Nowy numer 39/2022 Archiwum

Uczcili pamięć gen. Władysława Andersa

W 130. rocznicę urodzin gen. Andersa grupa sybiraków wraz z władzami województwa i samorządem województwa złożyli kwiaty pod tablicą poświęconą polskiemu bohaterowi. Zebrani odmówili także modlitwę.

Do sanktuarium Golgoty Wschodu przy kościele ojców redemptorystów we Wrocławiu przybyli: wicewojewoda dolnośląski Jarosław Kresa, Andrzej Jaroch, przewodniczący Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, Ryszard Janosz, prezes wrocławskiego oddziału Związku Sybiraków, Paweł Rozdżestwieński, dyrektor wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, oraz Katarzyna Osieleniec-Moszczyńska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 73 im. gen. Władysława Andersa.

- Generał Anders to postać, która ma niezwykły wpływ na historię Polski i ogromny wkład w naszą niepodległość. Oprócz tego armia Andersa to rzeczywistość bliska wrocławianom, gdyż wielu Polaków idąc z nią po wojnie znalazło się we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Czasem ich rodziny były w armii lub z tą armią wychodziły ze Związku Radzieckiego do wolnego świata - tłumaczy o. Witold Baran CSsR, proboszcz parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Matki Pocieszenia we Wrocławiu. 

Poprowadził on modlitwę przy tablicy poświęconej gen. Andersowi.

- Każde dziękczynienie za osoby związane z odzyskaniem niepodległości jest uświadomieniem sobie, że ta niepodległość i wolność jest darem Pana Boga. A zatem, kiedy dziękujemy za bohaterów i modlimy się za nich, uświadamiamy sobie, że w historii narodów Bóg daje takich ludzi, którzy mają swój szczególny wkład i szczególną rolę w niepodległość i wolność narodów - wyjaśnia redemptorysta.

Sybiracy darzą wielkim szacunkiem gen. Władysława Andersa.

- Losy polskich rodzin zostały związane z gen. Andersem. Dla wielu zesłańców Sybiru stał się tą osobą, która uchroniła je od śmierci. Część sybiraków generał Anders i jego działania natchnęły nadzieją, że mogą wrócić do ojczyzny. Inni wstąpili po prostu do jego armii i udało im się wyjść z Syberii razem z wojskiem. A trzecia grupa to cywile, którzy zabrali z dalekiego wschodu całe rodziny. Łącznie mówimy o kilkudziesięciu tysiącach ludzi! Nie wiadomo, co by się stało, gdyby nie uwolnił ich gen. Anders. Nie bójmy się powiedzieć, wielu by pewnie umarło przez następne 4 lata - wyjaśnia Ryszard Janosz, sybirak i prezes wrocławskiego oddziału Związku Sybiraków.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy