Nowy numer 20/2022 Archiwum

Miłość przede wszystkim

Po czterech latach przerwy wrocławskie okno życia otwarło się dla kolejnego dziecka. Tym razem znalazła się w nim kilkumiesięczna dziewczynka. Siostry boromeuszki nadały jej imię Klaudia.

Przez blisko 13 lat funkcjonowania okna życia we Wrocławiu znalezionych zostało w nim łącznie 18 dzieci – 7 chłopców i 11 dziewczynek. Wszystkie zostały otoczone troskliwą opieką sióstr i po kilkudziesięciu minutach przekazane do szpitala na badania, a dalej do ośrodka adopcyjnego, który w większości znalazł dla nich nowe rodziny.

– Mamy skoroszyt, w którym zbieramy podstawowe dane o przekazanych do okna życia dzieciach. Jest w nim m.in. kopia karty informacyjnej, której wypisanie wymaga procedura. Zawiera datę, godzinę, opis ogólnego stanu zdrowia i czynności, które były przy nim podejmowane, a także opis przekazanych wraz z dzieckiem rzeczy – zaznacza s. Ewa Jędrzejak, prezes Fundacji Evangelium Vitae. Boromeuszka zwraca uwagę, że do wrocławskiego okna życia trafiają dzieci nie tylko z Dolnego Śląska. – Mamy wręcz pewność, że część z nich jest przywieziono do naszego miasta, by zatrzeć ślady – dodaje. Ważne, że zdecydowana większość maluchów bardzo szybko zostaje umieszczona w rodzinach adopcyjnych. Klaudia trafiła do nowego domu już po kilku dniach.

Dramat, który budzi radość

Pierwsze dziecko znalezione zostało w październiku 2010 roku, czyli nieco ponad rok po uruchomieniu okna. – To był dla nas bardzo dziwny przypadek. Akurat wtedy – wraz z s. Dorotą Baron, drugą z dyżurujących sióstr – wyjechałyśmy z Wrocławia. Specjalny telefon, do którego podpięty jest alarm, zostawiłyśmy innej z sióstr. No i ona zadzwoniła do nas, że w oknie jest dziecko. To był dla nas szok. Całą procedurą kierowałyśmy telefonicznie – opowiada. Z listu, który zostawiła mama, siostry wiedziały, że dziewczynka – Dorotka – urodziła się zaledwie kilka godzin wcześniej. – Okoliczności sprawiły, że to pierwsze dziecko widziałyśmy jedynie na zdjęciach – dodaje. Jak zaznacza, rzadko zdarza się, by w jednym czasie wyjeżdżały z s. Dorotą poza Wrocław. Ale gdy się to już działo, to właśnie wtedy otwierało się okno. – Trochę się śmiejemy, że w takich momentach prawdopodobieństwo alarmu wzrasta – dodaje. Inna z dziewczynek trafiła do okna życia w lutym, w trzaskającym mrozie. Urodziła się ledwie kilkanaście godzin wcześniej. Była zziębnięta i sina. – Ją ochrzciliśmy na miejscu, bo jej stan budził obawy. Jak się jednak okazało, jej wola życia była wielka i tak jest do dziś – zaznacza s. Ewa. Konsekwencją tego chłodu było zapalenie płuc, które szczęśliwie udało się w szpitalu dość szybko opanować. Mimo zwykle dramatycznych okoliczności, każde znalezione w oknie dziecko to ogromna radość. Zdarzyła się też raz dość zabawna historia. Było to w marcu 2017 roku. Osesek był w dobrym stanie. Z racji zbliżającej się uroczystości Zwiastowania Pańskiego nadały mu imię Gabriel, na cześć archanioła Gabriela zwiastującego radosną wieść Maryi. Po kilku godzinach Gabriel okazał się… Gabrielą. – Pani doktor powiedziała, że mogłyśmy się pomylić. Dziecko miało niezabezpieczoną pępowinę, a my po założeniu klema szybko dałyśmy mu pieluchę i przekazałyśmy pogotowiu – wspomina i dodaje ze śmiechem: – Pomyłka nastąpiła przez naszą zakonną skromność.

Zostawiają, bo… kochają

Pozostawione u boromeuszek dzieci są zawsze nośnym medialnym tematem. Przed laty była jednak taka sytuacja, że dziennikarze pojechali za przekazanym do szpitala maluszkiem i wręcz wdarli się na oddział, by zrobić zdjęcia. Niesmak był ogromny i wspólnie z ordynatorem oddziału noworodkowego podjęta została decyzja, że następnym razem informacja do mediów trafi z opóźnieniem, wówczas, gdy zakończy się już procedura. – Tak rzeczywiście zrobiliśmy. Po dwóch czy trzech dniach, gdy w mediach nie było absolutnie śladu o kolejnym dziecku, dostałam mejlowe zapytanie: „Co jest z dzieckiem, które zostało zostawione w oknie życia?”. To była zaniepokojona mama, której najwidoczniej zależało, by maleństwu nie stała się krzywda i trafiło w bezpieczne miejsce, do dobrych ludzi – wspomina. Podkreśla przy tym, że nic nie musi być takie, na jakie z pozoru wygląda. – Ten przykład pokazuje, w jak ciężkiej dla siebie sytuacji znalazła się ta kobieta, podejmując taką a nie inną decyzję. Jestem przekonana, że zdecydowana większość mam biologicznych naszych dzieci przeżyła ogromną wewnętrzną walkę, w której ostatecznie postanowiły wyrwać kawał swojego serca dla ich ratowania – dodaje. Zaznacza, iż paradoksalnie oddały je z ogromnej miłości, bo życiowa sytuacja mogła sprowadzić na nie niedostatek, przemoc lub inne przykre konsekwencje życiowe. – Stąd zawsze prosimy o nieocenianie podjętych przez kobiety decyzji. O nich należy pamiętać w modlitwie, bo zapewne przeszły w związku z sytuacją, w której się znalazły, niesamowity dramat. W jednym z listów, które mama zostawiła przy dziecku, możemy przeczytać, że przeprasza za to, co zrobiła, ale jednocześnie ma pełną świadomość, że to jest dla niego najlepsze. Czy boromeuszki wiedzą, gdzie trafiają dzieci z okna życia? Czy mają z nimi kontakt? To zależy od rodziny adopcyjnej. O bliższe relacje dba kilka z nich. – Na przykład w tym roku jesteśmy z s. Dorotą zaproszone na uroczystość Pierwszej Komunii Świętej do jednej z dziewczynek. Ona wie już od dawna, że nasze okno życia otworzyło dla niej przyszłość – dodaje s. Ewa.

To nie wszystko

Okno życia to na pewno najbardziej spektakularna i medialna działalność prowadzonej przez boromeuszki Fundacji Evangelium Vitae. Inicjatyw jest jednak znacznie więcej, a wszystkie mają wspólny cel – kompleksowe wsparcie rodziny i promocja ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Na ul. Rydygiera na wrocławskim Nadodrzu działają: zakład opiekuńczo-leczniczy (Ośrodek św. Jerzego), Bank Niemowlaka, Wrocławska Szkoła Rodzenia, poradnia rodzinna, Centrum Troski o Płodność. Pomoc mogą uzyskać również rodzice po stracie dziecka. Tak szeroki wachlarz ofert wymaga odpowiedniego finansowania. Część z nich pochodzi z budżetu Gminy Wrocław. Na inne siostry i współpracownicy muszą pieniądze zdobyć z różnych źródeł. – Wydaje się, że idą trudniejsze czasy. Ze względu na podniesienie kwoty wolnej od podatku wkrótce mniej osób będzie mogło skorzystać z odpisu „1 procenta” na organizacje pożytku publicznego – wyjaśnia s. Ewa, ale jednocześnie wyraża ogromną wiarę, że dotychczasowi darczyńcy znajdą odpowiednią formę na finansowe wsparcie działań fundacji. Oczywiście poza bieżącą działalnością niezbędne są także inwestycje. – Od września ubiegłego roku obowiązują przepisy, które warunkują możliwość korzystania z dotacji publicznych nie tylko od dostępności architektonicznej, ale wszelakiej. Nasza fundacja funkcjonuje w starych budynkach dawnego szpitala i nie wszystkie pomieszczenia są dostępne dla osób niepełnosprawnych, dlatego musimy to zmienić – zaznacza siostra. Podkreśla przy tym, że są już plany budowy wymaganej windy, ale na realizację przedsięwzięcia potrzeba ok. 300 tys. zł. O projektach fundacji oraz o tym, jak ją wesprzeć, można poczytać na stronie www.fev.wroclaw.pl.•

Z listów mam

„Dziecko urodzone dzisiaj w warunkach domowych o godzinie 17.30. Z przyczyn braku transportu odwiezione dopiero o tej godzinie. Poród odbył się szybko, dziecko płakało. Mam 17 lat. Bez nałogów. Ciąża pod okiem specjalisty. Nie mam warunków na jej wychowanie. Na pewno będzie miała dobry dom. Proszę o zabezpieczenie pępowiny, została odcięta wygotowanymi nożyczkami, związana wygotowaną nicią czystymi rękoma”. „(imię dziecka) urodzona 12 lutego o godzinie 2.45 w domu. Urodziła się w odwrotnej pozycji (pośladkowo – przyp. red.). Mam nadzieję, że jest zdrowa”. . „Proszę o zaopiekowanie się moim synem (imię dziecka) urodzonym 29 grudnia siłami natury w 39. tygodniu ciąży w stanie dobrym – 10 punktów Apgar. Przy porodzie syn był owinięty pępowiną, ale udało się go uratować. Tym samym zrzekam się praw rodzicielskich do synka, gdyż mam poważne problemy rodzinne. Gdyby nie one, na pewno zostałby przy mnie. Zalecenia ze szpitala: kontrola ortopedyczna w pierwszym miesiącu życia; kontrola słuchu w drugim miesiącu życia, gdyż ja miałam w ciąży opryszczkę. Proszę go otoczyć opieką i troską. Kocham go, ale w tej sytuacji to jest dla niego najlepsze rozwiązanie. Samotna mama”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama