Nowy numer 4/2023 Archiwum

Dobra Nowina i pedicure

Bądźcie czujni! Nawet u kosmetyczki możecie usłyszeć o Jezusie, który uzdrawia i zbawia.

W tym roku mija 10 lat od głębokiego nawrócenia Marty Dąbrowskiej. Wtedy mieszkanka Wrocławia uznała Jezusa za Pana i Zbawiciela i zaprosiła go do swojego życia. Chrystus to zaproszenie przyjął i tak się rozgościł, że działa nawet w jej gabinecie kosmetycznym.

Uzdrowienie trwa

Marta wychowana była w rodzinie katolickiej, ale w jej życiu były różne zakręty. Nie brakowało momentów trudnych. Mimo to szukała prawdy i Boga. – Do mojego życia wkradły się pogaństwo, okultyzm, wróżenie. Dużo spraw mi się pomieszało. Tu horoskop, tam czterolistna koniczyna. Wierzyłam w reinkarnację, próbowałam jogi i innych duchowości. Stałam w rozkroku – wspomina. Pewnego dnia trafiła na Mszę z modlitwą o uzdrowienie w parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego na wrocławskim Gądowie. Wówczas prawdziwie odkryła Jezusa. – Bóg pokazał mi moją grzeszność. Później dowiedziałam się, że wspólnota Benedictus organizuje kurs odnowy wiary „Przeżyj to sam”. Wzięłam w nim udział. Tam zapytano mnie, kim jest dla mnie Jezus i czy oddaję Mu swoje życie. Zrobiłam to – opowiada M. Dąbrowska. Jezus rozpoczął proces uzdrawiania jej tożsamości jako kobiety, jako córki Boga, żony i matki. Dotarł w różne poranione obszary. – Uzdrowienie dalej trwa i sprawia, że moje życie rozkwita – stwierdza Marta. Obecnie razem z mężem, który także przeszedł przemianę, należą do wspólnoty Lew Judy. Bóg stał się dla nich bezwzględnie najważniejszą wartością. Za Jego natchnieniem Marta w swojej pracy robi rzeczy niezwykłe.

Jej miejsce na ziemi

Gdy wchodzimy do gabinetu kosmetycznego, w oczy rzuca się obraz Matki Bożej. Na ścianie wisi krzyż. Wśród kolorowych gazet „Gość Niedzielny”. Marta skupiona na swojej pracy wykonuje klientce pedicure. Między nimi toczy się rozmowa. Nie, przed wejściem nie trzeba się przeżegnać, a modlitwa nie jest obowiązkowa do wykonania zabiegu. Tu Bóg działa przez postawę Marty, która jest Jego narzędziem. W branży kosmetycznej pracuje od ponad 20 lat, z przerwą na wychowanie dzieci. Z wykształcenia jest magistrem promocji zdrowia o specjalności kosmetolog. Swój zawód traktuje jak dar od Pana Boga. Wierzy, że to On dał jej potrzebne umiejętności – empatię, delikatność, uwagę, zdolności manualne i odpowiednie podejście: dawanie drugiej osobie poczucia wyjątkowości. Nie zawsze patrzyła na to w taki sposób. Po nawróceniu miała wątpliwości, że może oddaje się próżnemu zajęciu, że może się to Panu Bogu nie podobać i może lepiej, gdy będzie pracować np. w hospicjum. – Modliłam się i zastanawiałam. Jezus powiedział mi, że chce mieć mnie tutaj. I z czasem widzę, że to była świetna decyzja, żebym po wychowaniu dzieci wróciła do zawodu, a moje studia – ta ciężka praca, którą wykonałam – mogły owocować – tłumaczy M. Dąbrowska. Szybko zrozumiała również, że każda osoba, która wchodzi do jej gabinetu, staje się darem Bożym i mieszka w niej Jezus.

Dopytują i dołączają

Całą działalność w gabinecie wrocławianka oddała Maryi, która ją prowadzi do Boga i w życiu duchowym pozwala wyzbyć się rutyny. Zabiegi, które wykonuje, tworzą przestrzeń do rozmowy z klientami. Jej praca pozwala poznać bardzo różnych ludzi. – Dyskutujemy o wielu sprawach. Dostaję pytania, co robię w weekend albo gdzie jedziemy z rodziną na wakacje. Nie kłamię i odpowiadam na przykład, że w weekend mamy małą grupkę we wspólnocie. Dopytują, co to znaczy, więc wyjaśniam, że spotykamy się w kilka osób i się modlimy. A na wakacje jadę do… Gródka nad Dunajcem. Czemu tam? Bo uczestniczę w rekolekcjach – opowiada Marta. Nie ucieka od tematów religijnych, ale nie zaczyna ich z automatu. Prosi Ducha Świętego o prowadzenie w rozmowie, żeby nie przytłaczała innych swoją wiarą. Oddaje się w Jego ręce. Stara się być delikatna, ale nie ukrywa swojej miłości do Jezusa. A jak reagują klienci? Pozytywnie. Niektórzy są zaciekawieni i intensywnie dopytują. Tak intensywnie, że… później lądują we wspólnocie, do której należy Marta. Trafiają tam oczywiście przez gabinet kosmetyczny. – Kiedyś dzieliłam się swoim świadectwem nawrócenia, potem klientka opowiedziała o sobie i nagle zaprosiłam ją na kurs Alfa. Nie planowałam tego. Bez namawiania. Przyszła – mówi M. Dąbrowska. Sprawy wiary włącza do dyskusji, kiedy przynagla ją Duch Święty. Pokazuje ludziom kierunek, zasiewa ziarno, ale owoce daje Pan Bóg. Klientów ujmuje jej naturalność i autentyczność. Jest wierząca i profesjonalna w swoim fachu. – Kiedyś podzieliłam się informacją, że organizujemy kurs odnowy wiary i idą ze mną trzy kobiety. Klientka dopytywała się, co to jest, i w ten sam dzień dostałam wiadomość: „A może też bym poszła z moją koleżanką?” – opowiada kosmetolog.

Raz Msza, a raz salsa

Zabiegi trwają nawet półtorej godziny. Można wtedy szczerze porozmawiać. – Przy paznokciach się więcej rozmawia, przy zabiegach twarzy mniej, ale cisza też działa. I nie chodzi o to, że za pierwszym razem trzeba kogoś nawracać. Nic tych rzeczy. Buduję z ludźmi relację i dzielę się tym, czym żyję, gdy mnie pytają. Kiedyś, przy kolejnej już wizycie, powiedziałam do klientki: „Jadę na Mszę, może chciałabyś pojechać ze mną?”. Zgodziła się. Innym razem pomyślałam, czy nie potańczyć salsy, i zaproponowałam to klientce. Uśmiechnęła się i mówi: „Dzięki, że chcesz ze mną potańczyć, bo myślałam, że chcesz tylko mnie zwerbować do Boga”. (śmiech) Naprawdę trzeba być normalnym, nie udawać świętoszkowatego czy uważać się za lepszego z racji nawrócenia. Wręcz przeciwnie. Ja lubię słuchać ludzi, a widzę, że oni potrzebuję zwyczajnego kontaktu, normalnej rozmowy o codzienności, o pasjach, o marzeniach – zauważa Marta. Pewnego dnia do gabinetu trafiła kobieta, która wiedziała, że Marta jest osobą pobożną. Wynikało to z wcześniejszych rozmów. Zwierzyła się przy zabiegu, że jej koleżanka ma złe wyniki badań i lekarze podejrzewają nowotwór wątroby. Marta zadeklarowała modlitwę podczas najbliższego spotkania grupki. Kobieta nie mogła w tę propozycję uwierzyć. Kosmetyczka przekazała chorej także obrazek św. Szarbela. Miesiąc później, przy kolejnej wizycie, klientka powiedziała: „Mam dobrą wiadomość – wyniki tej znajomej pokazują, że jest zdrowa! Dziękuję pani za modlitwę”. „Nie mnie dziękować, ale Panu Jezusowi!” – odparła z uśmiechem Marta. Klientka poprosiła o modlitwę w intencji swojego męża, a niestrudzona w wierze pani kosmetolog znów wskazała na cenne wstawiennictwo św. Szarbela, które niegdyś uzdrowiło jej córkę.

Być wizytówką

Marta modli się za swoich klientów, ofiaruje za nich Msze Święte. – Podstawą jest relacja. Trzeba się wsłuchać w człowieka i poprosić Ducha Świętego, by nas poprowadził, co mamy w danej chwili powiedzieć. Jedne osoby mówią więcej, inne mniej. Czasem modlę się w duchu w czasie zabiegu. Uwielbiam Boga za to, że przyprowadził do mnie daną osobę – opowiada wrocławianka. Chodzi do niej kobieta niewierząca, w podeszłym wieku. Po którymś zabiegu postanowiła dać Marcie więcej pieniędzy niż powinna. Upierała się. – Zdecydowałam, że za tę zwyżkę zamówię w jej intencji Mszę św. – mówi kosmetolog. Jak przyznaje, należy do osób towarzyskich, kocha ludzi, a Bóg uczy ją cierpliwej i łaskawej miłości do drugiego człowieka. – Jako chrześcijanie jesteśmy niejako wizytówką Jezusa Chrystusa. Dlatego moją pracę oddaję Zbawicielowi i wykonuję ją najlepiej, jak potrafię, na Jego chwałę. Myślę, że w tym względzie liczy się postawa serca. Jak inaczej mogę wyjść do ludzi niewierzących z Dobrą Nowiną? Nie spotkam ich przecież w Kościele – analizuje Marta.

Pierwszy konfesjonał

Często klienci pytają ją: „Spod jakiego znaku jesteś?”. Mówi wtedy, że nie wierzy w horoskopy, wierzy w Jezusa. Zapada cisza. I nie chodzi o rozpoczęcie sporu. Marta tego unika. – Ludzie nieraz opowiadają o znakach zodiaku, bo mają naleciałości. Niekoniecznie są przekonani do tego. Też kiedyś tak mówiłam i robiłam. Teraz Bóg przez tych ludzi pokazuje mi, że zawsze czekał na mnie, że nigdy nie naciskał. Był kroplą, która drążyła skałę – opisuje M. Dąbrowska. Jej klienci najczęściej poszukują jakiejś duchowości. Jedna kobieta usłyszała wcześniej od koleżanki, że ta kosmetyczka jest akurat bardzo religijna. Trochę się zlękła, ale ją to zaintrygowało. Przyszła na zabieg i… dzisiaj jest we wspólnocie Lew Judy wraz z mężem. – Nie obawiam się łatki „wierzącej kosmetyczki”, która może mi jakoś szkodzić. Oddaję to Jezusowi. Zły duch działa i niech mówią, co chcą, ale Chrystus mi da chleba powszedniego. Proszę Boga, żebym była w tym wolna, a nie szukała jakiejś koniunktury. Nasuwa mi się księga Hioba: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” – cytuje wrocławianka. Ludzie opowiadają jej o wielu intymnych sprawach. Często słyszy: „Nie wiem, dlaczego ci to powiedziałam, ale potrzebowałam tego”. – Jedna z klientek stwierdziła: „Pierwszą spowiedź miałam u ciebie, a potem poszłam po latach do spowiedzi do konfesjonału”. Chcę doprowadzać ludzi w jakiś sposób do Jezusa, ale muszę przyznać, że też te osoby mnie prowadzą do Boga. Uświadamiają mi, żeby nie popadać w pychę duchową. Każdego dnia dzięki nim uczę się, jak być córką Boga – podsumowuje żona, matka i pani

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy