Nowy numer 26/2022 Archiwum

O wojnie inaczej. Salon Wzajemnego Szacunku u paulinów

O duchowym wymiarze wydarzeń na ziemi ukraińskiej i walce, jaka toczy się w sercu każdego człowieka, mówił o. Sylwan Marcin Wirkowski OSPPE podczas spotkania zorganizowanego przez Fundację "Dzielnica Wzajemnego Szacunku Czterech Wyznań".

Paulin, który wiele lat spędził, posługując jako kapłan na Wschodzie (począwszy od Mariupola), dzielił się swoim osobistym doświadczeniem tamtej rzeczywistości. – Jestem świadkiem Boga żywego, który niedawno przywrócił mnie do życia – stwierdził na wstępie. – 11 miesięcy temu pękł mi w głowie tętniak, dostałem zakrzepicy… Uczyłem się od początku chodzić. To doświadczenie Boga żywego – który jest, był, będzie – nie było moim pierwszym… On wtargnął w moje życie jako Bóg żywy.

Podkreślił, że to trwanie w Nim pozwala widzieć sens wszystkiego i dostrzegać całą rzeczywistość we właściwym świetle. Za wydarzeniami zewnętrznymi stoi świat ducha. – Bóg nie stworzył zła; Bóg nie jest źródłem wojny, ale pokoju, nie jest źródłem śmierci, ale życia. Zło, śmierć to owoce grzechu, nieposłuszeństwa wobec Niego – mówił.

Zwrócił uwagę na dramat sytuacji na terytorium Ukrainy, gdzie chrześcijanie walczą przeciw chrześcijanom, podobnie jak swego czasu w Jugosławii. – Ta wojna ma również swój kontekst religijny, wypływa z koncepcji tkwiącej w głowie osób odpowiedzialnych za inwazję. Uważają się za tych, którzy niosą wolność, szczęście…. To sytuacja, gdy ktoś cię drapie po sercu, a mówi że głaszcze; wbija ci nóż, a mówi, że to szpilka – stwierdził.

Tłumaczył, że Mariupol został założony w XVIII w., kiedy trafili na te tereny Grecy przesiedleni z Krymu. Wtedy obszar, gdzie powstało miasto, należał już do imperium rosyjskiego; przedtem władali nim Kozacy zaporoscy. – Caryca Katarzyna przesiedliła owych chrześcijańskich Greków pod pretekstem ratowania ich przed wpływami muzułmanów na Krymie – mówił. – Imperium rosyjskie miało i ma wielką praktykę w wysiedlaniu ludzi z podbitych terenów. Od początku obecnej wojny już około milion osób zostało przesiedlonych z Ukrainy do Rosji; w tym 50 tys. z samego Mariupola – na Syberię, a nawet na Daleki Wschód, na Sachalin. To wszystko pod pretekstem ratowania ich „od nazistów”.

O wojnie inaczej. Salon Wzajemnego Szacunku u paulinów   Spotkanie prowadził Stanisław Rybarczyk. Agata Combik /Foto Gość

Wspomniał o negatywnej roli, jaką w obecnym konflikcie pełni prawosławna cerkiew moskiewskiego patriarchatu, która zresztą ma na terenie Ukrainy więcej parafii niż na terenie Rosji. Jej duchowni w niedopuszczalny sposób błogosławią często działaniom wojennym. Przypomniał, że wspomniani krymscy chrześcijanie też włączeni zostali do patriarchatu moskiewskiego, a za czasów stalinowskich promowana była zasada „jedna cerkiew dla wszystkich”; zabraniano funkcjonowania cerkwi greckokatolickich.

– Obecnie także Republika Czeczeńska ogłosiła dżihad, wspierając działania wojenne, pod pretekstem uwalniania ludzi od faszystów – dodał o. Sylwan. – Tak się dzieje, bo ktoś zapomniał, że Bóg jest Bogiem żywym, jest Panem, który stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo.

Podkreślał, że protestuje za każdym razem, gdy słyszy od ukraińskich przyjaciół, że najeźdźcy „to nie są ludzie”. Nie można w taki sposób patrzeć na nikogo. – Dlaczego tak atakowane jest akurat to miasto, które otrzymało imię Maryi, Mariupol? – pytał.

Przywołał dawniejsze próby wyniszczenia – choćby przez głód i wywózki – narodu ukraińskiego. – Dla mnie osobiście zaczęła się już III wojna światowa. Patriarcha Cyryl mówi, że od tego, co się dzieje, zależą losy całego świata. W tym akurat ma rację…

O. Sylwan przywołał słowa W. Sołowiowa, który w 1900 r. pisał, że Antychryst, jako coś, co się przeciwstawia Chrystusowi, jest w każdym z nas. Trwa duchowa walka. – Dla mnie Ukraina jest nam dana, by dokonało się pewne oczyszczenie – nie tylko w narodzie ukraińskim, rosyjskim, ale w Europie albo i szerzej – mówił. – Ta wojna sprawia, że nie można być pośrodku, trochę za tym, a trochę za tym, trochę za złem, a trochę za dobrem, trochę za reżimem, a trochę przeciw niemu. Tak się nie da… Duch Boży ożywia. Ten drugi duch prowadzi do śmierci. Trzeciego nie ma…

Podkreślił, że nie ma prawdziwego pokoju, jeśli następuje utrata ojczyzny, utrata suwerenności. – Każdy człowiek musi chronić się przed zniewoleniem; by jego serce nie zostało ogarnięte przez propagandę, by nie ulegać rodzącemu się w nas gniewowi, nienawiści. Przeciwstawienie się złu musi nastąpić w każdym sercu – dodał. – Inaczej, choćby nastała wolność, człowiek dalej będzie niewolnikiem… Na Ukrainie nie potrzeba, żeby nas jakiś car wyzwalał. Potrzeba, by Ten, który jest prawdziwym Królem, nas wyzwolił – też z duchowej biedy, z korupcji, życia tylko dla siebie, zagrabiania wszystkiego dla siebie.

*

– Od 19 lat prezbiter. Od samego początku swojej posługi związany z Ukrainą, gdzie duszpasterzował dwukrotnie, w sumie 8 lat. Jego pierwszą parafią była parafia pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Mariupolu – przedstawiał o. Sylwana prowadzący spotkanie Stanisław Rybarczyk. – Mówi o sobie, że serce oddał Ukrainie, chociaż posługiwał przez prawie 6 lat jako przełożony i proboszcz również na Łotwie, gdzie między innymi był duszpasterzem Romów.

W swej posłudze prosił, aby Pan posyłał go do tych, których życie zdaje się zatracać w tajemnicy nieprawości, i do tych, którzy najbardziej potrzebują Bożego miłosierdzia. Posługiwał w więzieniach, na ulicy; był też kapelanem na wojnie na Ukrainie w latach 2014-2016, jest obecnie kapelanem Chrześcijańskiej Służby Ratunku działającej na Ukrainie obecnie wśród wojskowych, ich rodzin, a także wśród ludności cywilnej przebywającej na terenach objętych działaniami wojennymi, służąc pomocą duchową, psychologiczną i humanitarną.

Z zamiłowania studiuje hebrajską Torę w języku oryginalnym, interesuje się chasydyzmem, judaizmem biblijnym, relacją Starego Testamentu do Nowego, podkreślając, że korzenie chrześcijańskie są w judaizmie. Był także birytualistą – przez 5 lat mógł sprawować liturgię w obrządku bizantyjsko-ukraińskim.

Mówi o sobie, że jest bardziej prawosławny od wielu prawosławnych; że oddycha dwoma płucami. Od ponad 26 lat, interesując się duchowością chrześcijańskiego Wschodu próbuje pisać ikony – stąd w zakonie przyjął imię Sylwan, na cześć św. Sylwana z góry Athos. Jest wielkim czcicielem Bogurodzicy Maryi, o której mówi, że walczy o niego jak lwica o swoje lwiątko. Lubi śpiewać, nie tylko chorał gregoriański. Gra na harmoszce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama