GN 38/2022 Archiwum

Ostatnie słowo zawsze jest dobre

Biskup Maciej Małyga udzielił sakramentu bierzmowania 12 chorym podopiecznym kliniki Przylądek Nadziei.

Wspólnota przeżywała również uroczystość Pierwszej Komunii Świętej oraz rocznicy Komunii. Mszy św. w kaplicy szpitalnej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego 9 czerwca przewodniczył bp Małyga. Koncelebrował ją ks. Krzysztof Jankowski, kapelan szpitala. Obecny był także ks. Kazimierz Sroka, wieloletni kapelan szpitala przy ul. Borowskiej.

Od sportu po Kościół

– To niezwykła chwila i uroczysty dzień dla nas wszystkich. Cieszę się, że po kilku latach pandemii wróciliśmy do starej dobrej tradycji, która umożliwia naszym dzieciom normalność. Leczymy się z nadzieją, bo Przylądek tę nadzieję daje. Pozwala uczestniczyć w każdym aspekcie życia. Od sportu po wiarę. Sakramenty są dla nas wszystkich i dla was, drogie dzieci, również – przemawiał prof. Krzysztof Kałwak, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK. Barbara Korzeniowska, dyrektor ds. lecznictwa otwartego USK, podkreślała rolę służebną pracowników w szpitalu. Choroba jednego członka rodziny, a szczególnie jeśli chodzi o dziecko, jest ogromnym wyzwaniem dla całej rodziny i, oczywiście, pacjenta. – Przed zespołem terapeutycznym, przed samym pacjentem i jego bliskimi stoi niezwykle ważne zadanie. Naszą rolą – poza tym, żebyśmy byli profesjonalistami i umieli jak najlepiej pomagać naszym pacjentom – jest stworzenie im atmosfery, w której chciałoby się przebywać, leczyć mimo trudności – podkreślała B. Korzeniowska.

Ludzie nadziei

W chorobie to, co dotyczy wiary i roli Boga, ma ogromne znaczenie. – Wiara ma dać siłę, ma pozwolić nam wszystkim wzajemnie się motywować i widzieć cel. Widzieć też Tego, który jest poza tymi wszystkimi ludźmi. Którego nie widać, a który tak naprawdę nas w tym wszystkim wspomaga. To spotkanie pozwala normalnie żyć pacjentom, pokazuje, że choroba nie jest przeszkodą w niczym. Jeżeli tylko stan pacjenta pozwala, kontynuuje on wszystkie swoje role i cele, które ma w życiu, również jako katolik. A tak naprawdę Boga potrzebujemy wszyscy – stwierdziła dyrektor Korzeniowska. Biskup Maciej w homilii zwrócił uwagę na wyraz, które pojawił się kilkakrotnie w liturgii słowa. – Nadzieja, która zawieść nie może, jak uczy nas Pan Jezus. Nadzieja jako pewność co do przyszłości. Pewność co do tego, że przyszłość będzie dobra. Chociaż może ta droga jest trudna. My jako chrześcijanie, jako ci, którzy uwierzyli Panu, jesteśmy ludźmi nadziei, czyli wierzymy, że ostatnie słowo i w naszym życiu, i w ogóle w historii całego świata należy do tego, co dobre. Do tego, co prawdziwe, piękne. Ostatnie słowo będzie należało do życia. Bo Bóg jest życiem – nauczał bp Małyga. Zachęcał, by powtarzać sobie: „Wszystkie moje źródła są w Tobie, Boże”. To przede wszystkim źródło nadziei, wiary, miłości. Sakrament jest bowiem umocnieniem.

Nadzwyczajne warunki

Przygotowania do bierzmowania w Przylądku Nadziei zaczynają się zazwyczaj na początku września. Tym razem trwały one dla niektórych bardzo długo, bo aż trzy lata – z powodu pandemii. Część z tych dzieci już była w procesie remisji choroby i przyjechała na uroczystość z domu. – Inicjatywa wychodziła najczęściej od rodziców. Kiedy dziecko trafiało do szpitala, oni często martwili się tym, przejmowali, bo bardzo ważne było dla nich przyjęcie sakramentu. Nie wiedzieli, jak to zorganizować. My z księżmi zawsze jesteśmy otwarci. Personel kliniki, szkoła i ja jako katecheta ze sobą współpracujemy – opowiada Anna Karbownik. Jak zaznacza, niczego nie robią na siłę, wszystkie działania starają się podejmować z delikatnością i wyczuciem. Każde dziecko jest inne, każde ma inne potrzeby. Podczas leczenia przechodzi różne etapy. Są momenty buntu, są momenty zbliżenia do Boga. Reakcje bywają rozmaite. Pani Anna opowiada, że przygotowania do bierzmowania są trochę inne niż w szkole. Są dzieci, które pytają, co będzie dalej. Niektóre mają świadomość, że chorują śmiertelnie. Mogą się w pewien sposób do Boga przybliżać. – Pojawia się dużo trudności w naszych rozmowach. Tutaj się nie da być samemu, bez Pana Boga. Ja mnóstwo czasu poświęcam na modlitwę, zawierzam Mu wszystko. Nieraz szłam do sali porozmawiać z rodzicem na bolesny temat, przekazać mu coś trudnego, i nie wiedziałam, jak to zrobić. Wtedy modliłam się i Pan Bóg zawsze działał – podkreśla A. Karbownik.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy