertę wsparcia.

Duże możliwości dało też przystąpienie do Unii Europejskiej. TPBA pisze wnioski, uzyskuje dofinansowanie i przeznacza zdobyte środki zwłaszcza na projekty aktywizacji zawodowej osób wykluczonych społecznie. Z czasem sprofesjonalizowało zarówno działania terapeutyczno-opiekuńcze, jak i płaszczyznę uzyskiwania funduszy, co okazało się sporym wyzwaniem.

Ta iskra wyszła z Wrocławia i rozpaliła całą Polskę. Trzeba przyznać, że na innych terenach czekała już gotowość realizowania podobnych pomysłów, dlatego w wielu miejscach z zainteresowaniem przyjęto informację o wrocławskim schronisku.

Różne grupy w różnych okresach składały wizyty i sprawdzały ten dobroczynny pomysł. Co więcej, kiedy kadra wrocławska się edukowała, przenosiła ideę pomocy bezdomnym w różne miejsca, np. zakładając koło Towarzystwa w Gdańsku.

Czas pokazał, że projekt zbudowany na fundamentalnej postawie brata Alberta okazał się niezwykle wizjonerski. Odpowiadał wyobrażeniom, a także potrzebie serca tysięcy ludzi. Stworzyli oni nie tylko wielką organizację i strukturę, ale wychodzą od 40 lat niestrudzenie z żywą Ewangelią do tych, których skreślono i zepchnięto na margines.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy