Nowy numer 20/2022 Archiwum

Zakrystianka niezłomna

Własnymi rękoma wynosiła niewypały z katedry i odkopywała zwłoki spod gruzów po bombardowaniu. Potrafiła wyrzucić złodzieja ukrytego w konfesjonale, dyrygować chórem i kryć przed niepowołanymi osobami sztućce kardynała Bertrama.

W Księgarni Archidiecezjalnej dostępna jest niezwykła publikacja wydana przez TUM: „Kwiaty wśród bomb. Dziennik zakrystianki katedralnej”. Są to zapiski siostry M. Hildelity Troski ze Zgromadzenia Sióstr Szkolnych de Notre Dame, opatrzone wstępem i opracowane przez ks. prof. Józefa Patera, przetłumaczone z udziałem współsióstr s. Hildelity, a także Edmunda Całusa oraz Marii i Daniela Sterników. To prawdziwa perła – nie tylko dla historyków.

Zapracowany Jeremiasz

Siostra Maria Hildelita Troska, urodzona 5 grudnia 1899 r. w Sycowie, w 1918 r. wstąpiła do zgromadzenia. Funkcję katedralnej zakrystianki pełniła od 1940 r. niemal do swej śmierci w 1970 r. – To niesamowite, że pośród licznych zajęć znalazła czas, by prowadzić bezcenne dziś dla nas zapiski. Jej dziennik to uzupełnienie kroniki ks. Paula Peikerta, proboszcza parafii pw. św. Maurycego, dokumentującej oblężenie Wrocławia – mówi ks. prof. Józef Pater, który wyszukał ów dziennik w Archiwum Archidiecezjalnym, a także uzupełnił o dodatkowe materiały. Siostra opisuje dramat, ale i nadzieje towarzyszące wojennym i powojennym dniom. „A ja siedziałam (…) jak Jeremiasz na ruinach świątyni i opłakiwałam naszą drogą, kochaną katedrę” – pisała w czerwcu 1949 r. Nie tylko jednak płakała. Nie przestraszyła się ani sterty gruzów, ani niewypałów wewnątrz katedry. Gdy nie było chętnych, by je usunąć, „(…) dwie sprzątaczki i ja wzięłyśmy do każdej ręki po jednym pocisku i zaniosłyśmy wśród modlitwy i strachu do Odry” – wspominała. Opowiada w swym dzienniku, jak wraz z dziewięcioma innymi kobietami chodziła po okolicy z czterokołowym wózkiem, zwożąc materiały na odbudowę katedry. „Wyruszałyśmy zaraz po Mszy św., o kromce postnego chleba na śniadanie” – czytamy. Z Oporowa przywiozły… 33 wózki wapna, za Halą Ludową znalazły „bezpańskie” deski, na jakiejś łące płachty namiotowe. Kiedy z opuszczonego ogrodnictwa na Oporowie zabierały szyby z okien inspektowych, zatrzymał siostrę milicjant, ale ostatecznie została wypuszczona (modliły się o to gorliwie panie „od wózka”). Pisze o dziewczętach zwanych „blaszanymi pannami”, które ze zniszczonych budynków wydobywały miedź, czy o odnalezionej główce Dzieciątka Jezus z figury przed katedrą wrocławską.

Do ostatniej pieśni

Ksiądz J. Pater podkreśla, że to siostra Hildelita zabezpieczyła skarbiec katedralny w krypcie. – Rosjanie wkroczyli, po gruzach łazili, ale do krypty wejścia nie znaleźli. Zabrali tylko ileś butelek wina i budzik z zakrystii – mówi. Opowiada o szklarskich talentach siostry. „Z panią Adelą wyciągałyśmy szkło na powrozach do góry i zaczęła się praca” – pisze zakrystianka, która musiała dodatkowo zabezpieczać okna kitem przyrządzonym według własnego pomysłu. – To jej zabezpieczenie przetrwało aż do 1963 r., gdy przeprowadzono gruntowniejszy remont katedry – dodaje ks. Pater. Budowlane umiejętności rozkwitnąć musiały zwłaszcza jesienią 1945 r. „(…) Zima się zbliżała, a kto by w takim przeciągu spowiedzi słuchał? (…) Za ołtarzem głównym zamurowałyśmy wszystko aż do zaokrąglenia. Na górze wsadziłyśmy okna z inspektów, a na dole drzwi z jakiegoś schronu” – wspomina s. Hildelita. Dopiero po wojnie zaczęła uczyć się języka polskiego, stąd niektórzy mogli usłyszeć, jak zwraca się po pana Józefa pracującego w zakrystii: „Pane, pane, idź pan zgasić Matka Boska, a zapalić Jana Ciciela” (chodziło o świece w kaplicach Matki Bożej i św. Jana Chrzciciela). „A »Boża coś Polski« i »Maryjo Królowo Polska« – gdzie?” – wypominała czasem po zakończonej Mszy św., gdy nie zaśpiewano tych pieśni. Pośród licznych talentów siostry Hildelity były również uzdolnienia muzyczne. W latach 50. utworzyła chór przy katedrze, grała na organach. „Będę grała i śpiewała do śmierci” – powtarzała. Tak też się stało. 16 czerwca 1970 r., w imieniny siostry przełożonej, s. Hildelita – mimo słabnących sił – bardzo chciała zaśpiewać pieśń, którą skomponowała wraz z inną siostrą. Jej życie dobiegło końca tego samego dnia, wkrótce po wykonaniu utworu. Sylwetka zakonnicy z Ostrowa Tumskiego czeka wciąż na odkrycie. Należy do grona najbardziej zasłużonych dla Kościoła wrocławskiego osób.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama