Nowy numer 5/2023 Archiwum

Wrośnięte w Wołów

Benedyktynki są żywym przykładem, że zasada „ora et labora” daje w życiu szczęście i spełnienie.

Z okazji kolejnej rocznicy śmierci św. Benedykta z Nursji zaglądamy do benedyktyńskiego zakątka w archidiecezji wrocławskiej. To niepozorny klasztor sióstr benedyktynek w Wołowie, w którym żyje siedem mniszek.

21 marca będą obchodzić swoje zakonne święto, a jedna z sióstr imieniny. – Rocznicę śmierci naszego założyciela obchodzimy uroczyście. Traktujemy ten dzień jak niedzielę i podejmujemy tylko konieczną pracę. Panuje atmosfera świętowania – mówi s. Maria Trybała OSB, przeorysza wołowskiej wspólnoty. Życie w klasztorze upływa według starej i sprawdzonej zasady: ora et labora, czyli módl się i pracuj. – Pomiędzy tymi dwiema czynnościami musi istnieć harmonia. Nie dochodzi do takiej sytuacji, że cały dzień się modlimy albo cały dzień pracujemy. Przeplatamy to. Mamy pięć liturgicznych spotkań modlitewnych. Oprócz tego indywidualne czytanie Pisma Świętego i adoracja Najświętszego Sakramentu. Oczywiście codziennie też uczestniczymy w Mszy św. – wymienia s. Maria. Mniszki pracują wytrwale. Szyją szaty liturgiczne, krzyżma do chrztu, a dawniej także ubrania komunijne dla dzieci. Wspierają również misjonarzy, pracujących w odległych zakątkach świata. Wołowskie siostry nie żyją według klauzury papieskiej, lecz konstytucyjnej. Wychodzą z klasztoru tylko w sprawach ważnych. Nie goszczą u ludzi, choć ludzie regularnie goszczą u nich – dokładnie w ich kaplicy. Darzą benedyktynki dużą sympatią i są im życzliwi. Często proszą o modlitwę. W miesiącu intencje są liczone w setkach. Zainteresowani przekazują je zakonnicom przez furtę, mailowo i poprzez Facebook. Oprócz intencji przynoszą ze sobą różnorodne dary – ciasta i owoce. – Czujemy się wołowiankami, jesteśmy włączone w Kościół lokalny i w parafię. Stworzyła się silna więź z tymi ludźmi – przyznaje s. Maria, która od 36 lat mieszka w Wołowie. Są i tacy, którzy od ponad 30 lat modlą się razem z mniszkami. Przywiązanie widać na przykładzie zaprzyjaźnionych rodzin. Najpierw przychodziła się modlić babcia, potem mama, potem córka i wnuczka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy