Nowy numer 38/2022 Archiwum

Mycie nóg i sprzątanie toalet

Franciszkanie z Wrocławia pojechali na Przystanek Jezus, by mówić o Bogu uczestnikom festiwalu Pol’and’Rock. Jakie doświadczenia przywieźli ze sobą?

Na dawnym lotnisku w Broczynie koło Czaplinka działy się piękne rzeczy.

– Pojechałem tam, by powiedzieć wielu ludziom, że w nich mieszka Pan Jezus, a ja chcę się spotkać z Nim w nich. Opowiadając świadectwo mojego życia, przypominałem o Chrystusie i o najważniejszym: żeby wiedzieli, że są kochani, bo wszyscy jesteśmy braćmi – mówi br. Izajasz Rafał Górniak OFM, który posługuje w parafii pw. Alberta Wielkiego na wrocławskich Sołtysowicach. Na Przystanku Jezus był szósty raz.

Dał się połamać

Wraz z nim wyzwanie ewangelizacyjne na wielkim festiwalu rockowym podjęło dwóch innych franciszkanów: Savio Sitarczyk i Józef Adam Grzebiński. Klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Franciszkanów „Antonianum” po raz drugi uczestniczyli w Przystanku Jezus. – W ostatnią noc festiwalu, gdy już zamykaliśmy bramę do naszego ośrodka, poszedłem do kaplicy zrobionej w samochodzie, aby schować Pana Jezusa do tabernakulum. Siedział tam mężczyzna, dopiero co się wyspowiadał i poprosił o Komunię. Wyjąłem Pana Jezusa z monstrancji, połamałem Go i dałem mu. Miał łzy szczęścia w oczach. Mówił, że nawet nie planował do nas przyjść, a teraz jest wyspowiadany i z Panem w sercu. Bardzo wzrusza mnie to, że Eucharystyczny Jezus, którego adorowaliśmy wraz z uczestnikami Pol’and’Rocku przez cały czas trwania festiwalu, w ostatnią noc dał się połamać, aby być z tym człowiekiem – opowiada Savio, kleryk V roku. Zakonnicy przez tych kilka festiwalowych dni podejmowali różne formy ewangelizacji. – Wychodziliśmy do ludzi, żeby z nimi rozmawiać na bardziej lub mniej poważne tematy, żeby spędzić z nimi czas, wysłuchać ich, potańczyć, pośpiewać, umyć im nogi, pomodlić się. Pilnowaliśmy też ośrodka, w którym przebywaliśmy, żeby inni w tym samym czasie mogli ewangelizować i nie martwić się o swoje rzeczy. Byliśmy też odpowiedzialni za prowadzenie modlitw przy krzyżu, takich jak Anioł Pański czy Różaniec – wymienia Józef, kleryk IV roku.

Na wzór ojca założyciela

Niezwykłym momentem było umycie nóg uczestnikom festiwalu. – Chwilą dotykającą i poruszającą było mycie brudnych nóg – nie każdy by się na to odważył. W ten sposób z miłością służyliśmy naszym braciom. Może to sprawi, że w ich sercu coś pęknie i otworzą się im oczy na Boga i Jego miłość – stwierdza br. Izajasz. Doświadczenia z Przystanku Jezus znalazły swoje miejsce w sercach zakonników. – Dla mnie jako franciszkanina najważniejszym było doświadczenie uniżenia się. Inaczej sobie wyobrażałem moją posługę tam. Myślałem, że będę więcej mówił o Jezusie. On jednak miał inne plany i wprowadzał mnie między ludzi, abym z nimi spędzał czas, rozmawiał na zupełnie przyziemne tematy. Myślę, że podobne doświadczenie miał św. Franciszek – zanim poszedł głosić Ewangelię, opiekował się trędowatymi, był między ludźmi z ich problemami – opisuje Savio. Wielką wartością stała się dla nich możliwość wysłuchania ludzi, którzy mają naprawdę trudną przeszłość. – Ten czas pokazał mi, jak wielkim autorytetem cieszy się habit franciszkański, jak ludzie na niego reagują i jak usuwa barierę, dając możliwość dialogu. Te dni stały się też okazją do prywatnego nawrócenia, do zastanowienia się nad swoim życiem, żeby na nowo zaprosić Jezusa – oświadcza Józef.

Nie zawsze trzeba mówić

Na Przystanku Jezus ewangelizacja to nie tylko i wyłącznie mówienie o Chrystusie i głoszenie kerygmatu. – Najpierw trzeba człowiekowi okazać miłość w taki sposób, w jaki on tego potrzebuje w danym momencie. Dlatego oprócz wychodzenia na rozmowy na festiwalowym polu myliśmy również ludziom nogi oraz zrobiliśmy akcję „czysty toi toi”. Czyściliśmy toalety z miłości do festiwalowiczów – przyznaje Savio. – Przechodząc polami festiwalu w habicie, nie zamieniając nieraz żadnego słowa, czułem bardzo mocno, że jestem w miejscu, w którym mnie potrzebują – dodaje br. Izajasz. Największą radość i satysfakcję zakonnikom z Wrocławia przynosiły chwilę, kiedy ludzie wyznawali wiarę w Boga i ogłaszali Jezusa Panem swojego życia. – Nie wyobrażam sobie wakacji bez takiej akcji jak Przystanek Jezus. Jest to piękne Boże dzieło – podsumowuje br. Izajasz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy