Nowy numer 49/2022 Archiwum

Jak Andrzej Kofluk i Staszek Ozdoba 102 dni do Santiago wędrowali

Jeśli jest się miłośnikiem Camino z okolic Wrocławia, nie można nie znać tej opowieści. Usłyszeć ją można było w czasie niedawnego spotkania w siedzibie Stowarzyszenia Przyjaciele Dróg św. Jakuba w Polsce.

Historia pamiętnej podróży pochodzi z poprzedniego Rok Świętego Jakubowego, który przypadał w 2010 r. Kolejny rozpoczął się w 2021 r., ale ze względu na utrudnienia w pielgrzymowaniu związane z epidemią trwa również w 2022.

– Wyruszyliśmy do Santiago de Compostela na piechotę z samego Wrocławia dokładnie we wtorek 6 kwietnia 2010 roku – opowiadał Andrzej. Na dawnych zdjęciach zobaczyć można uczestników Mszy św. w kościele pw. św. Maksymiliana M. Kolbego, na której udzielono specjalnego błogosławieństwa pątnikom, oraz sporą grupę przyjaciół odprowadzających wędrowców.

Pierwszego dnia dotarli do Proszkowa za Środą Śląską. – Ten odcinek drogi za Środą pozwala zakosztować autentycznego klimatu dawnej Via Regia, funkcjonującej już w średniowieczu – mówił Andrzej.

Opowiadał o dalszej podróży prowadzącej przez Legnickie Pole, Zgorzelec, Goerlitz, Zittau, Pragę; o drodze przez Niemcy, Szwajcarię, Austrię, przez Francję i Hiszpanię. Wspominał wizytę w cysterskim klasztorze St. Marienthal i miejscowości Stará Boleslav, gdzie czczony jest św. Wacław; opisywał uroki Żytawskiej Drogi św. Jakuba, wędrówkę przez kwietniowe śniegi i błota, smak „lodowej” wody mineralnej zamarzającej nocami w namiocie i piękno budzącej się wśród błotnistych dróg wiosny.

Pielgrzymka zbiegła się w czasie z dramatycznymi wydarzeniami w Smoleńsku. Pątnicy wspominali, jak 18 kwietnia oglądali w Klubie Polskim w Pradze transmisję z Mszy św. pogrzebowej prezydenta Lecha i Marii Kaczyńskich. Opowiadali o kościele św. Jakuba w Ratyzbonie, o malowniczym szlaku prowadzącym przez Austrię, Szwajcarię...

– Przekonałem się, że nie istnieją rzeczy nieprzemakalne – mówił z uśmiechem Andrzej, opowiadając o swoim super lekkim namiocie, który miał być całkowicie odporny na deszcz, a wcale takim się nie okazał. – Spaliśmy albo pod namiotami, albo tam, gdzie ktoś użyczył nam gościny. Zdarzyło mi się spędzać noc na ambonie myśliwskiej – mówił. Bliżej Santiago korzystali oczywiście ze schronisk dla pielgrzymów. Żywili się głównie… bagietkami i mlekiem kupowanym w marketach – chyba że ktoś zaproponował im poczęstunek.

– Wiele razy spotkaliśmy się z ogromną życzliwością – wspominali. – W Sankt Gallen pewien „pijany anioł” zaprowadził nas pod drzwi schroniska. Niestety, by je otworzyć, trzeba było znać kod. Zrezygnowani i przemoczeni włóczyliśmy się po mieście. Błąkając się, weszliśmy na chwilę do jednego z kościołów. Trwała tam akurat próba śpiewu. Wypatrzyła nas jedna z chórzystek i zadzwoniła do gospodarza owego schroniska, Josepha, który specjalnie do nas przyjechał, pokonując 20 km motocyklem. Jaka to była radość, gdy mogliśmy się ogrzać i porządnie umyć po kilku dniach braku dostępu do łazienki!

Andrzej ze Staszkiem pokazywali zdjęcia z Genewy (w tutejszej katedrze jest witraż z zamieszczonym wezwaniem do Matki Bożej Częstochowskiej), ze szwajcarskiego Einsiedeln, gdzie znajduje się opactwo benedyktynów z cudowną figurą Czarnej Madonny, a także ośrodek sportów zimowych z kompleksem skoczni narciarskich. – We Wrocławiu znaleziono na placu Nowy Targ plakietki świadczące o tym, że w średniowieczu pielgrzymowano stąd do Einsiedeln – tłumaczył A. Kofluk.

Na fotografiach uwiecznili: spotkanego kiedyś starszego pana, który okazał się franciszkaninem, przez wiele lat pracującym na Karłowicach we Wrocławiu; sympatyczną pątniczkę z Burgundii, wędrującą w towarzystwie swojej oślicy; okolice oglądane podczas podróży Via Podiensis; kościół, w którym pielgrzymi otrzymują specjalne błogosławieństwo, a następnie schodzą do krypty i stamtąd ruszają dalej (bo pielgrzymka to także forma „umierania” – jak wyjaśniał Andrzej).

Nie brakło wspomnień z samej Hiszpanii, także z ostatnich odcinków szlaku, np. z Monte del Gozo, spod monumentu upamiętniającego Światowe Dni Młodzieży w 1989 r. i Jana Pawła II, który mówił tu o chrześcijańskich korzeniach Europy (pomnik niedawno został usunięty przez galicyjskie władze).

Uczestnicy spotkania oglądali zdjęcia z katedry w Santiago de Compostela z relikwiami św. Jakuba Apostoła, ze słynnym kadzidłem („Staszek poszedł się pomodlić i… zniknął. Jak się okazało, nie dał się z katedry wyrzucić, tak że ostatecznie wziął udział w nabożeństwie z udziałem pary królewskiej” – wspominał Andrzej). Podróż zakończyła się nad brzegiem oceanu, na przylądku Fisterra – symbolicznym „końcu świata”.

Szli 102 dni, pokonując średnio 35 kilometrów dziennie, a w sumie pokonali ponad 3,5 tysiąca kilometrów. Swą opowieść zakończyli używanym dawniej przez pielgrzymów pozdrowieniem-wezwaniem, odnalezionym w Kodeksie Kalikstyńskim „Ultreia et suseia, Deus adjuva nos!” (Co wyraża myśl [Idźcie] dalej i wyżej, Boże dopomóż nam!”).

Spotkania miłośników Dróg św. Jakuba odbywają się we Wrocławiu zwykle w każdą III niedzielę miesiąca. Organizowane są przez ks. Tomasza Gospodaryka, kapelana Dróg św. Jakuba w archidiecezji wrocławskiej. Rozpoczyna je Msza św. o 17.00 w kościele pw. św. Maurycego. Po niej kontynuowane jest spotkanie w siedzibie Stowarzyszenia Przyjaciele Dróg św. Jakuba w Polsce (a zarazem działającym tu punkcie informacyjnym poświęconym Camino).

Na marzec planowana jest Droga Krzyżowa miłośników Camino, a także tradycyjna już pielgrzymka z Brzegu do sanktuarium św. Jakuba w Małujowicach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy