Nowy numer 20/2022 Archiwum

Nowe, lecz niczym dawne

To historyczny moment nie tylko dla stolicy Dolnego Śląska, lecz także dla regionu i międzynarodowej społeczności miłośników muzyki organowej. O największej tego typu odbudowie na świecie opowiada Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta Wrocław, odpowiedzialny za projekt odbudowy.

Maciej Rajfur: Co się stało z oryginalnym barokowym arcydziełem sztuki i muzyki autorstwa Michaela Englera, które służyło ponad 200 lat w bazylice św. Elżbiety we Wrocławiu?

Włodzimierz Patalas: Instrument, wybudowany przez Englera w latach 1750–1761, był niszczony już podczas wojny, ale jego kres nadszedł 9 czerwca 1976 roku, kiedy całkowicie spalił się podczas pożaru. Łącznie z emporą i balkonami. Wszystko zapadło się do posadzki. Pozostało jedynie sześć fragmentów spalonych rzeźb. Niestety, nie zachowała się także żadna dokumentacja związana z instrumentem. Przygotowanie odbudowy „Głosu Śląska” stało się przez to niezmiernie trudne.

Szukaliśmy chociaż szczątkowej dokumentacji. Bazowaliśmy jednocześnie na organach w Krzeszowie, bo Engler wybudował podobne właśnie tam, a także skorzystaliśmy z instrumentu organowego w Ołomuńcu w Czechach.

Jak to się stało, że miasto podjęło misję odbudowy?

W listopadzie 2011 roku byłem na Mszy odpustowej w bazylice garnizonowej św. Elżbiety. Ówczesny prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz ogłosił, że przyniósł prezent dla tego kościoła: miasto odbuduje organy. Jednocześnie zakomunikował, że osobą odpowiedzialną za to dzieło będę ja, sekretarz miasta. Była to dla mnie niespodzianka, bo nikt ze mną wcześniej nie rozmawiał. Nie zwykłem jednak uchylać się od obowiązków. Wzięliśmy się do pracy.

Jak pokazał pierwszy przetarg, zadanie nie zawsze szło płynnie.

To prawda. Próbowaliśmy szybko przeprowadzić przetarg. Po raz pierwszy ogłosiliśmy go w 2013 roku. Nie udał się, ponieważ firmy dały wysokie propozycje cenowe, przekraczające nasze ówczesne przewidywania. Dopiero w 2017 roku prezydent Wrocławia ponownie zadeklarował chęć wybudowania organów. Kolejny raz powołaliśmy zespół składający się nie tylko z urzędników, którzy zajmowali się sprawami administracyjnymi i finansowymi, lecz przede wszystkim z ekspertów od instrumentu i rzeźby. Do zespołu dołączyli prof. dr hab. Janusz Kucharski z wrocławskiej ASP, dr hab. Piotr Rojek, który jest jednocześnie dziekanem Wydziału Instrumentalnego Wrocławskiej Akademii Muzycznej, i dr hab. Krzysztof Michałek, rzeczoznawca Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Ważnym momentem było rozstrzygnięcie przetargu w lutym 2018 roku. To pokazuje, w jak niewielkim czasie powstał ten fantastyczny instrument.

W kwietniu 2018 roku podpisałem umowę z renomowanym niemiecko-polsko-belgijskim konsorcjum. Od tego momentu zaczęliśmy prace na dobre. W projektowanie i tworzenie poszczególnych elementów organowych w Polsce, Niemczech i Belgii zaangażowanych było 200 osób. Główny mebel stworzyły Zakłady Organowe Zych. Byliśmy pod wrażeniem precyzji wykonania szafy organowej, która waży 12 ton! Jednocześnie wszystkie pozostałe elementy w największej liczbie zostały wyprodukowane w Bonn, głównym zakładzie konsorcjum Orgelbau Klais. Należało odtworzyć aż 22 duże figury, uznaliśmy więc, że nie ma sensu wykonywać ich za granicą. We Wrocławiu powstała pracownia rzeźbiarska. Wszystkie figury – łącznie 400 elementów – pokryto 24-karatowym złotem, którego zużyto kilka kilogramów.

Ile kosztowała inwestycja budowy organów Englera?

Zaplanowaliśmy wydanie 20 mln zł ze środków publicznych i wykonawca po przetargu mieścił się w tej kwocie. Pamiętajmy, że należy to interpretować jednoznacznie: organy zostały odbudowane przez mieszkańców Wrocławia. Szukaliśmy także darczyńców wśród zamożniejszych mieszkańców, którzy mogli nas wesprzeć. Znalazło się wielu donatorów. W sumie ofiarowali oni ok. 2 mln zł. Składam im duży ukłon. Przekazywali niemałe kwoty, między 30 a 100 tys. zł. To dla nas bardzo ważna suma, bo – jak przy każdej tego typu inwestycji – wszystkiego zaplanować nie można. Pojawiły się dodatkowe roboty, ale dzięki zgromadzonym środkom nie musieliśmy występować do rady miejskiej o dodatkowe fundusze.

Co okazało się największym wyzwaniem, a może problemem?

Trzeba było w zespole stworzyć odpowiednią atmosferę, która pomagała, a nie przeszkadzała w realizacji projektu. Między ekspertami pojawiają się różnice zdań – to naturalne. Ale jeżeli nie doprowadzimy do kompromisu między wykonawcą a inwestorem i ekspertami, można pogrzebać całe dzieło. Ten klimat wokół projektu odbudowy sprawił, że skończyliśmy zadanie przed czasem. A przypomnę, że po drodze mieliśmy pandemię i powódź w Niemczech i Belgii, co sprawiło, że część pracowników znajdowała się na kwarantannach lub musiała wracać do swoich domostw na dwa tygodnie. Nasz ostateczny termin oddania organów przypadł na pierwszy kwartał 2022 roku. Wszystko dopięliśmy jeszcze w styczniu.

Jak Pan podszedł do tego dzieła, które koordynował przez kilka lat? Myślę, że to dobry przykład owocnej współpracy magistratu z parafią, z Kościołem.

Nie ukrywam, że podjąłem się tego jako laik w tym zakresie. Myślę, że poradziłem sobie, ponieważ udało mi się poprzez zdolności organizacyjne skompletować dobry zespół administracyjno-finansowy i ekspercki. Cieszę się, że mogłem realizować ten projekt, najważniejszy w moim życiu. A przeprowadzałem różne inwestycje. Budowałem szkoły, hale gimnastyczne, budynki administracyjne. Wiem z doświadczenia, że mieszkańcy często odzywają się przy takich okazjach, że może by lepiej zrobić ulice, chodniki itd. Tutaj nie mieliśmy negatywnego odzewu. Przyświecały mi dwa cele: kościół, szczególnie taki jak ta bazylika, powinien mieć organy. I po drugie: będzie to ważna atrakcja turystyczna we Wrocławiu. Mamy w planach regularne koncerty i festiwale, które moim zdaniem przyciągną wielu miłośników muzyki, mieszkańców i turystów. Wydobędą one całą moc z tego niezwykłego instrumentu.

Czy w pracy pomagał Panu fakt, że jest Pan katolikiem?

Nasze miasto odzyskuje „głos Śląska”. To sprawa niezwykle ważna dla każdego mieszkańca Wrocławia, Dolnego Śląska, a nawet Polski. Koncerty w bazylice św. Elżbiety staną się niepodważalną atrakcją turystyczną. Jako katolik oczywiście niezmiernie się cieszę, że bazylika odzyskuje dawną świetność.

maciej.rajfur@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama