Nowy numer 32/2022 Archiwum

Jakubowe marzenie spełnione

12-latek ze Smolca wybrał się w niezwykłą podróż do grobu swojego patrona w Hiszpanii.

To było jego marzenie, które chciał spełnić od dwóch lat. Żeby pójść pieszo do Santiago de Compostela nie było szans, ze względu na szkołę. Sebastian Kraszewski, ojczym Jakuba Dziubana, zaproponował wyjazd skuterem. Chłopiec z niecierpliwością przeczekał pandemię i obaj wyruszyli w podróż życia.

Brat Słońce

Do grobu św. Jakuba dotarli po 12 dniach, pokonując 3300 km. Nie była to łatwa droga. Zarówno kierowca, jak i chłopiec musieli mieć ochronne motocyklowe ubrania, zwiększające bezpieczeństwo, ale niekoniecznie komfortowe w wysokich temperaturach. Wszystkie potrzebne rzeczy wieźli ze sobą na skuterze, więc trzeba było redukować ilość bagażu i jego ciężar. Przygotowania do drogi były bardzo skrupulatne. Od najbardziej prozaicznych rzeczy po paszporty pielgrzyma i duchową podstawę: spowiedź przed wyjazdem, Mszę św. i błogosławieństwo udzielone przez proboszcza parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Smolcu. – Podróż na takim dystansie jest trudna, ponieważ długo siedzi się na skuterze właściwie w jednej pozycji. Choć opracowaliśmy z wujkiem Sebastianem kilka nowych sposobów, by „tyłki nam nie odpadły”. Nie wiadomo, co nas mogło po drodze spotkać, jakie trudności, niespodzianki. Pogoda też była zagadką. Raz bardzo gorąco – ponad 40 stopni – innym razem zimno. Raz deszcz, a za chwilę słońce – opowiada Jakub. – Zazwyczaj bywało słonecznie, poza deszczowym Besançon czy mglistym i upalnym wybrzeżem Hiszpanii ogólnie pogoda bardzo dopisywała – dodaje Sebastian. Najtrudniejszy moment? Przejazd przez San Sebastian. – Droga wyglądała jak w Nepalu. Stromo, wąsko i niebezpiecznie. Ledwo udało się podjechać. Musieliśmy tam przejeżdżać dwa razy, bo zapomniałem swojego telefonu – opisuje 12-latek.

Nie tylko Santiago

Po przybyciu do grobu św. Jakuba chłopiec poczuł radość i satysfakcję, że dał radę i nie poddał się w trakcie wyjazdu. A zdarzały się momenty zwątpienia. Radość okazała się tak duża, że nawet nie czuł zmęczenia. – Było to dla mnie doświadczenie duchowe i przeżycie, które trudno mi opisać słowami. Spełniłem swoje marzenie, wiele spraw sobie ułożyłem w głowie – mówi Jakub. Męski duet spał na kempingach pod namiotem, żeby nie blokować pielgrzymom poruszającym się pieszo miejsc noclegowych. Jedli kanapki szykowane na drogę, lokalne potrawy w barach i restauracjach, a także posiłki ofiarowane przez osoby, które spotykali. – Jechaliśmy szlakiem św. Jakuba, zbierając pieczątki potwierdzające podróż. Przemierzaliśmy od 200 do 450 km dziennie. Od 2 do 12 godzin. Wszystko zależało od naszego samopoczucia. Nie mieliśmy konkretnych założeń co do konieczności odwiedzenia konkretnych miejsc na szlaku – poza Oviedo. W drodze powrotnej byliśmy sanktuarium w Covadonga oraz w Lourdes – opowiada Sebastian. Jedynym problemem serwisowym była konieczność wymiany opony po dojechaniu na miejsce. To nie wycieczka Jak sam wyjazd przeżywała mama Jakuba? – Myślę, że wyjątkowo spokojnie. Ogromnie się cieszyłam, że chłopaki będą miały okazję zobaczyć tak wiele miejsc. Nie powiem, że niczego się nie obawiałam. Zrobiliśmy wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo poprzez odpowiedni strój na motocykl, ubezpieczenie, przygotowanie sprzętu. Jednak na innych kierowców na drodze nie da się w żaden sposób przygotować. Bardzo pomagała mi modlitwa z rana o bezpieczną podróż dla nich i innych uczestników ruchu, a wieczorem wdzięczność, że są cali i zdrowi na kolejnym noclegu – opisuje Monika Kraszewska. Niezwykła podróż miała charter duchowy. Jakub i Sebastian codziennie odmawiali wszystkie części Różańca w różnych intencjach. Pierwszego dnia odwiedzili kościół św. Jacka w Legnicy, słynący z cudu eucharystycznego. Zatrzymywali się po drodze w otwartych kościołach i kaplicach na krótką modlitwę. W niedzielę uczestniczyli w Mszy św. w Figeac (Francja). Ta pielgrzymka wiele młodego Jakuba nauczyła. Zmieniła jego patrzenie na świat. Wpłynęła także na jego relację z Bogiem. – Zacząłem Pana Boga lepiej dostrzegać w swoim życiu. Ta długa trasa sprawiła, że miałem czas pomyśleć o wielu sprawach. Najbardziej podobała mi się droga. Sam fakt podróży. Zobaczyłem wiele nowych miejsc. Oczywiście najważniejszy był dojazd do Santiago de Compostela i modlitwa przy grobie mojego patrona – przyznaje 12-latek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama