Nowy numer 5/2023 Archiwum

Nie tylko dach nad głową. Parafia dla uchodźców

W parafii pw. NMP Bolesnej we Wrocławiu-Strachocinie odbyło się spotkanie integracyjne z udziałem uchodźców ukraińskich. Wkrótce ruszają organizowane przez parafię lekcje języka polskiego, a także spotkania dla mam z małymi dziećmi.

Spotkanie przy herbacie, kawie, ciastku stało się okazją, by nie tylko zastanowić się nad możliwymi sposobami pomocy, ale przede wszystkim poznać się, nawiązać pierwsze nici przyjaźni. Było to tym łatwiejsze, że w okolicy mieszka sporo osób, które przyjechały z Ukrainy kilka lat temu i przeszły drogę odnalezienia się w nowej rzeczywistości, jak Ewelina, obecnie uczennica szkoły średniej, zaangażowana w Kompanii Jonatana, świetnie sprawdzająca się w roli tłumacza i nie tylko.

- W spotkaniu uczestniczą też dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 53, które kilka lat temu przyjechały z Ukrainy. Mogą ułatwić swoim kolegom integrację ze środowiskiem - mówi katecheta Artur Skowron.

- Jako parafia od razu zaczęliśmy przygotowywać transport z niezbędnymi rzeczami dla ludzi z terenu, gdzie toczy się wojna, gdzie sytuacja jest najbardziej dramatyczna. Jeden transport od nas dotarł do miasta Sumy, w środę wyruszy następny - mówi proboszcz ks. Wojciech Jaśkiewicz.

Wspomina o różnych formach pomocy dla uchodźców, którzy zamieszkali w parafii i okolicach. - Mamy już umówionych nauczycieli, którzy będą uczyć języka polskiego chętne osoby z Ukrainy (we wtorek o 17.30 odbędzie się pierwsze organizacyjne spotkanie). Zapraszamy także we wtorek na 10.00 na spotkanie mam z dziećmi, by mogły pobyć ze sobą, porozmawiać. Można zgłaszać w parafii informacje o ofertach pracy. Będziemy na bieżąco reagować na pojawiające się potrzeby - deklaruje.

W czasie spotkania okazało się, że wśród pań są fryzjerki, krawcowa, kucharka, księgowa, jest absolwentka ekonomii i administracji. Panie i ich przyjaciele aktywnie szukają zatrudnienia. Pochodzą między innymi z Białej Cerkwi, spod Kijowa, z miejscowości Czerkasy, jak pani Tania z 10-letnim synem Pietią.

- Jechaliśmy jeden dzień do granicy z Polską, potem pociągiem z Przemyśla do Wrocławia - opowiada. - Syn był w piątek pierwszy raz w szkole, na spotkaniu integracyjnym. Ja szukam pracy. Jestem księgową. Może uda mi się znaleźć zatrudnienie w jakimś sklepie, na kasie czy w magazynie… Mogę też pracować na przykład jako niania - mówi.

Pietia zapisany jest do IV klasy jako jeden z czternaściorga uczniów z Ukrainy. Na razie zaczynają się uczyć polskiego. Chłopak całkiem nieźle porozumiewa się ponadto w języku angielskim. Na Ukrainie pozostali jego tata i dziadek. Rodzina jest w kontakcie. - Mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze - mówią.

Jak przybysze trafili do goszczących ich rodzin? - Zgłosiłam chęć przyjęcia uchodźców w gminie Czernica, a także w parafii - opowiada Katarzyna. - Najpierw jednak skontaktowała się ze mną sąsiadka, która ma pochodzenie ukraińskie, ale od dawna mieszka w Polsce. Została poproszona o pomoc w znalezieniu schronienia dla osób jadących do Polski. W ten sposób trafiła do mnie mama z synem - dodaje.

Pani Anna przyjęła w domu cztery osoby, z okolic Żytomierza. - Wyjechały, gdy już w tamtych okolicach zaczęło się robić niebezpiecznie. Sprowadziła je tu osoba z rodziny, która mieszka we Wrocławiu, ma kartę Polaka. Mieszka u mnie pani Halinka z 10-letnią Anastazją, 17-letnią Nataszą i 19-letnią Maszą - mówi.

Dodaje, że stara się zaangażować dziewczyny w różne zajęcia, by nie siedziały i nie zamartwiały się. Włączają się w domowe prace, ponadto w wolontariat w "Czasoprzestrzeni", a także w wolontariat u sióstr elżbietanek.

Wspomina, że z różnych stron może liczyć na wsparcie w opiece nad gośćmi. W "Czasoprzestrzeni" dziewczyny wybrały sobie ubrania; u elżbietanek otrzymują obiad; czasem bywają tam też na śniadaniu. Skorzystać można z pomocy rady osiedla, parafii, szkoły. Wsparcie zaoferowali sąsiedzi. Siostra Halinki, od dawna mieszkająca we Wrocławiu, zorganizowała w swoim zakładzie pracy zbiórkę żywności. Być może uda jej się tam znaleźć zatrudnienie dla krewnej.

- Kiedyś uczyłam się rosyjskiego. Jakiś czas temu, gdy próbowałam po rosyjsku coś mówić, to przychodziło mi to z trudnością. Teraz przeżywam jakieś "oświecenie"; przypominają mi się znienacka odpowiednie słowa - mówi z uśmiechem pani Anna.

Najłatwiej, jak mówi, odnaleźć się w obecnej sytuacji młodszym dzieciom, które nie są świadome grozy sytuacji. Już 10-latki sporo jednak rozumieją. - Nie wiemy do końca, co dzieje się w ich sercach. Na pewno bardzo tęsknią za swoimi ojcami - zauważa. - Nasza Nastka jest już zapisana do szkoły. Nie wiemy na razie, jak będzie ze starszymi. Jedna dziewczyna jest przed maturą, druga studiowała na II roku biologii. Mam nadzieję, że uda się zapewnić im dalszą edukację - dodaje,

W parafii trwa nieustanna modlitwa o pokój w Ukrainie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy