Nowy numer 31/2022 Archiwum

Pięć odnalezionych

W prezbiterium kościoła pw. św. Antoniego na wrocławskich Karłowicach pojawiły się piękne duże obrazy. Skąd pochodzą i co przedstawiają?

To nie lada gratka dla miłośników malarstwa, ale także historii sztuki, szczególnie tej związanej z Kościołem. U franciszkanów na Karłowicach przed ołtarzem głównym na dwóch ścianach zawisło pięć pięknych obrazów. To dzieła sztuki, które mają ponad 300 lat!

Cykl rozbudowany

Obrazy pochodzą z malarskiego cyklu „Cuda św. Antoniego” autorstwa Johanna Jacoba Eybelwiesera, jednego z najlepszych wrocławskich malarzy barokowych pierwszej połowy XVIII wieku. Nie jesteśmy w stanie prześledzić dokładnie drogi, którą dotarły akurat do franciszkanów na Karłowicach. – Marek Kwaśny w swojej pracy doktorskiej umieścił informację z XVIII-wiecznej kroniki, że w 1719 roku zakonnicy przyjęli darowizny na poczet zamówienia rozbudowanego cyklu jedenastu scen z życia św. Antoniego Padewskiego, który miał znaleźć się w krużgankach klasztoru przy ul. św. Antoniego. Tam, gdzie dzisiaj we Wrocławiu stacjonują paulini – mówi o. Jozafat Roman Gohly OFM z karłowickiej wspólnoty franciszkanów. W dalszej części kroniki napisano, że w latach 1720–1722 kolejni darczyńcy ufundowali następnych jedenaście płócien do tego samego cyklu. Franciszkanie opuścili centrum Wrocławia ok. 1793 r. Po sekularyzacji i likwidacji zakonów wrócili do ówczesnej stolicy Śląska w 1889 r. jako spowiednicy katedralni i zamieszkali przy kościółku św. Idziego. Dopiero w 1894 r. rozpoczęto starania o zakup działki, a następnie budowę klasztoru i kościoła św. Antoniego na obecnych Karłowicach. – Z informacji od najstarszych współbraci wiemy, że wisiały one na ścianach klasztornych w latach 50. – opowiada o. Jozafat.

200-letnia wyrwa

W okresie PRL-u, kiedy większą część klasztoru przejęły władze państwowe, a w obiektach zakonnych mieściło się m.in. liceum, cenne malowidła znajdowały się cały czas w piwnicach. – Gdy w latach 90. ojciec Joachim otrzymał klucze do odzyskanych pomieszczeń piwnicznych, znalazł pięć obrazów zastawionych różnymi regałami i niepotrzebnymi sprzętami. Długo czekały na renowację – stwierdza o. Gohly. Okazało się, że dzieła sztuki są mocno zniszczone i potrzeba sporych pieniędzy, żeby je odrestaurować. Koszt renowacji jednego obrazu oscyluje wokół 45 tys. zł. Prace konserwatorskie rozpoczęto w 2017 r. i kontynuowano aż do końca 2020 r. Nie wiadomo natomiast, co się stało z pozostałymi obrazami z cyklu. Czy zakonnicy je zabierali ze sobą, dokądkolwiek szli? Czy pozostawili w klasztorze przy ul. św. Antoniego, gdzie rozpoczyna się ich historia? Wyrwa w ich dziejach ma prawie 200 lat. Potwierdzenie, że namalował je w latach 1719–1721 właśnie Eybelwieser, udało się uzyskać dopiero przy konserwacji ostatniego obrazu, na którym artysta pozostawił sygnaturę.

Czas je pokazać

Po renowacji obrazy, odpowiednio oprawione, można podziwiać w prezbiterium kościoła św. Antoniego. To pomysł o. Jozafata. – Już swoje przeleżały w ukryciu. Czas, by mogły cieszyć ludzkie oko. Każdy z nich został opisany po łacinie i w języku niemieckim – stwierdza franciszkanin. Pierwsze malowidło po lewej stronie prezbiterium to „Prezentacja św. Antoniego”. Widzimy parę małżeńską, która pokazuje światu 2–3-letnie dziecko. Kolejny obraz przedstawia kazanie św. Antoniego. – Przemawia do ludzi, ale jego słuchacze zaczynają się rozchodzić, ponieważ zaczyna się zbierać na burzę. Inskrypcja na dole obrazu mówi: „Niebo osuszało powietrzem obłok, kiedy Antoni przemawiał” – informuje o. Jozafat. Następne dzieło, najbliżej ołtarza głównego, to jeden z cudów świętego, który nawiązuje do jego bilokacji i do wskrzeszenia umarłego. Po prawej stronie prezbiterium, najbliżej ołtarza, znajduje się obraz zatytułowany „Spowiedź św. Antoniego”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama